Majówka 2017
26.02.17 Rezerwujemy bilety do Jordanii… 🙂 Lecimy Royal Jordanian.
Cała naprzód ku nowej przygodzie…:)
Ruszamy spod domu o 10.30. O 13 jesteśmy na parkingu przed Tegel http://park-to-fly.de/park-to-fly/ i o 14.30 odlatujemy do Ammanu. Samolot 100% pełny. Przelatujemy nawet nad Zielona Góra i po 4 godzinach jesteśmy w Ammanie. Czas +1h. Nie odbieramy bagaży, przechodzimy przez granice, tutaj Visa niestety 40 JOD od głowy czyli sporo i idziemy na domestic lot do Aqaby. Krotki przelot 40 minut i jesteśmy w Aqabie i nasze bagaże nawet tez…:) Jest już 22.20… trochę zeszło…cala podróż prawie 11h. Po dwóch tygodniach znowu jesteśmy mały kroczek od Arabii Saudyjskiej
Jeszcze tylko bus do hotelu, chceck-in, krotka rozkminka po okolicy, zakupy, dzieci koniecznie chcą nad morze i o północy padamy. Następne z dwa dni plażowanie…





30.04-01.05.17
Wyjeżdżając z domu było 7 stopni, tutaj jest 37…
Hotel mamy w samym centrum Aqaby, Movenpick Aqaba z plażą, także dwa dni pozwalamy sobie na pełen chillout nad morzem, basenami i rozpoznanie okolicy. Jest fajnie…




















Najczęściej wypożyczamy auto, jednak jakoś tutaj tatusiowi nie chce się za bardzo kierować wiec wynajmujemy samochód z kierowca. Dziś Dead Sea, cala ekipa zapragnęła poczuć sile morza martwego wiec nie było innej opcji i udaliśmy się na wycieczkę. Policja zatrzymała nas chyba z 7 razy, tylko kontrolnie. Droga bardzo dobra wzdłuż granicy z Izraelem i Palestyna. Widoki pustynno-gorzyste, gdzie niegdzie rośliny. Dosyć często można spotkać wielbłądy. Dotarliśmy do Amman Beach gdzie radośnie pomoczyliśmy pupy… wszyscy teraz spełnieni, uczucie wypychania przez wodę znane, pełne szczęście. Następnie podjechaliśmy w głąb lądu do Mount Nebo ( z tej góry Mojżesz miał zobaczyć ziemie obiecana…), piękne widoki, przestrzeń i wioski Beduinów. Nasz kierowca zagaduje ze w tych okolicach się urodził dokładnie w Madaba i chętnie by nas zabrał do swojej rodziny na herbatkę…. ochoczo się zgadzamy. Madaba słynie z mozaik, robimy rundkę i docieramy do domu brata naszego kierowcy, tam od razu rozkręca się imprezka, podekscytowani naszym dziećmi… wjeżdża herbatka, ciasto, sisha… proponują tez nocleg, ostatecznie jedziemy dalej…


















Nasz kierowca wiezie nas do Petry… co za spektakularne miejsce i to pod względem widoków, odczuć, klimatu i magii… cena za wejście ( 50 JOD za osobę) zawrotna ale warto. Można poczuć się naprawdę niezwykle.. jedyny minus to konie, osiołki i wielbłądy biegające miedzy ludźmi i strzelające kupsztale gdzie popadnie ale co zrobić taki lajf. jedno z najlepszych i najpiękniejszych miejsc w jakich byliśmy. Spędzamy tam pol dnia przechodząc łącznie ponad 15 km.
Po południu dniu jedziemy jeszcze na niesamowita pustynie Wadi Rum gdzie przez ok. 3 godziny jeździmy po niej terenówką (marzenie synka spełnione) i na koniec podziwiamy zachód słońca na pustyni. W obu przypadkach jedno zdjęcie mówi więcej niż 1000 słow. Wieczorem cali w piachu wracamy do hotelu. Dziś policja zatrzyma nas tylko 2 razy…


























Czysty chillout… plażowanie, relax, tatus z Luizka lecą parasailing gdzie z wysokości ok. 150 metrów mogą podziwiać 4 kraje: Egipt, Arabie Saudyjska, Izrael i Jordanie… dla Luizki niezapomniane przeżycie, była pełna ekscytacja i jedno z marzeń zostaje spełnione
















O 11.20 przyjeżdża kierowca i jedziemy na granice z Izraelem. Pieczątki wyjazdowe z Jordanii, kawałek z buta przez ziemie niczyja, kontrola bagaży już po stronie Izraela, otworzyli każdą torebkę i we wszystkim grzebali, kontrola paszportów i karteczki ze wchodzimy do Izraela, pobieramy jeszcze kasę na granicy (dajemy pani kartę bankomatową a ona daje nam gotówkę), taksówka za 50 shekli i o 12.30 jesteśmy już w hotelu w Izraelu, pokój nie gotowy zostawiamy tylko graty i idziemy na zwiady. Wszystko poszło bardzo gładko i bezboleśnie i póki co bezkosztowo, ciekawe jak będzie w druga stronę. Pierwsze wrażenie jest pozytywne ale to było tylko póki co… Już przy check-in zaczynają się problemy, syf w pokoju itp… ok. jakoś przeżyjemy. Jedziemy na Coral Beach posnurkowac. Darmowa plaża jest dopiero przy samej granicy z Egiptem. Sa dwie platformy z których można schodzić do wody, morze czyste, ryb są- jest fun. Plaża kamienista, brzeg kamienisty i dno kamieniste. Plaża sama w sobie zasyfiona i śmierdząca i pełno Rosjan. Wieczorem uderzamy na kolacje… WTF???… co to za ceny i co to za jakość… ceny zupełnie z dupy i samo badziewie… wow. Ostrzegali nas w Jordanii ale nie do końca wierzyliśmy. Na promenadzie jak w Rosji… co za bezsens, po co oni tu przyjeżdżają? Ani fajnie, ani milo a 5km dalej inny świat. Tutaj Pizza 80 PLN, Troche Muli 45PLN, badziewna niejadalna ryba z frytkami 36PLN, woda mała 7PLN, puszka Pepsi: 6-7PLN, snickers 6PLN… Happy Meal w McDonalds 26 PLN… ludzie nie do końca mili..ohohoh… na razie rozczarowanie..











Rano jakoś wszyscy nie w humorze, nie możemy się tez zebrać. Ok. 11.30 ruszamy w stronę Oceanarium. Fajna sprawa dla dzieciaczków, nasze mega podjadane niech maja cos od życia . Całkiem porządnie zrobione i zorganizowane. Jak dla nas duże lepiej niż Wrocławiu, Berlinie czy Dubaju. Zamykają dziś o 16 i opuszczamy lokal… kupiliśmy jeszcze jakieś jedzenie tj. hot dogi i hamburgery, nie działa im terminal, nie chcemy płacić Szakalami bo mamy malo, ok. możemy w USD ale przelicznik slaby i kloca się o każdego dolara.. co za ludzie. Popołudniu plażujemy w Eilat i dopiero teraz zauważamy ze nad Centrum handlowym jest ścieżka podejścia samolotów, i przelatują mega nisko nad budynkami.. wieczorem jeszcze Shorma i naleśniki i wracamy na bazę… jutro zmieniamy miejscowke.





















Po śniadaniu o 11.30 od razu w taksówkę i jedziemy na granice. Żydzi żegnają nas jeszcze oplata wyjazdowa po 100 na głowę… hehe nie maja litości… Jordania tez by chciała żebyśmy zapłacili za kolejne wizy ale udaje się przejść na tych co już mamy… uff. Niestety teraz na wszystkich przejściach do Jordanii wymagają wizy, nie będzie to chyba dobre dla ich turystyki. Jordańczycy na granicy robili sobie fotosy z naszymi dzieciaczkami i byli mega mili. Taksówka do hotelu w normalnej cenie i o 12.10 jesteśmy w Dubel Tree Hilton. Dziś ostatni dzień jedziemy zobaczyć słynna Tala Bay… i ta wizyta nas utwierdza ze wybraliśmy najlepsza miejscówkę w Akabie. Tala Bay 8km od granicy saudyjskiej, 15 minut jazdy od miasta wybudowane resorty na pustyni, plaża i cala infrastruktura taka sobie, pośród niczego, kamienie, piach i nawet nie ma za bardzo jak wejść do morza przez te kamienie, mimo ze tam resorty maja mega ceny. Dobra baza dla nurkow. Wracamy ok. 18 idziemy na miasto jeszcze kolacja ostatnia sisha w Jordanii i załapujemy się na koncert Jordańskiej wokalistki na dachu hotelu o północy idziemy spać.






Jedziemy na lotnisko o 7.10 hotelowym busem za który płaci Royal Jordanian. Dla klientów tych linii podwózka do hotelu i z hotelu jest w cenie. Mięliśmy lecieć o 8.30 ale jest opóźnienie 0,5h.W Ammanie planowo miało być tylko 50 minut na przesiadkę a teraz czas zupełnie nam się skurczył…. Po wylądowaniu czeka na nas asysta i informuje ze mamy 10 minut żeby dobiec do następnego samolotu który jest już zapakowany i czeka tylko na nas, także biegiem z terminala lotów wewnętrznych do międzynarodowego, chyba 7 skanerow bagaży, sprawdzanie paszportów, bez kolejki w okienku dla paszportów dyplomatycznych, sprawdzanie bagaży, następne skanery i wbiegamy do bramki i samolotu. Zamykają drzwi, zajmujemy miejsca i odlatujemy do Berlina. O 14.30 planowo jesteśmy w Berlinie, nasz bagaż niestety nie zdążył (dolatuje do naszego domu po trzech dniach) Bus na parking, jeszcze mały shopping i ok. 20 jesteśmy w domu. Koniec wycieczki.
http://flightdiary.net/LuizaMaria




