Dookoła świata na zachód: Rio de Janeiro, Iguazu, Ciudad del Este, Buenos Aires, Colonia, Hanga Roa, Tahiti, Moorea, Bora Bora, Ile des Pins, Port Villa, Cairns, Bali.
Nasza podroż dookoła świata zbliża się wielkim krokami. Plan ogólny jest… od 04.10 zaczynamy pomału rezerwować miejsca i bilety. Nie będzie to standardowa podroż , na standardowych biletach lotniczych dookoła świata. Będą miejsca z listy marzeń i podroż dla nas jedyna w swoim rodzaju. Zaczynamy już niedługo od Rio de Janeiro..

Zaczynamy z domu o 2.15 w nocy- kierunek Tegel. Po 2 godzinach jesteśmy na lotnisku, i punktualnie o 6 rano odlatujemy do Lizbony liniami Tap Portugal. Dawno nie było tak pustego samolotu. 3,5 h i lądujemy w Lizbonie. 2 godziny przerwy na Śniadanie i kawke, maja tez bardzo fajny sklep tylko z sardynkami. O 10.35 zapakowanym na ful samolotem Tap Portugal odlatujemy w 10,5 godzinny lot w stronę Rio de Janeiro. Tap Portugal to nie Emirates, czy qatar ale żadna europejska linia nie ma co się z nimi równać. Loty były bardzo okey, na czas, jedzenie i picie do woli , uśmiechnięta i mila obsługa. Przestawiamy zegarki -3h i o 18.35 ladujemy w Rio, sszybak odprawa i witamy w Brazylii, odbieramy bagaże, wymieniamy dolce na Reaisy, i taksowka za 100 $R (oficjalna cena 130) jedziemy ok. 45 minut na Copacabane…. W końcu tu jesteśmy, yuppie. Hotel mamy przy samej plaży, także wizyta na Copacabanie: Miramar Hotel by Windsor, kolacja i o 23 czyli o 2 naszego czasu dzieciaczki padaja…




Copacabana: jedna z najsłynniejszych plaz swiata, długa na 4,5km znajdujaca się w dzielnicy Rio o tej samej nazwie. Dzielnica ta należy do najbardziej zaludnionych dzielnic swiata.
My na początek pobytu w Brazyli bez pospiechu, po pysznymi i mega obfitym śniadaniu, wyruszyliśmy na spacerek po promenadzie Copacabany. Słońca niby nie było ale jak sie okazało wieczorem, wszyscy jesteśmy spaleni. Dzieciaczki w drodze powrotnej przez prawie 4km skakały w ocenie w pełnej radości i euforii. W oddali widać pomnik Jezusa… Dobry początek wyjazdu.













Dziś pochmurno i deszczowo. W planie mamy spotkanie ze znajomymi z Zielonej Góry którzy wczoraj przylecieli tez do Rio i mieszkają w hotelu 8km od naszego. Po śniadaniu bierzemy taski i jedziemy do nich. Wesołe spotkanie, dziciaczki w 4 wariują w basenie, my próbujemy brazylijskie ostrygi, potem podjeżdżamy kawałek autobusem w stronę Ipanemy i kierujemy się spacerkiem w stronę Copacabany. Spacer co chwile przerywany jest przez dosyć obfite opady, które przeczekujemy w plażowych barach. Ok. 18 docieramy wspólnie docieramy do naszego hotelu i ostatecznie taksówkami jedziemy na Ipaneme na najlepsze steki w Rio… Dzieciaczki po wczorajszych 9 km na pieszo i dzisiejszych 11,5 po powrocie do hotelu po prostu padają.












Dziś pogoda znacznie lepsza, słonce świeci, Malo chmur. Trzeba zobaczyć Jesusa (Corcovado) z bliska i klika innych rzeczy. Znajomi przyjeżdżają do nas o 11 i ruszamy 2 taksówkami w strone Jesusa. Po drodze dogadujemy się z taksówkarzem ze będzie dzis z nami jeździł i pokaże to co chcemy za 150$R. Uderzamy najpierw na taras widokowy na Rio de Janerio, niedaleko Jezusa, widoki powalają. Potem już sam Jezus. Trzeba jeszcze zapłacić za autobus, który podwozi na sama gore po 28$R, dzieci free. Figura robi większe wrażenie, niz nasz pobliski Jezus ze Świebodzina i widoki na cele Rio powalają dalej 🙂 Przejeżdżamy przez fawele pilnowane przez uzbrojone wojsko… Następnie jedziemy do zabytkowej dzielnicy St Teresa: zabytkowe tramwaje, nastepnie kolorowe schody- jedna z atrakcji Rio. Jemy tam obiad w lokalnej knajpce. Następnie jedziemy na Sugar Loaf, gdzie za 80$R wjeżdżamy gondola na gore z której można podziwiać panoramę całego Rio i Jezusa górującego nad całym miastem…. Widoki cały cza powalają. Widokowo Rio robi mega wrażenie. Wieczorem wracamy do hotelu i dzieciaczki wskakują do basenu. Wyjątkowo udany dzionek.


























Większość dnia na Copacabanie, chillout, gry i zabawy, obiad z owoców morza, spacerek, wieczorem basen. Zegnamy się ze znajomkami, my jurto zmieniamy miejscówkę…



Rano się ogarniamy jeszcze śniadanie z szampanem i bierzemy taksówkę na lotnisko tym razem70R$ bez targowania. Dziś ruch na Copacabanie ustawiony tylko w jedna stronę, jakby wylotowa z miasta, jak oni się nie gubią jeżdżąc de facto pod prąd? Jakoś dają rade. Na lotnisku elektroniczny check-in, lecimy linia Latam za ok. 60 euro/ osoba w jedna stronę plus bagaże za które maszyna nie przyjmuje płatności, kolejna kolejka, walizki za ciężkie, chcą liczyć razy 2, przepakowanie jakoś jest trochę lżej, ale tez nie mogą przyjąć płatności, wysyłają nas w kolejne miejsce, tam znowu kolejka a czasu do odlotu coraz mniej, dostajemy Priority Line i udaje się w końcu zapłacić i dostać nowe bording passy. Ostatecznie dopłata za bagaże to jeden dodatkowy bilet ale zamieszanie na 1,5h. Do odlotu pol godziny, przechodzimy przez kontrole, biegiem do bramki i o czasie odlatujemy 11:45. 1,4h lot i spokojnie lądujemy w Iguassu Falls po stronie brazylijskiej. Bagaże dojechały również 🙂 Ogarniamy szybko transfer do Argentyny za 120 $R: 17km, szybko tajnymi kierowcy ścieżkami przez granice, brazylijska celniczka pozwala naszym grzdylom powbijać pieczątki do paszportów, także pełnia szczęścia i logujemy się w pięknym hotelu w Dżungli nad brzegiem rzeki Iguazu. Obiad, dzieci wyczekiwany basen i chillout do wieczora. Znacznie cieplej i wilgotniej niż w Rio ok. 32 stopnie. W Argentynie czas dodatkowo minus 1h, razem -4.













Dziś oglądamy wodospady od strony Argentyny. Po śniadaniu zamawiamy taksowke i za 780 Peso w obie strony jedziemy na wodospady. Pogoda piękna 32 stopnie i słonce. Wyciągamy Peso z bankomatu, kupujemy wejściówki dorośli po 500 i Luizka 130, Vinio do 6 roku życia included. Uwaga: chcą sprawdzać dokumenty dzieci czy faktycznie wiek się zgadza. Wchodzimy i od razu kierujemy się kolejka na Gargantua del Diablo. Spektakularny wodospad… Następnie 2 pozostałe trasy.. Jest pięknie, widoki nie do opisania, przeżycia również, dzicieczki przeszczęśliwe… przemoczone od wody z wodospadów. Schodzi nam ponad 6 godzin. To 3 nasz w tym roku z 7 nowych cudów natury




























Dziś jedziemy na wodospady po stronie Brazylijskiej, ta sama taksówką za ta sama kasę. Zajeżdżamy jeszcze na granicy do Duty Free, po okulary przeciwsłoneczne dla tatusia bo dziś kolejny raz rozwalił swoje. Na granicy bez kolejki, po stronie brazylijskiej znowu samodzielne wbijanie pieczątek przez dzieciaczki u tej samej celniczki i jesteśmy znowu w Brazylii. Strona brazylijska wodospadów jest trochę spokojniejsza, trochę mniej spektakularna., duzo mniej trzeba chodzic. Wodospady widać na wprost a nie jak po stronie argentyńskiej najczęściej z dołu albo z góry. Tak czy inaczej kolejny dzień z uczta dla zmysłów, z pięknymi widokami i szumem spadającej wody. Dziś tez tak bardzo nie zmokliśmy od spadającej wody. Czas potrzebny tutaj jest znacznie krótszy, wsysaczy ok. 3-4 godziny. Nam zeszło 5 z obiadem nad brzegiem rzeki i widokiem na początek Diabelskiego wodospadu. W drodze powrotnej wydajemy ostatnie Reale na pyszne brazylijskie kokosy, spotykamy tez ku uciesze przede wszystkim Viniego jego ulubionego Transformersa i wracamy do hotelu na basen w którym dzieciaczki siedzą do ciemnego.
Wodospad Iguazu znajduje się na granicy argentyńsko-brazylijskiej. 80% obszaru wodospadu jest na terytorium Argentyny, natomiast pozostałe 20% na obszarze Brazylii. Wodospad ma szerokość około 2 km i składa się z 275 odrębnych progów skalnych. Średni przepływ wody wynosi 1756 m³/s. Szum wody słyszany jest w promieniu 20 km.
Granica argentyńsko-brazylijskiej przebiega centralnie przez Diabelską Gardziel (hiszp. Garganta del Diablo), największą kaskadę wodospadu Iguazu. Woda w tym miejscu spada aż z 82 m, a więc z wysokości większej niż wodospad Niagara.



















Rano ta samą taksówką za ta sama cenę co zwykle jedziemy do Paragwaju. Steplowanie paszportow po stronie Argentyny i Brazylii , krotka przejazdzka prze Foz Iguazu i wjazdzamy do Paragwaju. Zadnych sprawdzanek paszportow czy czegokolwiek i po stronie brazylijskiej jak i paragwajskiej. Za to od samej granicy pelen chaos i korek.
Miasteczko Ciudad del Este to jeden wielki chaos i handel wszystkim i niczym najczęściej z Chin. SA mega wypasione centra handlowe, w stylu europejskich Mall a na ulicach handel uliczny stragany, tłumy ludzi i samochodów, waluty obowiązujące to tak naprawdę wszystko co ma jakąś wartość: dolary, euro, peso, reale czy paragwajskie Guarani. Kręcimy się trochę tu i tam, kupujemy koszulki, spodniczki itp., itd., pijemy kawkę, ogarniamy się trochę i po 4 godzinach kierujemy się w stronę Brazylii. Tam zajezdzmay na tradycyjny brazylijski grill Churrascaria, przekraczamy ostatni raz brazylijsko argentynska granice i wieczorem jedziemy jeszcze na punkt Tres Fronteras gdzie na połaczeniu rzeki Parana i Iguazu można zobaczyc jednoczesnie: Argentyne, Paragwaj i Brazylie.


























Ostatni dzień w Iguazu relax na basenie. Dziś 35 stopni i pełnia słońca. Dzieciaczki przez 9h prawie w ogóle nie wychodziły z basenu w pięknych okolicznościach dzungli. Jutro lecimy do Buenos..







W Brazylii do wszystkiego i wszędzie doliczają jeszcze 10% za serwis bez dodatkowych pytań. Za to ludzie bardzo mili i uprzejmi oraz weseli. W Argentynie jeśli płaci się zagraniczna karta, nie płaci się Vatu czyli 21%- dużo
06.12.17
Dziś po śniadaniu cały czas ta sama taksówka kierujemy się na lotnisko już po stronie argentyńskiej i linami LAN, bilety za ok. 70 euro lecimy do Buenos Aires. Znowu mamy za ciężkie walizki i tym razem dopłacamy 300 peso czyli ok. 60PLN, mogli by już sobie darować… 1,5h lotu i lądujemy w Buenos na lotnisku Jorge Newbery prawie w centrum miasta. Bierzemy taksówkę co nie było łatwe bo z naszą ilości ludzi i bagaży nie mieścimy się do standardowych taksówek z butla gazu w bagażniku. W końcu jednak się udaje i jedziemy 7km do hotelu za 150 peso wg wskazań licznika. Jest już 17 także uderzamy na jedzenie: steki argentyńskie, pierożki empanadas, chorizo… jeszcze spacer po dzielnicy Palermo i wieczorem padamy
07.12.17
Mieszkamy w dzielnicy Palermo. Dziś zupełnie na luzie, na początek dajemy ciuchy do pralni niedaleko hotelu- nazbierało się już trochę, Potem krotki spacerek i jedziemy metrem w stronę przystanku Catedral, dzielnica San Nicolas i Puerto Madero, spacerek po centrum Buenos, jedzenie, lody Dulce de Leche. Kupujemy jeszcze bilety na ferry do Urugwaju, jak się okazuje w porcie taniej prawie 200USD niż w internecie. Dodatkowo jeszcze jakieś zakupki i wieczorem metrem wracamy do Palermo i kolacja w Miranda. Metro jest mega tanie 7,5 Peso za przejazd, jest fajna reguła ze ustępuje się miejsca dzieciom- i ludzie robią to natychmiast.

















Po śniadaniu ruszamy metrem w stronę portu, bording, szybka odprawa paszportowa, pieczątki z Urugwaju wbija na miejscu w Argentynie i godzinny rejs do Colonii w Urugwaju. Colonia bardzo sympatyczne, spokojne miasteczko. Jakoś tak relaksująco i swobodnie. Robimy sobie spacerek prze oldtown i centrum, odwiedzamy liczne knajpki i restauracje. Na ulicach mnóstwo bardzo starych samochodów na ulicach oraz okazuje się ze można legalnie uprawiać marihuanę i kupić ciasteczka z rozweselającą substancją. Bardzo fajny spokojny dzień chociaż jak zwykle nachodziliśmy się…



































Gorąco 36 stopnie i pełne słonce
09.12.17 Rano odbieramy pranie i kierujemy się metrem do Dzielnicy Recoletta
Jest to jedna z najbogatszych dzielnic w mieście, z jedną z najdroższych nieruchomości w mieście. Odwiedzamy Cmentarz La Recoleta. Zawiera groby znanych osób, w tym Evę Perón , prezydentów Argentyny , laureatów Nagrody Nobla . W 2011 r. BBC uznało go za jeden z najlepszych na świecie cmentarzy a w 2013 r. CNN wymienił go