W Polsce od tygodnia panują niemiłosierne upały. Nawet 43°C – cieplej niż w Dubaju czy Egipcie. W takich okolicznościach ruszamy na lotnisko. O 13:00 wyjeżdżamy busem do Wrocławia. Na miejscu jesteśmy około 14:30. Planowany wylot o 17:15, ale pojawia się godzinne opóźnienie. Ostatecznie o 18:15 startujemy liniami Transavia. To nowy przewoźnik na wrocławskim lotnisku – zaledwie od kilku dni obsługuje tę trasę.

Lot mija spokojnie i bez niespodzianek. Chwilę przed 20:00 lądujemy na lotnisku Paris Orly. Tutaj troche chłodniej. Odbieramy bagaże i spacerkiem kierujemy się do pobliskiego Novotelu, gdzie czeka nas nocka przed dalszą drogą.
Kolacja, rozmowy o tym, co przed nami, ostatnie sprawdzenie planu podróży i czas spać.






Budzimy się bez pośpiechu – dopiero około 11:00. Po krótkich przygotowaniach jedziemy troche bardziej do centrum Paryża na nasz ulubiony koreański grill. Śniadanie, lunch i kolacja w jednym. Ale jak zawsze mega pysznie.
Przed 15:00 wracamy po bagaże i kierujemy się na lotnisko. Dziś czeka nas długi lot liniami French Bee na Tahiti z międzylądowaniem w San Francisco. Przy odprawie dokładnie sprawdzają amerykańskie wizy oraz zezwolenia ESTA. Bardzo skrupulatnie ważą też bagaże, więc musimy na chwilę otworzyć walizki i lekko je przepakować.
Samolot startuje punktualnie. Przed nami niemal jedenaście godzin lotu do San Francisco. W międzyczasie lecimy nad Grenlandia, widoki z samolotu sa mega. W San Francisco czas minus 9 godzin. Czyli jest ledowo co 20. 🙂 Kontrola paszportowa, tym razem nawet nie otworzył dokumentów, tylko szybkie fotki i witamy kolejny raz w USA. Nie na długo po dosłownie po 15 minutach wyszliśmy z USA. Kolejne skanowanie bagażu podręcznego, szybkie burgery, chwila odpoczynku i ruszamy w kolejny etap podróży – prosto na Tahiti.












Z San Francisco odlatujemy około 23:30. Lot trwa osiem godzin. Spokojny, nocny i około 4:30 lądujemy na Tahiti.
Kolejne minus 3 godziny do Polski. Razem różnica w czasie: minus 12h. Szybka kontrola. W zasadzie żadnych pytań, mimo że wcześniej trzeba było wypełnić dwie bardzo ważne karteczki. I jesteśmy na Tahiti.
Zjadamy szybkie śniadanie, czekamy około czterech godzin na lotnisku i o 9:30 odlatujemy liniami Air Tahiti w stronę Bora Bora. Lot trwa 50 minut. Lądujemy na jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Widoki już z samolotu robią ogromne wrażenie. Jesteśmy tutaj drugi raz.
Odbieramy bagaże i promem płyniemy na główną wyspę Bora Bora. Tam czeka już kobieta, od której wynajęliśmy samochód. Tym razem koszt to 240 euro za trzy doby.
Jedziemy do naszego domku z Airbnb, położonego przy plaży, w cichym i spokojnym miejscu, otoczonym Pacyfikiem. Po 32 godzinach od wyjścia z hotelu w Paryżu jesteśmy u celu. Chwila na ochłonięcie, ogarnięcie się i ruszamy na pierwszą rundkę dookoła wyspy. Napawamy się widokami i cieszymy się, jak tutaj jest pięknie.
Około 16:00 jemy późny obiad połączony z kolacją, a około 20:00 padamy. Długi i intensywny dzień, ale jak tutaj jest pięknie.































Witaj Przygodo!
Niech będzie zdrowo …niech będzie radośnie !
Niech Świat bedzie Przyjacielem dni…
@ZULA: Ahoj Przygodo :). Pozdrawiamy
Fantastyczny widok z przylotu…miejsce wyjątkowe.
Życzę dobrych i radosnych dni!
Zdjęcia piękne- usmiech wzbudził kiszony ogórek gdzieś na Bora Bora!
Pozdrawiam
Hahaha, Tak kiszony ogórek musi byc choćby na końcu świata 🙂 Pozdrawiamy serdecznie