Islandia zimą…
07.11.2015 kupujemy bilety na Islandie, korzystając z dobrych cen WizzAir, odlot z Gdańska… 05.02.2016…
Wyjazd jako gift na urodziny Tatusia…:)
Mieliśmy jechać rano, ale najpierw praca itp. i ostatecznie wyjechaliśmy o 12.30. Kierujemy się w stronę Gdańska. Droga do Gniezna bardzo dobra, ciągle albo szybka S-ka albo autostrada, potem niestety już jeden pas w jednym kierunku aż do Grudziądza. W miedzy czasie przejeżdżamy tez przez Bydgoszcz- pozdrawiamy ZULE. Od Grudziądza znowu autostrada do Gdańska. O 17.15 dojeżdżamy do celu, przejeżdżając 460km. Nocujemy w Rezydencji Wind Rose, niedaleko centrum. Jemy kolacje w restauracji numer jeden w Gdańsku wg Tripadvisor: Prologue Restaurant & Bar, steka po Australii ciężko pobić ale wskakuje na wysokie drugie miejsce…:), spacerek po starówce i zmęczeni idziemy spać




Rano leniwie się ogarniamy do 11.30. Po śniadaniu na początek kierujemy się nad morze, następnie w związku z tym ze Vincent nie był zbyt pocieszony wczorajszą kolacja wybieramy się na jego ulubione pierożki. Pierogarnia Mandu Knajpa numer 3 w Gdańsku, Pierogarnia numer 1- tym razem bez zachwytu. Po obiedzie jedziemy na lotnisko, zostawiamy auto na parkingu U Andrzeja, szybka odprawa i o 16.10 WizzAir odlatujemy na Islandie. Po spokojnym locie o 20 lądujemy. Przestawiamy zegarki minus 1 i mamy 19… Bierzemy Toyote Avensis z Herza i jedziemy do hotelu, po drodze zahaczając o sklep 10/11 na pierwsze zakupki i pierwsze zderzenie z cenami na Islandii…;) Jest ciemno a co się z tym wiąże z widoków lipa. Z lotniska do Reykjaviku jest 50 km, dojeżdżamy już dosyć późno, logujemy się w całkiem śmiesznym apartamencie Reykjavik Light Apartaments, ok 23 dzieci padają.



Okazuje się ze na ponad polowe dróg na wyspie jest zakaz wjazdu autami z wypożyczalni w zimie…wow… no nic cos trzeba dzialac… po porannym a w zasadzie przed południowym spacerku po Reykjaviku, zakupach w Bonusie- tutaj ceny już w miarę normalne ruszamy w stronę Thingvellir. Opuszczając okolice miasta pomału zaczynamy czuć się jak ICE ROAD TRUCKERS, jazda w dosyć ekstremalnych warunkach, gdzie nigedzie zupełnie zaśnieżonymi drogami, mijając tylko od czasu do czasu jakieś auta przywołuje dosyć duże skoki adrenaliny… udaje się i dojeżdżamy do Parku Thingvellir- geologicznie miejsce wyjątkowe w swoim rodzaju na świecie. Stykają się tu dwie płyty geologiczne amerykanka i europejska a krawędzi ich styku są widoczne na powierzchni ziemi:) Zimno, bardzo dmucha ale widoki nadrabiają… Zachęceni pięknem natury postanawiamy ruszyć dalej w stronę gejzerów: Geysir i Stokkur, droga robi się jednak coraz bardziej ekstremalna, maksymalna prędkość jaka możemy rozwinąć nasza Toyota która niestety nie jest 4×4 to 50km/h i to wydaje się czasem za szybko. Warunki cały czas się pogarszają a jeden samochód na dachu w rowie, drugi zakopany na poboczu ostatecznie przyczyniają się ze jednak zawracamy ok 50 km przed gejzerami. Ostatecznie nie ma co wariować, i tak powrót zajmuje nam prawie dwie godziny i ok 17.30 wracamy do hotelu i akurat robi się już ciemno. Wieczorkiem robimy sobie dla relaksu spacerek centrum Reykjaviku. o 23 dzieciaczki padają.


























Nie możemy się jakoś zebrac ale ok 12 jednak się udaje… Dziś atakujemy jeszcze raz gejzery tym razem droga przez Selfoss czyli droga nr 1. Zapowiada się znowu nie zaciekawie zamieć śnieżna jest dosyć spora, ale przyjeżdżamy przez najgorsze w miejscowości Selfoss skręcamy w lewo na Geysir i po 1h45 minut dojeżdżamy do celu. Geysir spokojny, Stokkur co kilka minut pokazuje na co go stać ku uciesze zebranych… Tak jak w Nowej Zelandii nie tylko natura jest podobna ale wycieczki Chińczyków którzy zwiedzają atrakcje tez… Chińczycy zalewają świat i to jest oczywista oczywistość….
Jedziemy tez do wodospadu Gullfoss, jest potężna śnieżyca i wiatr ale wodospad robi na nas pozytywne wrażenie. Jest piękny a skojarzenia z Kraina Lodu są tu jeszcze bardziej na miejscu.
Droga powrotna mija spokojnie odwiedzamy jeszcze Selfoss i próbujemy namierzyć miejsce gdzie wg wskazań może pojawić się zorza, niestety prognozy nie są za dobre, jest zbyt durze zachmurzenie i dziś nic z tego;( może jutro, prognozy są optymistyczne.
Tatuś myślał ze podszkolił technikę jazdy po lodzie i ze całkiem nieźle mu idzie… hehe okazało się ze opony nie tylko maja porządny zimowy bieżniki ale tez są wyposażone w kolce.. do zimowych warunków… haha ..wow..













Rano kręcimy się trochę po Reykjawiku, jemy tez typowo Islandzkie jedzenie w tym sfermentowany rekin- udało się jakoś przełknąć al. było trudno. Nie wiemy czy to reguła ale mimo tak krótkiego pobytu na Islandii już drugi raz próbowano nas oszukać tym razem na prawie 3000 ISK czyli prawie 100PLN doliczając nam rachunek stolika obok. Dziwne akcje…
Wybieramy się do Blue Lagoon ale nie udaje nam się wejść. Okazuje się ze bilety tylko przez Internet a na tydzień do przodu nie ma wolnych miejsc, znowu chyba przez chińczyków, przyjeżdżają tu ich pełne autobusy. Tak czy inaczej pola lawowe robią na nas ogromne wrażenie, przez cały pobyt czujemy się jak na filmach o Alasce, a cala otoczka Islandii zima to jakby osobna planeta w kosmosie, która pojawiła się nie wiadomo skąd. Przejeżdżamy łącznie 680km, oddajemy auto w wypożyczalni i o 19,45 odlatujemy do Gdańska. Nadzieja ze chociaż w ostatniej chwili w okolicach lotniska zobaczymy zorze, pozostała niestety niespełniona…
Temperatury nie były za niskie wahały się od -3,5 do plus 3 ale uczucie chłodu było dużo większe niż w Polsce. Było spore zachmurzenie i wiał bardzo silny wiatr.
Tak czy inaczej dosyć krótki zimowy wypad na Islandie zaliczamy do mega udanych…














Lot mija spokojnie i szybko. Była mama z dwójka dzieci odważnie wybrała się sama, córka z 3,5, syn ok roku. Mały ze zmęczenia z godzinę przed lądowaniem strasznie się męczył i bardzo płakał… Miny i zachowanie współpasażerów bezcenne…Leca tanimi liniami a oczekują Buissnes Class Emirates lub Qatar i najlepiej żeby dzieci nie wpuszczać do samolotu…Tylko nikt nie potrafi jakoś postawić się na miejscu takiej mamy. My dla niej bijemy Brawo za odwagę i było nie było za zaradność!! O północy lądujemy w Gdańsku, śpimy przy samy lotnisku Hampton Gdańsk, 3 minuty na piechotę od terminala
Ok 12 wypoczęci wyjeżdżamy z Gdańska. 1,5h przystanek w Poznaniu i ok 18 jesteśmy w domu.