Pobudka o 7 i o 8.20 ruszamy do Poznania. Jesteśmy o 9:40 na Lawicy. Odlatujemy o 11:40 Liniami WizzAir do Londyn Luton.. lot dwie godziny

W Londynie lądujemy o 13:40, godzina do tyłu względem Polski. Szybka kontrola paszportowa przez automaty, wszystko sprawnie i jesteśmy w Wielkiej Brytanii.
Mamy mało czasu, więc tylko szybki lunch, coś w stylu angielskim, czyli chicken curry 🙂 i lecimy dalej. Kolejna kontrola bezpieczeństwa i o 16:20 startujemy liniami easyJet na Jersey.




Lot krótki 40 minut i lądujemy na małym, klimatycznym lotnisku. Mamy zamówione auto, gość już na nas czeka, trochę zestresowany, bo jesteśmy ostatnimi klientami. i chce już iść do domu. Wszystko na luzie, daje kluczyki, bez gadania, bez formalności. Najbardziej wyluzowane wydanie auta w naszej historii. W międzyczasie kupujemy tez e-sim na Jersey bo ten z UK tutaj nie działa
Idziemy kawałek do auta i ruszamy naszym Fiatem 600 w pomarańczowym kolorze.
Pogoda bardzo ładna, ponad 20 stopni, słońce. Dojeżdżamy do hotelu Golden Sands przy samej plaży, szybki check-in i od razu wychodzimy coś zjeść. Pierwsze wrażenie: bardzo zielono, bardzo czysto, poukładane, trochę tropikalnie.
Kolacja ok, poza krabem, bez fajerwerków.
Po zmroku robimy jeszcze rundkę w stronę stolicy. Szybkie zakupy, na koniec burgery i hot-dogi z budki i około 22:00 wracamy do hotelu.
































Wyspy Normandzkie to mały, ale bardzo specyficzny kawałek Europy. Formalnie nie należą ani do European Union, ani do United Kingdom , są tzw. dependencjami Korony Brytyjskiej. Czyli: własne prawo, podatki, rządy… ale pod ochroną brytyjską. Taki pół-niezależny układ, który działa od setek lat i nikomu się nie spieszy, żeby to zmieniać. Leżą na kanale La Manche, bliżej Francji niż Anglii (ok. 20–50 km od wybrzeża Normandii). Najważniejsze wyspy:
Jersey – największa i najbardziej “biznesowa”
Guernsey – bardziej spokojna, konserwatywna
Sark , Alderney i Herm.
To jest pozostałość po dawnym Księstwie Normandii. Kiedy William the Conqueror podbił Anglię w 1066 roku, wyspy zostały przy Koronie. nie są częścią UK, ale uznają króla ,mają własne parlamenty i system prawny ,podatki? bardzo korzystne, dlatego siedzi tam masa firm finansowych
Krótko: stary układ feudalny przerobiony na nowoczesny raj podatkowo-finansowy🙂
Gospodarka: sektor finansowy (banki, fundusze, struktury holdingowe), turystyka (ale raczej premium niż masowa)
rolnictwo (np. słynne ziemniaki Jersey Royal i mleko od krów Jersey)
Podczas World War II były jedyną częścią “brytyjską” okupowaną przez Niemców. Do dziś pełno bunkrów i fortyfikacji.
Dziś robimy trip around the island : Jersey. Pogoda idealna, 24 stopnie, pełne słońce, kolory kosmos, piękna roślinność i ocean.
Jedziemy po kolei:
-Portelet Beach
Mała, ukryta plaża. Bardzo klimatyczna, spokój, turkusowa woda, jedna z fajniejszych na wyspie.
Battery Lothringen
Stare niemieckie bunkry z II wojny światowej. Surowy klimat, świetne widoki na ocean.
Tour de Vinde
Kamienna wieża obronna przy wybrzeżu. Prosto, klasycznie, fajny punkt widokowy.
Saint Clement’s Bay
Długa, spokojna zatoka. Mało ludzi, fajne miejsce na spacer.
Le Hocq
Mała wieża na wodzie, przy odpływie można podejść. Bardzo fotogeniczne miejsce.
Mont Orgueil Castle
Stary zamek nad miasteczkiem Gorey. Widoki top, jedno z najważniejszych miejsc na wyspie.
Gorey Beach
Plaża pod zamkiem. Szeroko, jasno, fajny klimat, idealna na chill.
La Coupe Bay
Dzika zatoka, mniej ludzi, dużo natury. Bardziej surowy klimat.
Bonne Nuit Pier
Mała zatoka z portem. Spokojnie, klimatycznie, dobre miejsce na przerwę.
Devil’s Hole
Klify i naturalna dziura w skale. Mocne widoki, supoer krajobraz.
St Ouen’s Bay
Największa plaża na wyspie. Zachód slonca
Jeśli chodzi o jedzenie: To śniadanie robimy nietypowo pizza na plaży. Na lunch burgery i fishburgery przy zamku. A na koniec dnia już konkretnie kolacja w restauracji Michelin, pełna uczta i dobre zakończenie dnia.













































































































Dziś zaczynamy na spokojnie i ruszamy dopiero o 11:00. Robimy rundkę po stolicy Saint Helier, schodzi nam około godziny i jedziemy dalej do St Brelade’s Church. Bardzo fajny, stary kościół i cmentarz z końca XIX wieku. Krótki spacer i ruszamy dalej. Pogoda dzis gorsza ok 17 stopni , wiecznie i mniej słonecznie.
Przejeżdżamy na drugą stronę wyspy na śniadanie. Z jedzeniem tutaj jest średnio, głównie burgery, frytki i fish and chips. Po kilku dniach robi się to trochę męczące, ale miejsca wynagradzają wszystko.
Kolejny przystanek to Jersey Pearl, oglądamy wyroby z pereł. Potem jedziemy do La Corbière Lighthouse. Trafiamy idealnie na odpływ i możemy dojść do samej latarni. Kiedy jesteśmy na miejscu, włącza się sygnał, że nadchodzi przypływ. Nie czekamy, zawracamy i to była dobra decyzja po około 10 minutach droga jest już całkowicie zalana. Przypływ przychodzi tu naprawdę szybko.
Wracamy jeszcze po bagaże do hotelu, tankowanie na stacji, oddajemy auto — wszystko self-service, i mjemy nadzieje ze bez problemów. Przejechaliśmy 108 mil. Jedziemy na lotnisko i lecimy…































…lecimy na Guernsey liniami Aurigny Air Services. Lot krótki, około 15 minut, choć z opóźnieniem pół godziny.
Po wylądowaniu szybkie przejście przez lotnisko. Auto już czeka, kluczyki w skrytce na kod. Bierzemy z Sixt. Internet chwilę walczy i nie chce działać, ale udaje się ogarnąć eSIM.
Drogi na Guernsey są jeszcze węższe i bardziej kręte niż na Jersey, ale dojeżdżamy do hotelu La Pommier Hotel. Szybki check-in i jedziemy na kolację do Puffin & Oyster. Jedzenie trochę lepsze niż na Jersey, ale dalej bez fajerwerków. Około 22:00 wracamy do hotelu.
Witamy na Guernsey.



























Ruszamy około 11:00 i robimy spokojny objazd całej wyspy Guernsey. Jedziemy po kolei, bez pośpiechu, wąskimi drogami, przez zieleń, zatoki i punkty widokowe. Dziś mniej słońca, mega wietrznie i dosyć zimno ok 12 stopni
Zaczynamy od Vazon Bay — długa, szeroka plaża na zachodnim wybrzeżu. Fale, przestrzeń i bardzo fajny klimat.
Potem Fort Hommet — stare fortyfikacje i bunkry z czasów wojny. Surowe miejsce, z dobrymi widokami na ocean.
Dalej Cobo Bay — jedna z ładniejszych zatok na wyspie. Spokojnie, czysto, dużo światła i bardzo przyjemne miejsce na krótki postój.
Następnie Fort Doyle — mały fort przy wodzie, obok pola golfowego
Potem Beaucette Marina — bardzo klimatyczna marina w dawnym kamieniołomie. Zamknięta zatoka, łódki, i super wiatr
Dalej jedziemy do stolicy, czyli St Peter Port, i zatrzymujemy się przy Castle Cornet , widac tutaj potege plywów morskich, wody jest mniej o nawet 8m
W stolicy robimy też lunch w restauracji Sushi Fuku St Peter Port japońskiej restauracji z rekomendacją Michelin. I w końcu jest coś w naszym stylu. Nie tylko fish and chips, burgery i pizza, tylko pełna smaków kuchnia japońska. Bardzo dobre jedzenie, fajnie podane, lekko, świeżo i zdecydowanie najlepszy przerywnik kulinarny w ciągu dnia i tym wyjezdzie.
Po lunchu ruszamy dalej. Odwiedzamy Bluebell Woods — zielony, spokojny las, pełen niebieskich kwiatów.
Potem Jerbourg Point — punkt widokowy na klifach. Mocne widoki na ocean i wybrzeże, bardzo waska droga dojazdowa
Dalej The Little Chapel — mała, bardzo charakterystyczna kaplica, cała ozdobiona ceramiką i szkłem. Piekne i bardzo ciekwe miejsce
Później Portelet Harbour — mały, spokojny port z lokalnym klimatem.
Następnie Rocquaine Bay — szeroka zatoka, dużo przestrzeni i otwarty widok na wodę.
Na koniec Pembroke Beach — plaża na północy wyspy, bardziej dzika i spokojniejsza.
Około 20:00 wracamy na chwilę do hotelu. Krótki odpoczynek i jedziemy jeszcze na kolację do Hook. z rekomendacją Michelin. W końcu porządne mięso, bardzo dobra jakość, dobrze przygotowane, mega dobrze. Bardzo dobre zakończenie dnia.
Około 23:00 wracamy do hotelu i kończymy dzień.



































































































































Pobudka o 7:30 i o 8:15 ruszamy na lotnisko. Jeszcze tankowanie, oddajemy auto, przejechane 74 mile i o 8:45 jesteśmy przy skanerach bezpieczeństwa. Dawno nie byliśmy tak późno na lotnisku, tylko 55 minut do odlotu, ale wszystko idzie gładko.
O 9:40 odlatujemy liniami Aurigny Air Services do Dublina., pierwszy raz sprawdzają wielkość bagażu przed wejściem do samolotu, wszystko ok. W Dublinie mamy dłuższy postój, kontrola paszportowa bardzo sprawnie, zero kolejek, jesteśmy z powrotem w Unii Europejskiej i strefie Euro
Jedziemy FreeNow do miasta na sushi. Sushi, zupki i wracamy na lotnisko. Wracamy Ubrem dla odmiany i o 14:00 jesteśmy już na terminalu 2.











O 15:50 odlatujemy liniami Aer Lingus na Wyspę Man. Lot krótki, około 40 minut i witamy na wyspie
Na miejscu problemy z internetem, żaden eSIM nie działa. Próbujemy normalnej karty SIM, udaje się założyć konto, ale wygląda to jak jakiś scam, system z opłatami miesięcznymi, więc finalnie jesteśmy bez internetu.
Auto mamy zamówione z prywatnej wypożyczalni. Lets Hire. Przyjeżdża kierowca, jedziemy pieć minut spod lotniska i odbieramy Toyotę C-HR w bardzo dobrym stanie. Trzecie auto na tym wyjeździe, najmniej przejechane, około 500 mil. Na Jersey było około 1000, na Guernsey około 800, więc wszystkie trzy auta praktycznie nowe.
Ruszamy w stronę Douglas, do stolicy, gdzie mamy zabukowany hotel Halvard, mega klimatyczny hotel w starym stylu przy samej promenadzie z widokiem na ocean. Szybki check-in i idziemy na kolację.
Krótki spacer po okolicy i około 22:00 jesteśmy z powrotem w hotelu.
Dla fanów UNESCO: Isle of Man jako Isle of Man Biosphere Reserve. Cała wyspa została w 2016 roku uznana przez UNESCO za Rezerwat Biosfery. To jeden z niewielu przypadków, gdzie cała wyspa = jeden rezerwat, wyspa, która jako całość została uznana za wyjątkową




































Rano pogoda typowo angielska: 12 stopni i bardzo intensywny deszcz. Wszystko to podczas śniadania w angielskim stylu. English breakfast nie jest naszym faworytem.
Około 11:30 zbieramy się i ruszamy na wyspę. Deszcz ustępuje i przez resztę dnia mamy już całkiem przyjemne warunki około 14 stopni, lekkie zachmurzenie.
Robimy objazd wyspy, lecąc po kolei przez wszystkie punkty:
Zaczynamy od Douglas Head Lighthouse — latarnia nad stolicą, fajny widok na zatokę.
Dalej Keristal Beach — spokojna plaża
Potem Port Soderick Beach — mała zatoka, bardziej dziko i klimatycznie.
Obok przejeżdżamy przy Isle of Man Steam Railway w Port Soderick — stara kolejka parowa, fajny klimat.
Kolejny punkt to Castletown Lighthouse — latarnia przy dawnej stolicy.
Na lunch zatrzymujemy się w Kizuna — japońska kuchnia, coś innego niż standard na wyspie. Pycha
Jedziemy dalej na The Chasms (The Thousla Cross) — klify, pęknięcia w skałach, mega
Potem The Sound Cafe przy Calf of Man — miejsce przy samym końcu wyspy. Samochody McLaren, widoki i foki przy brzegu. Natura i motoryzacja w pigułce
Dalej Port Erin Beach — szeroka, ładna plaża, super widoki na miasteczko
Kolejny przystanek to Peel Castle Viewpoint — widok na zamek na wyspie
Po drodze łapiemy też klimat Isle of Man TT — fragmenty trasy i miejsca związane z wyścigami.
Przejeżdżamy przez Sulby Straight — najszybszy odcinek trasy TT.
Na koniec Laxey Wheel — największe koło wodne, charakterystyczny punkt wyspy.
Wieczorem kolacja w Wine Down tez mega i powrót do hotelu.
TT (Tourist Trophy) to jeden z najbardziej znanych i najbardziej wymagających wyścigów motocyklowych na świecie. Odbywa się co roku (koniec maja / początek czerwca) na zwykłych drogach publicznych wyspy, które na czas zawodów są zamykane. Długość jednego okrążenia: ok. 60 km
Drogi: normalne, publiczne – wioski, miasteczka, kamienne murki, drzewa, latarnie
Profil: setki zakrętów, zmiany wysokości, szybkie odcinki i techniczne fragmenty
Prędkości: średnie ponad 200 km/h, na prostych jeszcze więcej
To nie tor wyścigowy — tu nie ma miejsca na błąd.
Sulby Straight Najbardziej znany odcinek trasy. Długa prosta, gdzie zawodnicy osiągają najwyższe prędkości do 300km/h Ludzie stoją dosłownie przy drodze, kilka metrów od zawodników. Cała wyspa żyje wyścigami. To bardziej festiwal niż tylko zawody TT ma też drugą stronę — to jeden z najbardziej niebezpiecznych wyścigów na świecie.
Ryzyko jest wpisane w ten sport i każdy, kto startuje, doskonale o tym wie. Kiedyy nie ma wyścigów:
Jedziesz tą samą trasą normalnym autem. W wielu miejscach brak ograniczeń prędkości
Widzisz dokładnie, gdzie oni się ścigają — i dopiero wtedy dociera, jak to jest ekstremalne To nie jest „kolejny wyścig”. To legenda motorsportu, która działa na wyobraźnię nawet wtedy, kiedy jest zupełnie pusto na drodze i my dziś to doświadczyliśmy na własnej skórze.































































































Pobudka o 8:30, szybkie śniadanie i jeszcze raz jedziemy zobaczyć foki przy The Calf of Man. Dzisiaj pogoda zupełnie inna: słońce, przejrzyście, bardzo ładnie na pożegnanie.
O 10:45 oddajemy auto, wszystko bez problemów, tym razem przejechaliśmy 137 mil
Na lotnisku lekki chaos przy kontroli bezpieczeństwa nic nie działa jak powinno, rzeczy krążą między kilkoma skanerami, ciężko się połapać gdzie co jest, ale finalnie wszystko się znajduje.
O 12:10 odlatujemy liniami easyJet w stronę Liverpool.
Mamy około 4 godziny przerwy w Liverpool, więc zaczynamy od kawki. Pogoda bardzo ładna, więc decydujemy, że jedziemy do Wagamama na lunch. Lubimy to miejsce lekkie jedzenie, dobre smaki. Nie ma tego w Polsce, więc korzystamy. Jedziemy autobusem jakieś pół godziny. Lunch, potem jeszcze jedna kawa, chwila przerwy i wracamy autobusem na lotnisko.
Szybka kontrola bezpieczeństwa i o 18:10 (pół godziny po czasie) odlatujemy liniami Ryanair do Poznań.
Lot około 1:50, lądujemy w Poznaniu. Kontrola paszportowa trochę się ciągnie.
Wsiadamy w auto i jedziemy do domu. O 23:00 jesteśmy na miejscu.
Koniec wyjazdu.
















Sześć dni podróży, pięć krajów, trzy nowe wyspy, siedem lotów samolotem, pięć różnych linii lotniczych i trzy wypożyczone auta.
Wyjazd w miarę krótki, ale dynamiczny. Z naszej perspektywy nie ma sensu ani go wydłużać, ani skracać, jeden pełny dzień na jedną wyspę w zupełności wystarcza, żeby zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca, jeśli mamy auto. Super przygoda, super czas






Krótki ale jak bardzo intesywny! Europa jest piękna. A zdjęcia zabytków,widoków i oczywiście posiłków są zjawiskowe!
Zobaczyłam także ,że macie swoją ,,plakietkę,, Pomysł bardzo ciekawy- brawo i wielkie brawo za takie opracowanie trasy- podziwiam.
Życzę dalszych lotów i ciekawych miejsc… nie z tej Ziemi,
Pozdrawiam
Dziękujemy Zula ze jesteś z nami 🙂 Tak Europa jest piękna jak i cały świat 🙂 Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do śledzenia naszych kolejnych podróży.