Zima w ciepłych krajach…
15.11.2014 kupiliśmy bilety Emirates z Pragi przez Dubai na Mauritius i z Seszeli do Dubaju oraz w późniejszym terminie z Dubaju do Pragi.



Wyjeżdżamy o 10.15 i po 3,5 godziny jesteśmy na parkingu http://www.air-parking.cz/ 1200 CZK. Punktualnie odlatujemy
Dolatujemy o czasie jednak 45 minut krążymy nad Dubajem- spory ruch. Potem szybka przesiadka, pierwszy raz lecimy A380- piękna sprawa :), co ciekawe na pokładzie dwie stewardesy z Polski…
Lądujemy o czasie, przestawiamy zegarki +3 godziny. Mamy zamówionego busika z kierowca który już na nas czeka, jedziemy do wynajętej villi robiąc jeszcze na dzień dobry podstawowe zakupy.


Kierujemy się do miejscowości Pereybere, logujemy się do pięknej villi na brzegu oceanu, robimy pierwsze rozpoznanie, zamawiamy taksówkę i jedziemy na większe zakupy. Wieczór spędzamy grillując na tarasie
http://www.exclusive-mauritius-villas.com/5-bedrooms-villas/villa_black_pearl/#!/exterior/5

















Jak w raju, chociaż niestety Vincent na drugi dzień po przyjeździe rozchorował się na ospe i musimy parę dni posiedzieć na miejscu. Cale szczęście mamy domek na plaży, pogoda dopisuje, Vini odpoczywa na tarasie a cala reszta może robić co chce. Wynajem domku odejmuje również: sprzątaczkę, kucharkę i ogrodnika- który dodatkowo czyści plaże i grilla. Kucharka gotuje pyszne miejscowe potrawy głownie z darów morza, które kupujemy od miejscowych rybaków albo bezpośrednio z łódki na plaży albo przyjeżdżają. Poznaliśmy tez śmiesznego kolesia, taksówkarza o swojskim imieniu Bady, który załatwia nam różne tematy z zakupami czy z wymiana pieniędzy włącznie. Oprócz choroby Viniego jest jak w Raju- pusta piękna plaża, pogoda jedzenie, wszystko…










Kilka słów o Mauritiusie. Ludzie są uśmiechnięci i zadowoleni oraz tolerancyjni, funkcjonuje tutaj 17 różnych religii i nikt sobie nie wadzi. Ceny bardzo zbliżone do Polskich- mięso jest bardzo drogie. Pogoda, klimat jak dla nas jest idealny- ciepło czasami gorąco ale nie za gorąco z odpowiednia wilgocią- poda dosyć często ale głownie w nocy dosyć intensywnie. Roślinność jest bardzo kolorowa, mega intensywny zielony. Smaki kuchni miejscowej również bardzo nam odpowiadają. Drogi sa tez w bardzo dobrym stanie, samochody głównie marki japońskie. Ogólny wygląd Mauritiusa przypomina nam cos na pograniczu Mozambiku i Południowej Afryki. Nie widzieliśmy żadnych super Resorts- także nie wiemy jak wygląda w częściach typowo turystycznych. Co do turystów to głownie Chinczycy, Francuzi i Niemcy, nie spotkaliśmy żadnych Rosjan. Język urzędowy angielski, ale wszyscy gadają tez po francusku. Bardziej opłaca się wymieniać dolary.































Podróżujemy sobie z Badym po zachodnim Mauritiusie. Najpierw najlepsze plaże, potem Port Louis- stolica Mauritiusa gdzie wjeżdżamy na najwyższy punkt skąd widać cały Port Louis- Bady cala drogę sprzedaje przeciekawe historyjki. Potem odwiedzamy Big Market, centrum następnie flic en flac- mieścina typowo hotelowa





































O 12.30 przejeżdża po nas umówiony bus i jedziemy na lotnisko ponad 1,5H. Zegnamy już Mauritius i 16.20 linami Air Seychelles odlatujemy na Seszele. Lot 2.5 godziny i lądujemy na Seszeleach. Musimy dotrzeć do portu i taksówkarz kasuje nas jakby benzyna była co najmniej ze złota- ale trudno. Szybki transfer łodzią i docieramy na nasz wyspę.



Wyspa została odkryta w 1742 roku przez francuskiego podróżnika Lazare’a Picaulta. W 1770 roku powstała tu pierwsza stała osada na Seszelach. Jej powierzchnia wynosi 2.19 km². Wraz z pięcioma innymi wyspami wchodzi w skład dystryktu Les Mamelles oraz obszaru Sainte Anne Marine National Park.Sainte Anne porośnięta jest bujną tropikalną roślinnością. Najwyższe wzniesienie ma wysokość 246 m n.p.m. Na wyspie działa jeden ośrodek…
http://www.luxurydreamhotels.com/en/hotels/Sainte_Anne_Resort_Spa.html#photos

























Luizka już ma 5 lat 🙂 kolejne urodzinki Luizki kolejny raz w ciepłym miejscu… Udany i wesoły dzień, pełen słońca, kolorów i ciepła.
Niestety w końcu musiało tez do tego dojść- okradli nas. Co prawda gdzie jak gdzie ale na Seszelach i w takim hotelu się tego nie spodziewaliśmy a jednak. Okazało się ze w sejfie brakuje nam ok 800 dolarów i 100 euro. Zgłosiliśmy na recepcji, przyjechała policja ale na odzyskanie kasy i znalezienie złodzieja raczej nie liczmy. Hotel oczywiście nie poczuwa się zupełnie do niczego a policja jak to policja…ah..szkoda… lekka demolka nastroju




















Rano lecimy helikopterem na La Dique. 15 minutowy lot z 24 letnim pilotem super helikopterem mija w pełnej ekscytacji. Spokojnie możemy polecić firmę Zil Air- pełen profesjonalizm. Lądujemy bardzo miękko i uderzamy na obczejke. Przejażdżka rowerkiem. Cala wyspa mega wyluzowana- jedna większą afrykanska wioska Niestety po ok 2 godzinach zaczyna mega padać i już nie przestaje. bierzemy taksówkę i wjeżdżamy na najwyższy punkt La dique gdzie jest klimatyczna knajpa. Niestety cały widok psuje mega padający deszcz. Po obiedzie przejeżdżamy sobie taksówka przez wyspę i kierujemy się na plaże obok lądowiska. Zagadujemy tez pilotów czy w takich warunkach można latać okazuje się ze nie i jest duża szansa ze będziemy musieli zostać na noc. Decyzje musza podjąć do 18 bo potem na pewno już nie poleca. Cały czas sprawdzają pogodę i sa w kontakcie z baza ale raczej wszystko wskazuje na to ze zostajemy. Nagle 10 minut przed 18 zostaje podjęta decyzja ze lecimy. Szybko wskakujemy do helikoptera lecimy. Pilot w pełnym skupieniu leci wzdłuż wysp żeby żadnej nie stracić z horyzontu. Lot pełen ekstremalnych przeżyć. Szczęśliwie lądujemy na naszej wyspie. Tu czeka na nas menager naszego hotelu i mówi ze w związku z nasza sytuacja oddadzą nam skradziona kasę:) Co za dzien…













































Rano mamy transfer na Mehe i 8.35 lecimy Emirates do Dubaju. Bez żadnych problemów przechodzimy przez granice bierzemy taksóweczkę i jedziemy do hotelu. Park Hotel Apartments Zostawiamy graty i jedziemy pod Burj Khalifa. Ludzi tłumy- trochę nas to przytłacza, poza tym cywilizacja po 3 tygodniach trochę nie do ogarnięcia. Jemy obiad ,robimy szybkie zakupki i wracamy do hotelu. Dzieciaczki padaja…
Dzień drugi: Jumeirah Beach al Arab,The Palm of Jumeira, Tour of Dubai by taxi
Zostajemy tu 2 dni i….






























Rano jedziemy na lotnisko i lecimy dalej na wschód liniami JetAir. Mimo bardzo dobrych opinii na temat tych linii, samolot chyba najstarszy jakim do tej pory lecieliśmy, towarzystwo to robotnicy budujący Dubaj wracający na święta do domu- my jedyne białe twarze na pokładzie. Samolot pełny, ciasno i zapachy tez takie sobie. Lot dwie godziny ale wyjątkowo nas wymęczył. Punktualnie lądujemy w Mumbai…
Pozdrawiamy Hejtera… Nawet na Geoblogu znajdzie się jakiś zakompleksiony cienias który jedyne co potrafi to klikać 1. Nietrudno zaspokajasz swoja radość z życia… Klikaj sobie klikaj może zrobisz sobie dobrze!










Następny lot tez Jet Air ale już nowiutki Boeing, spóźniamy się 0,5 godziny. Lądujemy na Bangkok-Suvarnabhumi. Jedna waliza nie wytrzymuje i rozpruwa się zamek. Bierzemy Shedule busa i jedziemy za friko na Don Mueang International Airport. Spimy Amari Don Muang Airport Hotel. Spotykamy się z Robsonem, Marzena i Nikita z RPA oraz z Grazyna. Przestawiamy zegarki dodatkowo +3 mamy teraz już +6
Najpierw godzinny lot Air Asia, potem przejażdżka autobusem, następnie 1,5 godziny promem i 30 minut busem i jesteśmy na Koh Samui w Varinda Resort. Hotelik mega klimatyczny, ekstremalnie hipisowski trzeba było się chwile przyzwyczaić. Witamy w Krainie Wolności….
Wesołych Świąt…!!!











Święta spędzamy na mega chilloucie na plaży. Pyszne jedzenie, masaże i relaks. Luizka pierwszy raz skorzystała z usług masażystek i miała swój pierwszy prawdziwy masaż














29-30.12.2014 Wypożyczamy samochód i jeździmy sobie dwa dni wokół wyspy, jednego dnia w prawo drugiego w lewo. Są miejsca ciekawe i ładne ale jest tez dużo syfu i burdelu. Na pewno jest tu mega dużo chilloutu… i w sumie o to chodzi























































Płyniemy na Koh Tao i Koh Nang motorówka- pogoda mega dopisuje, miejsca piękne- jak dla nas dużo lepiej niż na Koh Samui. Wieczorem wracamy do hotelu. Dzieciaczki pierwszy raz na sylwestra nie padają i doczekują Nowego Roku. Sztuczne ognie, i idziemy spać.
HAPPY NEW YEAR…!!!























Najpierw 30minut busem, potem 1,5h statkiem, 1,5h autobusem, godzinny lot AirAsia, 50 minut autobusem i 15 minut busem i jesteśmy w Best Western przy lotnisku w Bangkoku. Cały dzień w trasie, po kolacji padamy. Jutro rano do Abu Dhabi

O 8.40 lecimy liniami Etihed do Abu Dhabi. Linie ostro się rozwijają- już jakiś czas temu związali się z airberlin, maja udzialy w air seychelles i jet air którymi lecieliśmy na tych wakacjach a teraz dobrali się jeszcze do air italia. Pierwszy raz lecieliśmy z nimi i było bardzo fajnie, poki co jako jedyni oferują poduszki na szyje co znacznie poprawia komfort lotu. Niestety wylatujemy o 50 minut opóźnieni a po wyładowani okazuje się ze w Abu Dhabi byl dziś taki młyn ze musieliśmy czekać godzinę w samolocie na płycie lotniska bo nie było miejsca żeby podjechać i wysadzić ludzi. Spóźniamy się na kolejne nasze polaczenie, ale po dosyć długich dyskusjach dostajemy bony na jedzenie i picie oraz stwierdzają ze podwiaza nas busem lotniskowym jakies 130 km do naszego hotelu w Dubaju. Przez to wszystko znowu cały kolejny dzień w trasie. Śpimy w Novotel Word Trade Center
Shopping, basen, sauna- a co:) i chillout…
Jutro rano podstawiają zamówiny samochód pod hotel i jedziemy do Omanu…:)



Bierzemy auto i jedziemy w stronę Omanu. Paliwo za 1,7 PLN 🙂 elegancko. Kierujemy się do miejscowości Hatta w UAE na samej granicy z Omanem. Przejeżdżamy tez tranzytowo już przez Oman. Granica jest ale celnicy nie są zainteresowani żeby looknac chociaż w paszporty. Piękne widoki, pustynia piaskowa przechodząca w skalista, wielbłądy itp. Dojeżdżamy do Hatta Fort Hotel. Gdzie spędzimy dwie noce.
Okazuje się ze nie potrzebujemy wizy żeby pojechać w stronę Hatta Pools w Omanie. Na granicy celnik patrzy w jeden paszport pyta gdzie jedziemy i jesteśmy już w Omanie:) Docieramy do miejsca oddalonego ok 3 km od Hatta Pools ale niestety nie docieramy do nich ze względu ze już jest tylko droga dla 4×4 offroad a my niestety takiego nie mamy, nie nastawialiśmy się na wielki offroad z nasza dwójka dzieciaczków jeszcze także postanawiamy spacerkiem dojść. Jednak okazuje się to zbyt duża misja z naszymi Grzdylami w 30 stopniach w górach na pustyni i ostatecznie odpuszczamy, ale to co zobaczyliśmy po drodze to i tak nasze. Wadi w takiej suchocie i tak gdzie nie gdzie mokre i przelewające się przez drogi robią piorunujące wrażenie. Byliśmy prawie sami całkowite pustkowie, minęliśmy może z 2 samochody a pokonaliśmy z dobre 100km, ludzi zero.






























W związku z tym ze do Hatta Pools pojechaliśmy bez wizy postanowiliśmy ze pojedziemy jeszcze do Omanu nad morze, zobaczymy co tam słychać? Kierujemy się do miejscowości Shinas główną droga i jest granica, tu sprawdzanie paszportów i stępowanie po stronie UAE, wjeżdżamy do Omanu ale ich posterunku nie ma po ok 5 km pojawia się posterunek i tu potrzebujemy wize. Wypełniamy wnioski płacimy po 5Riali od paszportu i jesteśmy znowu w Omanie. Docieramy proste drogą do Shinas i to co zastajemy lekko nas szokuje. Po pierwsze bardzo mało ludzi, wszystko pozamykane pewnie do wieczora ale syf i brud bije na głowę Tajlandie. Plaża zasyfiona totalnie… Duzy plus to benzyna za 1,2PLN, taniej niż woda yuppie. Najlepsza tutaj fura to Lexus LS400 co drugi takiego ma. Tak na marginesie to ta cześć Omanu i Wschód UAE nie przypominają okolic Dubaju czy Abu Dhabi a bardziej Egipt czy Tunezje…













Od rana chillujemy na basenach w Hatta Fort Hotel ok 14 zbieramy się i jedziemy tranzytem znowu przez Oman- znowu nawet nikt nie looknal na paszporty- ostatecznie byliśmy cztery razy w Omanie a kupiliśmy jedna wizę. Dziś tankujemy za 1 PLN litr paliwa !!!. Przejeżdżamy przez pustynie, oddajemy samochód, przejechaliśmy łącznie 460km, ostatni spacerek po Dubaju, chillout ba basenie na dachu- dziś Four Point Sheraton i jutro odlatujemy do domu…





Rano hotelowym lexusem jedziemy na lotnisko, szybka odprawa i o 8,55 Emirates odlatujemy do Pragi. Po 6 godzinach miękko lądujemy, jedziemy busem na parking odbieramy auto i kierujemy się w stronę domu
O 18 docieramy do domu.
Wyjazd pełen przygód i doświadczeń.
http://flightdiary.net/LuizaMaria Luizka 41 przeloty
Vincent ma na koncie 35 przelotów na 32 miesiące życia:)
Podsumowanie 2014: 120 dni w podroży w 2015 na razie 8. W planach na 2015- podróż dookoła świata- zobaczymy co z tego wyjdzie.
KONIEC