Ameryka Środkowa, USA, Karaiby, Floryda
Plan jest… Ruszamy… na dobry początek Panama:) Startujemy z domu o 3:15 rano. Na parkingu w Berlinie jesteśmy o 5:05 i o 7: 45 zamiast o 7:15 startujemy liniami Iberia do Madrytu. Miało być 1:20 h przerwy jest tylko 50 minut a lotnisko mega wielkie. Biegiem i pociągiem zmieniamy terminal, kontrola graniczna i 5 minut przed końcem bordingu jesteśmy w samolocie. 10h w samolocie Iberia i lądujemy ok. 16 w Panama City. -6h do Polski. Walizy okazuje się ze sa, także fajnie. Iberia słabe linie, mało miejsca, slaby serwis, nawet zwyklej wody żałują. Przez 10 godzin tylko jeden ciepły posiłek. Zamawiamy Ubera za 12 $ do centrum. Przejażdżka zajmuje ponad godzinę a w samym centrum mega korek… 2 km w 15 minut. Po 20 godzinach od pobudki check-in w Hilton Panama z widokiem na ocean spokojny, steki na kolacje i ok. 21 padamy… W Berlinie było plus 1 tutaj jest plus 31…




Wstajemy ok. 7. Wszyscy gotowi do akcji. JetLeg w ta stronę jest super. Śniadanie, trochę się kręcimy po okolicy- kawka i ok. 11 ruszamy w strone Miraflores Lock czyli śluzy na Kanale Panamskim. Uber za niecałe 5 $. Na miejscu spędzamy trochę czasu, najpierw kino i film o tym jak budowano cały kanał, następnie oglądamy jaka przepływają statki przez śluzy i jak pompowana jest woda… schodzi nam tylko na to ok. 2,5h jeszcze muzeum i łącznie po 4 godzinach jedziemy w strone Caso Viejo- starego miasta. Po drodze przejeżdżamy przez biedne dzielnice Panamy- gdzie odradzano nam spacery przez te okolice. W starym mieście kolacja, i spacerek- bardzo klimatycznie i świetny widok na oświetlona Panama City. Ok. 21 wracamy do hotelu. Fajny i ciekawy dzień…
Kanał Panamski (hiszp. Canal de Panamá) – sztuczny kanał wodny długości ponad 80 km (12 śluz) zbudowany w latach 1904–1914, a oficjalnie otwarty w roku 1920, położony w Panamie, na Przesmyku Panamskim, łączący wody Oceanu Atlantyckiego (przez Morze Karaibskie) z wodami Oceanu Spokojnego. Jest on jedną z najważniejszych dróg wodnych świata, która wydatnie skróciła trasę, jaką musiały pokonywać wcześniej statki, np. droga morska z San Francisco do Nowego Jorku uległa skróceniu o 14 500 km. Podczas budowy Kanału Panamskiego zmarło około 25 tys. robotników a około 20 tys. z nich zaraziło się malarią lub żółtą febrą




































Dziś Panama City. Na początek jedziemy uberem za 2,6$ pod wieżowce JW. Marriot, dawniej budynki Trump… futurystycznie i wysoko ale nie podoba nam się. Jakieś takie odcięte od reszty miasta, niby nowocześnie ale już mega zużyte. Dzielnica głownie rosyjsko-żydowska. Jedziemy trochę do przyrody, ok. 40 minut jazdy Uberem za 6$. Kierujemy się w stronę Isla flamenco- marina Castaway Amador, bardzo fajna marinka do której jedzie się droga dookoła Caso Viejo- most na morzu który przechodzi później w drogę z której po dwóch stronach jest morze. Tam spacerek, szybki obiad i cevice oraz lody. Widzimy tez most łączący dwie ameryki. Ok. 16 odwiedzamy Albrook Mall, pełne ludzi w którym jest nawet lodowisko, już po zmroku kierujemy się w nasze rewiry, na kolacje Sushi a potem odwiedziny w Hard Rock Cafe. O 11 wieczorem kończymy.



















Ogarniamy się rano na spokojnie, pakowanie, śniadanie i ok. 11:30 zamawiamy Uber na Lotnisko. Typek chciał przycicha plus 14 $ ale szybka reklamacja i oddali pieniądze. Dziś lecimy kolumbijskimi liniami Avianca do San Jose na Kostaryce. Odlot punktualnie o 13:50. Lądujemy po godzinie o 13:55. Mamy teraz minus 7 h do Polski. Bierzemy wcześniej zamówionego Mitshubishi z Sixt i ruszamy w stronę La Fortuna. Zakupki w przydrożnym sklepiku. Z samochodu wiedziemy intensywnie zieloną jungle i parę spokojnych miejscowości. Droga słaba, kreta, średnia prędkość ok. 35km/h dodatkowo ostatnia godzina w zupełnych ciemnościach bo o 17:30 zrobiło się nagle ciemno. O 18:30 docieramy do The Spring Resort & Spa Arenal, przy wulkanie Arenal… mamy cieple źródła, wszystko super świetnie

















Mamy niespodziewany jetleg i budzimy się o świcie. Witamy wschód słońca. Mamy piękny widok na wulkan. Pogoda jest idealna, kolory sa zabójcze.
Przez cały dzień świętujemy urodziny Luizki w niesamowitych okolicznościach przyrody… Imprezka była zacna, przez cały dzień były 3 torty…:)
Arenal – stożek wulkaniczny w paśmie Cordillera de Guanacaste, w północnej Kostaryce. Jest to stratowulkan. Osiąga wysokość 1633 m n.p.m.
Arenal jest najmłodszym wulkanem Kostaryki, jego pierwszą erupcję datuje się na 7 tys. lat temu. Jest to zarazem najbardziej aktywny wulkan Kostaryki. Ostatnia większa erupcja miała miejsce w 1968, kiedy wulkan wybuchł gwałtownie po 400 latach uśpienia. W czasie tej erupcji zginęło 87 osób. Opad popiołów zniszczył miejscowe pastwisko i zmusił lokalnych hodowców do ubicia 100 tys. sztuk bydła. Od 1968 obserwuje się stałą niewielką aktywność wulkaniczną: powolne wypływy lawy i emisję materiału piroklastycznego.
W 1991 na obszarze wulkanu Arenal i wygasłego wulkanu Chato utworzono park narodowy Arenal.








































Jedno zdjęcie mówi więcej niż 1000 słów:)





















Ok. 12 ruszamy w stronę Vera Blanca. Jedziemy sobie mega spokojnie 100km podziwiając przyrodę Kostaryki. Kraj jest po prostu piękny… OK. 16 dojeżdżamy do Peace Lodge w środku lasu deszczowego przy pięknych wodospadach a dodatkowo w łazience mamy mamy wodospad a przy tarasie latają kolibry. Jesteśmy wyżej niż w La Fortuna, i pogoda tez jest inna z 31 stopni rano zrobiło się tylko 18. Okolica mimo ze już po malu się ściemnia i nie widzimy wszystkiego a kolory tez sa inne zwala nas z nóg… jutro będziemy ogarniać 🙂














W nocy zaczyna ostro padać. Mamy nadzieje ze do rana przestanie… ale jednak nie przestaje. Leje ostro i tylko 18 stopni.. no nic trzeba działać. Oglądamy piękne tukany idziemy dzungla zobaczyć wodospady La Paz wtedy ulewa jest największa i do tego bryza od wodospadów.. jesteśmy cali przemoczeni mimo ze mieliśmy ponczo. Ok. 14 przestaje padac. Okolica jest bardzo bogata przyrodniczo. Widzimy rożne gatunki ptaków, zwierząt i roślin… robimy sobie tez przechadzkę przez jungle a na koniec dzieciaczki łowią ryby które jemy na kolacje. Dzień pełen emocji i wrażeń.
Costa Rica która wiedzieliśmy ma bardzo dużo do zaproponowania odnośnie flory i fauny a byliśmy tylko w głębi kraju.. zostały dwa wybrzeża i inne rewiry także na pewno tutaj wrócimy… a jutro zmieniamy miejscówkę…
Pura vida,
to charakterystyczne określenie z Kostaryki.Tłumacząc dosłownie oznacza czyste życie, z odniesieniem, które w polskim tłumaczeniu znaczy bardziej życie pełną piersią, to jest życie, życie naprawdę, styl życia. Sentencja ta jest używana zarówno jako pozdrowienie (przywitanie i pożegnanie), podziękowanie, zagadanie jak i określenie swojego obecnego samopoczucia. Bo PURA VIDA jest stanem ducha








































Pobudka o 6.30, śniadanie w pokoju i o 8 ruszamy w stronę lotniska. Niby 35km ale prawie 90 minut jazdy. Bez problemów oddajemy samochód, przejechaliśmy 281 km i o 11.30 odlatujemy liniami American do Miami. Lot 2,5 były nawet ostre turbulencje- krótko ale męcząco. W Miami ponad godzina na opuszczenie lotniska, celnik tym razem nawet nie popatrzył w paszporty..wow. Zamawiamy Lyfta i kierujemy się w strone Intercontinental Hotel Downtown Miami. Po drodze Kasia ogarnia ze dziś jest mecz NBA w Miami vs New York o 20. Nieźle ! zastanawiamy się… Check-in w hotelu jedzenie i jest już 19:40… postanawiamy ze idziemy w stronę American Airlines Arena w której jest mecz a która jest 10 minut spacerem od naszego hotelu. Na miejscu w kasie okazuje się ze za osobe bilet kosztuje ponad 300$… sprawdzamy na necie i kupujemy pod hala 4 bilety znacznie taniej. 2,5 dobrego meczu… bardzo fajna impreza, dzieciaczki mega szczęśliwe ze udało się dostać na mecz. Miami wygrywa: 129 vs 114. Rano byliśmy na Costa Rica a teraz na meczu NBA w Miami. Wracamy ok. 24 w lekkiej mżawce… taka to pora sucha.. dwa dni pod rząd zmokliśmy a w wakacje w porze niby mokrej przez prawie dwa miesiące ani razu… padamy. Dobranoc 🙂









21.12.2019. Dzień w Miami na luzie, głownie shoping i spacery po down town. Wieczorem steki u znanego Salt Bae w restauracji Nurs-Et. Steki i serwis super, samych kelnerów było chyba z 50… Ok. 22 wracamy sky trainem do hotelu.
22.12.2019 Rano tatuś idzie do dentysty który cale szczęście jest 100 m od hotelu. Nic wielkiego się nie dzieje ale bol był wielki. Śniadanie do pokoju i ok. 12 check-out i Liftem kierujemy się do portu Miami. Okrętujemy się na nowiutki statek Norwegian Encore, który został zwodowany w sierpniu 2019 a swój pierwszy rejs miał 21 listopada. O 16 ruszamy w 7 dniowa trasę po wschodnich Karaibach… pierwszy przystanek za 49 godzin…








Płyniemy wzdłuż Cuby i Hispanioli. Cala podróż zajmuje 48 godzin. Czas na statku mija mega szybko, jest tor wyścigowy, zjeżdżalnie i inne atrakcje, śpi się tez wyśmienicie. Mikołaj oczywiście znajduje statek 🙂 Ok. 16 dopływamy do San Juan w Porto Rico. W ten sposób zamykamy trójkąt bermudzki. Po Miami i Bermudach jesteśmy teraz w Porto Rico. Różnica czasu tutaj to -5H. Ciekawe uczucie być znowu na ladzie a i tak dalej wszystko pływa… Robimy sobie spacerek po old town, bardzo fajnymi klimatycznymi uliczkami, zahaczamy tez o kościół, mohito w mega klimatycznych barach i o 22 wracamy na statek na wigilijna kolacje. O 24 odpływamy…
Wesołych Świąt dla Wszystkich
Portoryko (hiszp. Puerto Rico – „bogaty port”) – terytorium zorganizowane nieinkorporowane Stanów Zjednoczonych o statusie wspólnoty (US Commonwealth), leżące na wyspie o tej samej nazwie w Ameryce Środkowej, nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Karaibskim
Portoryko jest jednym z terytoriów nieinkorporowanych Stanów Zjednoczonych. Jego mieszkańcy są obywatelami USA i mogą się dowolnie osiedlać na terytorium stanów. Wówczas automatycznie nabywają prawa głosowania w wyborach prezydenckich, stanowych i lokalnych. W Izbie Reprezentantów wyspę reprezentuje jeden wybierany na czteroletnią kadencję delegat (zwany Resident Commissioner of Puerto Rico), który nie ma prawa głosu w izbie. Portorykanie wybierają natomiast w prawyborach prezydenckich przedstawicieli na ogólnokrajowe konwencje Partii Demokratycznej i Republikańskiej.
Sytuacja polityczna wyspy jest do pewnego stopnia prowizoryczna. Pomimo nazwy „Wolne Państwo Stowarzyszone Portoryko” nie jest to państwo stowarzyszone z USA w tym znaczeniu co Mikronezja, Palau czy Wyspy Marshalla, mające prawo swobodnego rozwoju stosunków międzynarodowych. Jest zorganizowanym terytorium nieinkorporowanym o statusie „wspólnoty” – zależne od USA, o dużej – odpowiadającej terytorium stowarzyszonemu – autonomii wewnętrznej. Mieszkańcy nie płacą federalnych podatków od dochodów wytworzonych na wyspie.
Część mieszkańców wyspy domaga się pełnej niepodległości, bądź choćby na prawach rzeczywistego państwa stowarzyszonego. Inni z kolei opowiadają się za pełną integracją ze Stanami Zjednoczonymi poprzez przekształcenie wyspy w kolejny amerykański stan.
















































Dopływamy do wyspy St. Thomas już o 7. Śniadanie i opuszczamy statek. Chcemy wypożyczyć samochód niestety wszystko zajęte. Bierzemy taksówkę z objazdem po wyspie. Odwiedzamy punkty widokowe i to jest całkiem fajne. Widoki na pozostałe wyspy robią wrażenie. Jedziemy po stronie oceanu atlantyckiego i morza karaibskiego. Poza tym na wyspie za wiele nie ma. Jedziemy na plaże Magens pomoczyć tyłki w morzu karaibskimi. Ciekawostka jest ze jest ruch lewostronny i kierownice we wszystkich samochodach sa tez po lewej stronie. Ludzie mili ale mega napaleni na kasę. Koniec końców jedna z najbrzydszych wysp na Karaibach jakie odwiedziliśmy. O 18 odpływamy… dziś Pierwszy dzień świąt tutaj świętuje się najbardziej…!
Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych (United States Virgin Islands) – terytorium zależne Stanów Zjednoczonych w Ameryce Środkowej, w basenie Morza Karaibskiego, obejmujące 3 duże wyspy wulkaniczne i kilkadziesiąt mniejszych wysepek koralowych w południowej części archipelagu Wysp Dziewiczych. Największe wyspy to: Saint Croix – 214,7 km², Saint Thomas – 80,9 km² i Saint John – 50,8 km























O 8 rano jesteśmy już w porcie, płyniemy trochę na około i jesteśmy już na Tortolii, jednej z Brytyjskich Wysp Dziewiczych, która wczoraj widzieliśmy z St Tomhas.
Tortoli nie udało nam się zobaczyć, mieliśmy problemy zdrowotne i cały dzień spędziliśmy w szpitalu.
Na szczęcie wszystko ostatecznie dobrze się skończyło i udało nam się wrócić na statek







Po 62 godzinach, spokojnego rejsu dopływamy do portu w Miami. Lubimy te rejsy, gdyby nie ten dzień problemów było by naprawdę super. Show które robią na statku doszły już chyba do maxa , bo sa to przedstawiania z Brodway.
Opuszczamy statek i jedziemy Lyftem do wypożyczalni Enterprise po zamówiony samochód. Okazuje się ze nasza rezerwacja i z reszta nie tylko nasza została skasowana. WOW, mieliśmy zamówiny duży wygodny SUV, a ostatecznie udaje nam się dostać Pickapa, lepiej to niż nic. Kierujemy się w stronę Orlando. Traska 240 mil, po drodze jedzenie na plaży i spokojnym leniwy tempem ok. 19 dojeżdżamy do Hyat Regency Grand Cypress, zostajemy tutaj na 6 nocek… Pogoda inna niż w Miami… znacznie cieplej i wilgotno, można powiedzieć tropikalnie.
Jednym z najatrakcyjniejszych, pod względem turystycznym, miast Florydy jest położone w głębi półwyspu– Orlando. Amerykanie często nadają miastom przydomki – Orlando ochrzczono mianem: „The Beautifull City”. Stąd pochodzi drużyna Orlando Magic, w której swoją karierę w NBA zaczynał m.in. Shaquille O’Nea
Orlando jest rozrywkowym rajem. Przyjeżdżając do miasta nie można się nudzić…























Rano wymieniamy samochód na nieco wygodniejszy w wypożyczalni nieopodal hotelu i jedziemy do Uniwersal Studio. Bilety kupiliśmy wczoraj po dordze z Miami do Orlando. Tutaj wszystko jest z rozmachem, parki są wielkie nowoczesne, parkingi ogromne, drogi proste i szerokie.
Zaczynamy zabawę ok. 12.. piękny park z rozmachem, mega atrakcje do żadnej nie czekaliśmy dłużej niż godzinę. Kończymy po 22… jeszcze tylko jedzenie w największym na świecie Hard Rock Cafe i o 1 w nocy jesteśmy w hotelu.




































Jedziemy do Parku Disney i wybieramy Disney Animal Kingdom.
Dziś zaczynamy nieco później ok. 13.30.. zabawa na całego a na koniec dnia trafiamy do zupełnie innej krainy: Pandora z Avatara i to chyba jak do tej pory najlepsza atrakcja ze wszystkich na których byliśmy we wszystkich parkach na świecie. Cos niesamowitego dla małych i dużych, trzeba spróbować. W tym parku tez nigdzie nie czekaliśmy powyżej godziny tylko do Pandory zeszło 2 ale było warto. Ok. 23 wracamy do hotelu, szybkie jedzenie i witamy Nowy Rok. Temperatura spada do 11 stopni.
Happy New Year dla Wszystkich!!! Niech marzenia się spełniają!


























Zaczynamy o 12 i tutaj pełna jazda na mega atrakcjach i rolerkosterach najbardziej ostrych ze wszystkich. Dzień na full adrenalinie do 22 potem żeberka w Hard Rock Cafee i o północy w hotelu


























Dziś zbieramy się nawet w miarę szybko czyli ok. 10 i kierujemy się na Przyladek Caneveral do Kennedy Space Center skąd startują rakiety w kosmos. Ok 1h jazdy. Oprócz Nasa i Boeing bazy tutaj maja tez SpaceX- Elona Muska i Blue Orgin- Jeffa Bezosa z Amazon.
Bardzo ciekawy dzień, największe atrakcje to oglądanie Apollo 8 i start w kosmos- symulatorem statku kosmicznego Atlantis- Mega.
Ok. 22 jesteśmy spowrotem w hotelu. Po północy padamy…






































Orlando otaczają jeziora, stwarzając doskonałe warunki do rekreacji dla mieszkańców i turystów. W Parku Lake Eola stoi fontanna będąca symbolem miasta. To, co ją wyróżnia spośród innych to jej położenie – fontanna zbudowana została na środku jeziora.
Park znajduje się w dzielnicy Lake Eola Heights – dzielnicy, która pamięta czasy powstania miasta. Główną arterią jest Church Street – czyli ulica będąca niegdyś głównym miejscem handlu, wiodąca do kościoła. Jak wiele innych okolicznych dróg, wyłożona jest cegłą.
Po południu shopping i ok. 22 kolacja i o północy w hotelu.. Dziś było ponad 30 stopni
Mega intesywne w pelnej adrenalinie i podniecie dni w Orlando..


























Wracamy dziś sobie leniwym tempem do Miami. Wyjeżdżamy ok 12 i w Orlano zaczyna lać… chmura godni nas do samego Miami. Po drodze przejeżdżamy przez Palm Beach fajne miasteczko z domami nad woda. Ok 19 jesteśmy w hotelu w Miami: Hyatt Place Miami Airport East, check-in i jedziemy na ostatnie zakupki i kolacje w bardzo fajnej dzielnicy, dziś steki. Ok 23 jedziemy na lotnisko do wypożyczalni oddać samochód i o 24 jesteśmy spowrotem w hotelu… Sa bardzo duże zmiany temperatury w trakcie doby, w dzień od 32 stopni nawet do 17, w nocy nawet do 12. Jest słonecznie nagle ulewa…








Od rana jeszcze chilujemy, jedziemy na sushi Lyftem wracamy Uberem bo tym razem taniej i ok. 14 zbieramy się na lotnisko. Mamy wystartować o 16:45 jednak trochę się opóźnia i jeszcze dodatkowo stoimy 20 minut na płycie. Czas na przesiadkę mocno się skrócił. Dziś lecimy Tap Portugal nowym AirBusem 330 Neo, bardzo wygodnie i cicho dodatkowo tez bardzo szybko. Dziś 1091km/h to prawie o 80km/h więcej niż w zeszłym roku. Dokładnie po 7h lądujemy w Lizbonie. Jak zwykle ostatnio na przesiadkach biegiem, przez odprawę paszportowa , skanowanie bagaży i 5 minut przed odlotem wpadamy do samolotu do Berlina. 3,5h lotu i jesteśmy na Tegel… jedna waliza nie dojechała. Zglaszamy, jedziemy na parking i jeszcze 2h samochodem do domu.. kończymy:0







