Warszawa, Miami, Bahamy, Jamajka, Caymany, Cozumel, Cartagena, Quito, Galapagos, Miami
Ok 12 ruszamy w stronę warszawy….
Jesteśmy ok 17 w Warszawie, szybkie ogarniecie i o 20 jestesmy ze znajomymi w Baila na kolacji i show. Całkiem fajna imprezka.
Drugi dzień chilout, jedziemy po centrum hulajnogami: i Kinogram wieczorem
Trzeci dzień praca, lunch w Port Royal i do wieczora nad Wisła.
Czwarty dzień: praca, Dock19 Geslera i o 18.30 idziemy na koncert Beyonce, po koncercie afterek z grupka znajomych kończymy o 4 rano.
Piaty dzień: odsypiamy, sniadanio-lunch ze znajomkami z wczoraj, a po południu spotkanie z naszymi warszawskimi znajomymi w Bez Gwiazdek
Szósty dzień; praca i sprawy bieżące, hulajnogi, pizza w Nonna i przed północom spać
Mega szybki intensywny warszawski tydzień zleciał nawet nie wiadomo kiedy…















O 5 rano pobudka i o 6 ruszamy Uberem w stronę Okęcia. Wstępnie mieliśmy lecieć Lotem bezpośrednio w economy plus, ale po 2 dniach od rezerwacji anulowali nam wszystkie lotu. Ostatecznie wyszło na plus bo teraz mamy business w tej samej cenie Bristish pllus American z przesiadka w Londynie. Na Okęciu w związku z tym problemy, gostek nie umie wydrukować nam bording passów z Londynu do Miami, mamy tylko 3 z 4. Do Londynu o czasie i tam kasują nam te 3 bording passy i dostajemy 4 nowe. Jeszcze mamy poł godziny na odwiedziny w Loung i o 12.30 odlatujemy liniami American w stronę Miami. Lot mega przyjemny, śpimy 5 godzin z 8.5.
Po wylądowaniu dosłownie minutę po zaczyna sie mega ulewa, jakby ocean oblewał samolot tylko ze z góry, musimy poczekać ok 40 minut w samolocie bo lotnisko przerywa wszystkie operacje, w okienku deszczowym udaje się wysiąść, przez granice bez żadnych problemów i po 15 minutach jesteśmy w Miami. Teraz jeszcze przez deszcz czkamy 1,5 h na bagaże. Wszystkie sa. Uderzamy Liftem do Hotelu Madarin Oriental i na kolacje do NursEt. Padamy o polnocy czasu amerykańskiego. To był długi dzionek…



















01.07.23 Pierwszy pełny dzień w Miami spędzamy mega na luzie. Lubimy jetlleg na zachód.. szybka pobudka o 7 rano i cały dzień przed nami. Zaczynamy koreańskim grillem na śniadanie, ogarniamy sobie spacerkiem dzielnice Brickell, kawka w Rosetta, dawno tak fajnie się nie spieszyliśmy. Ok północy padamy
02.07.23 Dosyć szybka pobudka, śniadanie na mieście i ok 12.30 ruszamy do portu Miami na bording na statek MSC Seascape na tygodniowy rejs po Karaibach… mamy opcje Yacht Club co znacznie ułatwia bording sa tez inne dodatki… o 18 wypływamy z portu Miami
Rejs kolejny zakupiony w zaprzyjaźnionym biurze z Gorzowa: https://www.topurlop.pl/


















































Rano budzimy się na pierwszym przystanku. Prywatnej wyspie MSC Ocean Cay na Bahamach.
Dziś tylko chillout i nic więcej, wyspa nie jest za duża, plażujemy w trzech różnych miejscach. Woda jest niesamowicie czysta, kolory sa piękne. Mamy mega fart bo spotykamy pływająca sobie krowę morska z która bawimy się z okolo godzinę. Jest tak blisko ze czasami nawet nas dotyka… wieczorem pyszne sushi…












































Płyniemy wzdłuż wybrzeża Kubu- dzień na morzu…
Oczami Viniego:
” Dzień niepodległości USA płyniemy 17 kts Rano wstajemy wszystkich bardzo bolały plecy bo byliśmy spaleni i idziemy na pyszne śniadanko potem idziemy na spotkanko z kapitanami było bardzo fajnie drineczki i kawka potem na arcada bardzo mi się podobało poszedłem na vr byłem do góry nogami potem do pokoju rodzice poszli na siłownie po mini drzemce tata idzie na masarz a my oglądamy sobie film the Lost city chwile po pomyśleliśmy że możemy pójść na basen ogólnie wszystko spoko bardzo wieje 43knoty idziemy do baru ja biorę diciry strawbery bez alkoholu mama wino a Lula milk szejka tata do nas dołącza ja z Lulą idziemy jeszcze na chwile do basenu pływamy sobie wszystko gites ale nagle nie mogę odtworzyć oczu już tak drugi raz się zdarza pan z baru daje mi jakieś coś do oka nie wiem co to ale pomaga chwile po idziemy do domu szykować się na kolacje na której musimy być ładnie ubrani bardzo dobre jedzonko po kolacji idziemy do teatru bardzo fajny idziemy się jeszcze przejść po statku potem jeszcze raz na arcade bardzo fajnie poznaliśmy bardzo miłego chłopca Kai się nazywał był z Georgia zagrałem z nim rundkę w kręgle bardzo dobry same strike walił i już na koniec do pokoju i spać KONIEĆ!!!! „
















Od rana jesteśmy już na Jamajce. Wychodzimy po 10 i bierzemy samochód z kierowca i jedziemy do Caskade Blue Hole. Piękne miejsce w tropikalnej dżungli, z błękitna woda. Bawimy się tam z 2 godziny, później robimy przejażdżkę po okolicznej dżungli i ok 14.30 wracamy w okolice statku. Jeszcze klimaty z miejscowymi o ok 16 odpływamy. Dzień w oparach marihuany, kierwoca pierwsze co jak mielismy chwilę przerwy to zjarał sobie jointa.
Miejscowi wręcz legalnie rabują tutaj gości ze statków w każdym możliwym momencie. Bardzo negatywnie wpływa to na ich wizerunek. Najbardziej agresywna postawa na wyciąganie kasy ze wszystkich karaibskich wysp na których byliśmy, zupełnie rożna od wyobrażonego stylu oczekiwanego po Jamajce
































Dziś na spokojnie… ruszamy ok 10 spacerkiem po mieście. Bardzo milo i spokojnie na Caymanach. Jedna ze spokojniejszych i przyjemniejszych wysp. Plażujemy sobie w pięknych okolicznościach przyrody. O 14 już trzeba być na statku i ruszamy dalej…































Dziś wcześnie pobudka. O 10 dopływamy do portu Cozumel i jako jedni z pierwszych opuszczamy statek idziemy do Dive Center gdzie mamy zarezerwowane nurkowania . Wszystko przebiega dosyć sprawnie, jedziemy na łódkę i płyniemy na dwa nurkowania które mamy w planie. Widoczność jest doskonała, spokojnie ponad 30 metrów. Dwa super nurkowania. Przed 17 wracamy na statek i odpływamy w 36 godzinny rejs do Miami
































Po 36 godzinach rejsu, 2 nocach i jednym dniu dopływamy do Miami opływając w ten sposób Kubę. Rejs był bardzo fajny i relaksujący. Statek osiągał prędkość do 22 knotów, najmniej 12, średnio 17… czasami wiatr wiał nawet do 45 knotów.. 8 w skali Bueforta. Bujało w zasadzie cały czas. Pogoda była super, dosyć gorąco, deszczu w dzień zero, minęliśmy z 2-3 burze w nocy. Woda w morzyu w temperaturze idalnej 29 stopni. Na wycieczkowiec jeszcze z pewnością wrócimy.




9.07.23. Około 10 opuszczamy statek. Procedura graniczna to już tylko skanowanie twarzy. Wyskakuje zgodność i jesteśmy znowu w USA Zamówienie Lifta czy Ubera jest mega ciężkie. jest słaby Internet, mnóstwo ludzi, i duży chaos. Po 45 minutach czekania okazuje się za nasz Lift pojechał sobie z innymi ludźmi na nasz rachunek. Na koniec dostaliśmy rachunek na prawie 70 dolców. Nas wziął typek któremu ktoś odwołał kurs dla odmiany i zawiózł na Lotnisko w Miami. Po reklamacji do Lift od razu anulowali polowe bo trasa była niezgodna, drugiej nie chcieli, ale sie nie poddaliśmy i po paru minutach na czacie przyznali nam racje i skasowali do zera…. Ameryka- krwawy kapitalizm, cały czas ktoś chce kogoś wydymać. Ostatecznie wszystko dobrze sie skończyło, oddajemy 2 bagaże do przechowalni i robimy check-in na samolot Avianca do Kartageny. Ruszamy o czasie i o 19.30 lądujemy na klimatycznym lotnisku w Kartagena. Podwózka do hotelu w sercu starej Kartageny, wypasna kolacja i rundka po okolicy. Ok północy padamy…
10.07.23 Śpimy do 9 , śniadanie i chiujemy na basenie na dachu naszego hotelu z mega widokiem na stare miasto Kartagena. Jest mega gorąco ok 33 i duża wilgotność. Ok 13 ruszamy w miasto i cieszymy sie super klimatem starej Kartageny…












































































Dziś jest mega gorąco, dodatkowo wilgotność. Nie idzie normalnie funkcjonować. Po śniadaniu wybraliśmy się po pranie, pól godziny spaceru i wszystkie ciuchy do wymiany. Przechodzi mały deszcz, ale nie pomaga, cały czas gorąc i dusi. Większa cześć dnia na basenie i w klimatyzowanym pokoju. Od 16 ruszamy po mega fotogenicznej starej Kartagenie…




























































Dziś pobudka dopiero o 10. Okazuje się ze nie ma wody. Ma być za pól godziny, i dokładnie za pól godziny jest … wow. Dziś dalej gorąco 37 stopni. Sniadanio-obiad i o 13 jedziemy na lotnisko. Dzis przelot Avianca do Quito w Ekwadorze via Bogota. Bagaze nadane bezpośrednio do Quito. Godzina z hakiem lecimy do Bogoty, wychodzimy z Domestic i przechodzimy na Internacional. Po 2 godziniach przerwy lecimy półtorej godziny do Quito. Ladujemy o 21. Wszystkie bagaże są. Jeszcze 45 minut samochodem do hotelu, check-in i na pozna kolacje do argentynskiej…









Zaraz po śniadaniu ok 10.30 przyjeżdża po nas zamówiony wczoraj kierowca i jedziemy w strone równika.
Po około godzinie jazdy docieramy na początek do reserva Pululuhua, mega miejsce widokowe na trzy wulkany, następnie super przeżycia w Temple of Sun, tutaj schodzi nam prawie dwie godziny. Kolejny punkt programu to Initian Musei de Sitio, gdzie chodzimy , przeskakujemy i bawimy się na równiku. Następnie krążymy wokół równika w Mita del Mundo. Ok 16 ruszamy w stronę starego miasta Quito…. Przed 19 wracamy do hotelu, i kolacja we włoskie…
Rano było 10 stopni po południu już 25 także fajny mix pogodowy, Głowy bod wysokości bola tylko trochę, chociaż pierwsza noc spało się mega słabo z ciągłymi pobudkami i uczuciem ucisku i braku oddechu





















































































































Zaraz po śniadaniu o 10.30 przyjeżdża już kierowca i ruszamy w stronę lotniska. Jesteśmy po 11. Musimy opłacić po 20 dolców od osoby możliwość wylotu, następnie kontrola sanitarna walizek i check-in na samolot. Dziś znowu Avianca. Ruszmy o czasie 12.50 i po dwóch godzinach lotu lądujemy na Galapagos. Przed lądowaniem wszystkie bagaże sa sprejowane. Jest godzina 14, mamy teraz -8h do Polski. Lądujemy na wyspie BALTRA. Jest na niej tylko lotnisko. Żeby wejść na Galapagos trzeba jeszcze zapłacić 100$ za dorosłego i 50$ za dziecko poniżej 12 roku życia jako oplata ze wejście do parku narodowego. Jeszcze raz skanowanie bagaży podręcznych i witamy na Galapagos. Żeby wydostać się z wyspy trzeba jeszcze kupić bilet na autobus po 5$ żeby dotrzeć do przystani gdzie sa łódki które przewożą na główna wyspę SANTA CRUZ. Ten transfer jeszcze po dolarze. Teraz tylko taksówka za 25$ i jesteśmy w hotelu Hilton po środku wyspy wśród tropikalnej zieleni. Szybki Check-in i jedziemy oglądać największe żółwie świata. Jedno z marzeń spełnione, cała rodzina w mega podniecie. Później przechadzka przez Lava tunel i do głównego miasteczka wyspy Puerto Ayora po kasę do bankomatu. Ok 19 w pełnej ciemności wracamy do hotelu, kolacja i wieczór przy kominku 🙂
Jesteśmy na półkuli południowej
Temperatura na wyspach ok 30 stopni w dzień, w jungli na środku wyspy znacznie chłodniej. Internet mega słaby.





























Dziś na w miarę spokojnie pobudka i przed 10 na śniadanie. Po 10 ruszamy taksówka w stronę lotniska, cała przeprawa z łódka i autobusem i mamy bording na jacht GALAXY którym będziemy pływać kolejne 4 dni po wyspach Galapagos. Schodzi prawie do 13 bo czekamy jeszcze na ludzi którzy dziś przylatują. Na jachcie poza nasz czwórka sa 2 dziewczyny z Ekwadoru, rodzina z Belgi 2+2 i rodzina z Hiszpanii 2+3 plus 12 osób obsługi. Po lunchu ruszamy na nasz pierwszy postój wyspę: MOSQUERA Island, gdzie podziwiamy żyjące tam lwy morskie oraz Iguany. Niesamowite przeżycie. Przed zachodem słońca wracamy na jacht , kolacja, lekka integracja, w miedzy czasie ruszamy w stronę kolejnych wysp… dobranoc
W nocy na niebie jest widoczna taka ilość gwiazd jakiej nigdy w życiu jeszcze nie widzieliśmy- totalny szok, jak w innym świecie




































Na jachcie bez litości pobudka przed 7 i po śniadaniu równo o 8 płyniemy zodiakami na wyspę SANTIAGO. Po drodze widzimy ptaszki z niebieskimi nóżkami: Blue footed booby. Bezludna duża wyspa pokryta lawa, robimy 2 godzinny spacer po wyspie. Czujemy się jak na innej planecie. Jest niesamowicie. Po 10 snurkujemy już z Zodiaków prze brzegu tej wulkanicznej wysp. Po lunchu płyniemy zodiakami na kolejne snurkowanie przy wyspie BARTOLOME w poszukiwaniu pingwinów, jest dużo ryb, rekin czy płaszczka, pingwina nie udaje się zobaczyć. Ok 16 ruszamy jeszcze wejść na szczyt wyspy BARTOLOME, po drodze trafiamy na pingwiny i lwy morskie. Wchodzimy na szczyt 87 m np.m gdzie jest piękny widok na okolice. Wracamy na kolacje i ruszamy w stronę kolejnej wyspy














































W nocy przekraczamy równik i jesteśmy na półkuli północnej. Budzimy się przy wyspie GENOVESA. Dziś pobudka ekstremalnie szybko bo przed 6 i ruszamy snurkowac w poszukiwaniu rekinów. Pierwszy raz snurkujemy czy nurkujemy tak wcześnie. Woda jest super ale widoczność nie za duża. Udaje nam się jednak i podziwiamy 3 endemiczne rekiny z Galapagos. Przed 8 jesteśmy spowrotem na jachcie o o 9 ruszamy na wyspę która zamieszkuje ok 300 tysięcy różnych ptaków. Przed wejściem na wyspe trafiamy na kilka chilujacych fok. Piękne widoki i super uczucie. Po lunchu pływamy kajakami przy klifach wyspy a na koniec dnia idziemy na spacer po plaży Darwin Bay gdzie pomieszkują lwy morskie i tysiące ptaków a na totalny koniec snurkujemy przy plaży i udaje nam się zauważyć pływającego lwa morskiego. Całość wygląda i daje poczucie jakby się było normalnie w Jurasic Park. Zaczęliśmy dzień od snurkowania i po 11 godzinach tez kończymy snurkowaniem. Ok 17 wracamy na jacht, kolacja i ruszamy w kierunku kolejnej wyspy…


























































Po 8 godzinach żeglugi rano budzimy się przy wyspie SAN CRISTOBAL. Równik przekroczony raz jeszcze tym razem na południe. Śniadanie o 7 i o 8 opuszczamy już Galaxy- rejs skończony. Okazuje się ze rodzinka z Hiszpanii która jest z nami na jachcie to siostra królowej Hiszpanii 🙂 bardzo skromne towarzystwo.
Po zejściu z Galaxy odwiedzamy jeszcze Galapagos Visitor Center- różne ciekawostki z Galapagos. Ok 10 przyjeżdża po nas taksówka i kierujemy się w stronę wulkanu El Junco. Pogoda nie dopisuje, jest pochmurno i siąpi deszcz. Wchodzimy na wulkan, przeprawa w dużym błocie jednak turkusowego jeziorka wewnątrz krateru nie widać, w ogóle nic nie widać. No trudno, przynajmniej jakaś przechadzka. Po zejściu kierujemy się pooglądać żółwie z SAN CRISTOBAL, są trochę mniejsze od tych które widzieliśmy pierwszego dnia, ale tez jest ich sporo i sa bardzo blisko. Na koniec uderzamy jeszcze na piękna piaszczysta plaże Puerto Chino i ok 13 jesteśmy spowrotem przy porcie. Jeszcze szybki ale pyszny lunch i robimy bording na ferry na wyspę SANTA CRUZ na której byliśmy pierwszego dnia. Zasuwamy szybka motorówka 2 godziny i jesteśmy w Puerto Ayora. Koło się zatoczyło. Check-in w super klimatycznym butikowym hotelu i dajemy rzeczy do prania i na kolacje na która dziś mamy sushi dla dzieci i SCORPION Fish dla rodziców. Kolejny długi i dynamiczny dzionek na Galapagos za nami









































Nurkujemy dziś 2 razy w okolicy wyspy SEYMOUR i DAPHNE. Pierwsze nurkowanie dosyć średnie trochę rybek i dosyć sporo rekinów, drugie natomiast mega wypas: żółwie, rekiny, mnóstwo ryb i jedno z naszych marzeń: HAMMERHEAD SHARK i Lwy morskie… wow
Widoczność dosyć słaba i dosyć spory prąd łatwo nie było… Pacyfik wcale nie był spokojny…









Po śniadaniu o 9 przyjeżdża już taksówka i jedziemy prawie 50 minut do przystani. Taksówka wodna, autobus i o 10.30 jesteśmy na lotnisku. Powrót do Quito liniami Avianca. Zaczynamy odrabiać godziny w Quito lądujemy o 15.20 lokalnego czasu, mamy plus 7 teraz. Transfer do hotelu przy lotnisku Holliday Inn i trochę dziś poodpoczaywamy, lunch i basen potem kolacja i nie wiadomo kiedy jest znowu północ









Dzis lecimy American z Quito do Miami. Już z rana dostajemy informacje ze nasz lot jest opóźniony o pól godziny. Wstępnie miał być o 14. Jesteśmy na luzie i chilujemy. Na lotnisko jedziemy o 13 i jesteśmy ostatnimi na check-in do samolotu. Wzywają nas po przekroczeniu bramek bezpieczeństw i granicy ze jeden z naszych bagaży jest do dodatkowej kontroli… wszystko ok. O 14.30 samolot rusza ale zatrzymuje się wzdłuż pasa startowego i czeka pol godziny, znowu rusza, objeżdża lotnisko do okola i wraca do rękawa. Zaczynają cos wyciągać z luków bagażowych, po kolejne pól godziny proszą 24 ochotników o opuszczenie samolotu. Zaczyna się jeden wielki chaos, nie wiadomo o co chodzi jedni wychłodzą drudzy wchodzą inni negocjują. Schodzi tak prawie 3 h. Po ok 3,5 h samolot cofa ale bez włączanych silników czeka kolejne pól godziny. W momencie kiedy powinniśmy lądować w Miami my dopiero ruszamy… Po pięciu lotach Avianca które wszystkie było 100% na czas teraz Amierican marnuje nam pól dnia. W Miami tez mamy pierwszy raz dodatkowa kontrole bo wylukali za mam jedno jabłko w podręcznym. Ok 1 w nocy logujemy się w hotelu w Miami
















Rano jedziemy spowrotem na lotnisko po nasze bagaże do przechowalni, bo wczoraj była już zamknięta. Później cały dzień spacerujemy sobie po Miami, Śniadanie w Rosetta, koreański grill na lunch a na koniec dnia NusrEt














W Miami 100 stopni Fahrenheita 🙂 Odwrót zaczynamy o 14 Lift z hotelu na lotnisko Miami. Szybki check-in na British Airways i przed 17 jesteśmy już w samolocie. Pierwszy raz lecimy A380 na górnym pokładzie. Planowany odlot o 17. Bording completed samolot zamknięty. Niestety nie ruszamy… minuty mijają my stoimy. Po 75 minutach dopiero ruszamy. Już wiemy ze nie załapiemy się na nasz kolejny lot. Noc mija szybko i przyjemnie. Lądujemy o 8 w Londynie. Nasz samolot do Warszawy poleciał. Czekaja na nas z nowymi biletami z Londynu przez Bruksele do warszawy z 45 minutowa przerwa w Brukseli o 22.00 planowo w Warszawie. Próbujemy to zmienić bo jest niemal pewne ze nie zdarzymy w 45 minut ogarnąć wszystkiego w Brukseli i pewnie zostaniemy tam na noc. Udaje się zmienić przez Prage z 1,45h przerwa. Wygląda lepiej. Planowany przylot do warszawy 19.35. tutaj tez znacznie lepiej. Po 5h czekania w Londynie pakujemy się do samolotu do Pragi. Wszyscy na pokładzie, samolot zamknięty a my …. Znowu nie ruszamy. Po godzinie i 15 minutach startujemy… Po wylądowaniu w Pradze mamy dokładnie 35 minut do odlotu kolejnego samolotu. Wiec pełnym biegiem do transfer desku żeby wydrukować bording passy na kolejny lot… wypisują nam długopisem, biegiem do kontroli paszportowej, gdzie przez chwile nie było żadnego celnika ale się pojawił, kolejne skanowanie bagaży i sprintem do samolotu… jakim cudem się udaje. Jesteśmy ostatni, wsiadamy i odlatujemy. Szybki przelot Lotem i jesteśmy o 19,35 w Warszawie. Naszych bagaży nie ma, wiec zgłaszamy, maja być jutro w Babimoście.
Także dzięki British Airways zamiast o 11 rano jesteśmy przed 20 w Warszawie. Jeszcze chwila odpoczynku, bierzemy samochód i przed pierwsza w nocy jesteśmy w domu. Czas podróży prawie 29 h… Koniec wyjazdu! Za dwa dni do Energylandia 🙂
P.S. Bagaże sie znalazły i planowo przyleciały Lotem do Zielonej Góry 🙂

















