Majówka 2014
Odlot zaplanowany na 5.40, trzeba wyjechać o 1 rano do Berlina
Wyjeżdżamy o 1 rano. Bo na 3.30 jesteśmy umówieni na parkingu. Dawno nie lecieliśmy z Berlin-Schönefeld. Samochód zostawiamy na http://www.airportparking-berlin.de zawiążą nas na SXF a odbiorą z TXL. Piękna opcja ale za 11 dni postoju i podwózki 122 euro. Lecimy o 5.40 Condorem za nasza czwórkę: 521,65 Euro
Condor podrzucił nas nowiutkim Airbusem i o czasie wylądowaliśmy w Larance. Przestawiamy zegarki +1 i szukamy transportu do hotelu. Taksówkarze wołają po 25 euro trochę przeginka wiec bierzemy autobusu który za nasza czwórkę i bagaże kasuje 3 euro i podwozi nas pod sam hotel. Hotelik mały, skromny, -apartamencik z kuchnia za 42 euro doba http://www.lysitheahotel.com/ Chwila odpoczynku, Luizka od razu z Vincentem wskoczyli do basenu, potem spacerek po okolicy- znajdujemy polski sklep- cos tam kupujemy, wieczorem nad morzem. Odpoczynek od 1 w nocy na nogach.







Wstajemy o 9, samochód zamówiony dzień wcześniej już czeka. Ford Focus automat z 2 fotelikami dziecięcymi bez nawigacji na 3 dni 120 euro plus transfer na lotnisko. Auta z wypożyczalni na czerwonych tablicach rejestracyjnych- bardzo dobrze można z daleka uważać ze jedzie ktoś bez doświadczenia w ruchu lewostronnym. Trochej kropi. Ok jedziemy, ruch lewostronny- śmiesznie. Dziś padło na Nikozje, i zaczęło tez ostro padać wręcz leje. Miejscowi w szoku, mówią ze tu nigdy tak nie leje:) hehe my mamy farta do deszczu pewnie dlatego… Zwiedzamy Nikozje, przechodzimy tez do części Cypru Połnocnego, chcieliśmy pojechać samochodem dalej na północ ale dodatkowe ubezpieczenie za 20 euro nam się nie spodobało i zawróciliśmy na granicy. Zakupki w Mall of Cyprus i Lidlu i wieczorem powrót do hotelu.
Nigdy i nigdzie tak nie zmokliśmy jak na Cyprze- ulewa złapała nas podczas spacerku po Północnej części Nikozji a samochód daleko w części południowej, także z buta w ulewie na Cyprze przemokliśmy do suchej nitki, dobrze ze Vini spal akurat w wozku najmniej mu się dostalo:)












Wstajemy o 9. Leje…. No masakra. Chyba możemy robić zakład ze jak pojedziemy nawet na Sahare to na bank będzie podać! Chociaż w miarę ciepło 24 st. Dziś mamy w planie Pafos i Coral Bay na zachodzie wyspy, jak się okazuje 150km w jedna stronę. Wyruszamy po śniadanku ok 11. Cała drogę leje, ale dziś mamy farta i się na ostatnie kilka kilometrów rozpogadza (nie pada). Pafos- enklawa Rosjan i ceny tez rosyjskie- trzy kulki lodów: 5 euro. Bardziej nam się podoba niż w rewirach w których mieszkamy, jakby większy ład i porządek. Spacerek po promenadzie i Coral Bay- podobno najpiękniejsze plaża na Cyprze. W ten pochmurny dzień nie zwala z nóg ale w słońcu na pewno może się podobać- trochę w klimatach Tajlandii. W drodze powrotnej: kebaby i naleśniki z truskawkami i odwiedzamy miejsce narodzin Afrodyty- oczywiście razem z nami nasi przyjaciele z federacji rosyjskiej w liczbie hurtowej. Miejsce piękne. W miedzy czasie lekki szaberek mandarynek:) Wieczorkiem wracamy do hotelu, po drodze pokazuje nam się chmurka w kształcie Cypru!!! Kilka rundek z dzieciaczkami wkoło basenu i do spania






















Dziś w końcu świeci słonce:) Jedziemy do Agia Napa i Protaras- miejscowości typowo hotelowe z mnóstwem super resorts. Ludzi nie ma jeszcze za wiele, parkujemy sobie przy samej plazy w Agia Napa, Lezak plus parasol 4 euro, zabawki dla dzieci: wiaderko, łopatka i jakieś formeki 7. Dołączamy do rosjan już plażujących, wydaje nam się ze w sumie to sa tu tylko oni i trochę anglikow, i jakas garstka Polaków, Jakby ktoś się uparł to spokojnie może dokonać aneksji ze względu na największa ilość osób rosyjskojęzycznych na całej wyspie spośród wszystkich innych- przejmujemy i tyle. Taka dygresja, mimo woli! Po drodze z Agia Napa do Protaras trafiamy do tradycyjnej Tawerny MEZE HOUSE na przepyszna wyżerkę- wszystkie owoce morze jakie chyba sa dostępne. Polecamy.
Dziś oddajemy tez już samochód. Przejechaliśmy w trzy dni dokładnie 600 km, benzyna 1,45 litr. Koszt paliwa 55.
















Ciepło, wręcz upal. Pełen chillout nad basenem i morzem.








Wstajemy o 8.00, śniadanko, pakowanie i o punktualnie o 10 przyjeżdża umówiony transport z wypożyczalni zawieść nas na lotnisko. Lot mamy 12.15 liniami AirMalta za 406 euro, realizowane przez Emirates, które lecąc z Dubaju wysadzają część towarzystwa na Cyprze, zabierają dziś razem z nami może z 15 osób i lecą dalej na Maltę- dla nas ekstra- serwis na najwyższym poziomie. Po 2,5 godzinie lądujemy na Malcie na lotnisku w Luqa. Pobieramy szybko walizy, wychodzimy a tam już czekają na nas goście z hotelu z transferem. Hotelik mamy całkiem fajny doba za 70 euro i dodatkowo samochód Peugeot 107 do pełnej dyspozycji:). http://www.harbourlodgemalta.com/default.aspx. Zostawiamy graty, spacerek po porcie, obiadek, lody…. Miejsce piękne.















Bez nawigacji i mapy z manualna skrzynia biegów pod prąd ale ruszamy na podbój Malty. Mieszamy się na początku, kręcimy, ciasno, znaki jakieś bez sensu. Po jakimś czasie łapiemy rytm… Dziś Paradise Bay, Armier Bay, Mellieha Bay- jak dla nas najlepsza, Golden Bay i Dingli Cliffs. Malta jest naprawdę piękna- a to na razie tylko przyroda. Po 20 wracamy do hotelu.



















Po trzech dniach jeździmy jak u siebie:) Dziś Valetta stolica, Mdina- dawna stolica i Mosta drugie co do wielkości miasto Malty. W miedzy czasie zaliczyliśmy jeszcze raz- ostatni- Golden Bay. Przejechaliśmy łącznie 270km, koszt benzyny: 20 euro, cena za litr: 1,44




























































Po śniadaniu o 9,45 jedziemy na lotnisko. Odlot o 10.30 za 346 euro AirMalta, mało miejsc, mega ciasno, samolot zapakowany na full. O czasie lądujemy w Berlinie, wiozą nas po nasz samochód.

Miękkie lądowanie i busem po samochód
O 17 w domu
http://flightdiary.net/LuizaMaria