Majówka nr 2 na wyspach
Po ciekawych i zachęcających wizytach Genka i Stocka w Irlandii, postanowiliśmy tez ja odwiedzić. 18.05 kupujemy bilety na Ryanair do Dublina, Odlot za kilka dni z Berlina:)
Wyruszamy o 14.15 żeby o 16.15 zameldować się na parkingu McParking przy Schenefeld. Szybka podwózka busem na lotnisko, odprawa wczoraj przez internet także dziś odpadła i niestety 2 godzinne opóźnienie samoloty. Zamiast o 18.10 odlatujemy o 20.10
Przestawiamy zegarki -1h i lądujemy o 21.30. Odprawa paszportowa i wędrujemy do wypożyczalni Sixt po zarezerwowane wcześniej auto. Okazuje się ze musimy dopłacić za ubezpieczenie, bo to co mamy i jest zapłacone razem z wypożyczeniem auta jest niehonorowane…? niezłe nas naciągają albo tatus coś pomylił ale nie ma wyjścia płacimy prawie drugie tyle co za auto…wow. pierwszy raz spotyka nas taka przygoda przy wypożyczaniu, jedyny plus ze mamy trochę lepsze auto, nowiutkie Renault Captur w dieslu ale skrzynia manualna. Jeszcze pierwsze szybkie zakupki w Spaar i robi się już późno ok 23.30 docieramy do naszego hotelu Staycity Aparthotels, Vini po drodze odpada,zasypia i zostaje z mamusia, a tatus z Luizka robią sobie jeszcze spacerek po okolicy
Po powolnym rannym ogarnięciu i śniadaniu, ok 11 po malu startujemy. Jest tylko 12 stopni, także z leksza chłodno. Nasz hotel jest dokladnie 30 sekund od Dublinia i od tego zaczynamy dziś nasz spacerek po Dublinie. Zaliczamy St Patrick Cathedral wraz z parkiem gdzie dziaciaczki pobawiły się trochę na placu zabaw. Nie jesteśmy fanami zwiedzania kościołów dlatego wszystkie płatne wejściówki sobie odpuszczamy. Przechodzimy przez ChristChurch Cathedral,następnie spacerujemy obok City Hall, i Dublin Castel, i jemy sobie w okolicy fajny obiad. Potem dalej Grafton Street i Uniwersytet Trinity, chcieliśmy looknac na Book of Kells ale chyba ostatecznie 11 euro za osobę to przesada. Potem przechodzimy na druga strone Liffey, tam całkiem spoko deserek i popularne mosty Happenny i Millenium, przechodzimy przez Temple Bar potem Guinnes Storehause, niestety już zamknięte. W drodze powrotnej zakupki w Lidlu i ok 20 docieramy z powrotem do hotelu. Dzieciaczki dzielnie się spisały i jeszcze po takiej przechadzce ostro się bawiły do 23 Całkiem fajny i udany dzionek…





































Po śniadaniu o 11.15 opuszczamy Dublin i kierujemy się w stronę GiantS Causeway w Irlandii północnej. Sam wyjazd z Dublina zajmuje nam pól godziny dziś mega korki. Po ok 100km przekraczamy granice i wjeżdżamy do Wielkiej Brytanii, gdyby nie informacja na nawigacji nawet byśmy nie wiedzieli ze przekraczamy granice, po prostu jedziemy autostrada.
Zajeżdżamy do Belfastu, miasta niegdyś płotem podzielonego…Pogoda nie do końca dopisuje jest 10 stopni i siąpi deszcz. Jemy fish n chips i odwiedzamy niegdyś newralgiczne miejsca: ulice katolicka Falls Road i protestancka Shankill Road. Miejsce na chwile zadumy w którym kiedyś działy się niezbyt ciekawe rzeczy…
Następnie kierujemy się do miejscowości Bushmills gdzie mamy zarezerwowane dwa noclegi w Village Cottage- 200 letni dom z klimatem. Meldujemy się i robimy przechadzkę po tej spokojnej wiosce… jutro wybieramy się na okoliczne atrakcje




















Bushmils to bardzo fajne, spokojne miasteczko z wieloma atrakcjami wokół…
Tradycyjnie już ruszamy ok 11 ale ze dzień trwa tutaj az do 23 także czasu mamy sporo… Dzis pogodę mamy wyśmienitą 16-17 stopni nie pada a nawet całkiem mocno przebija się słonce, kto by pomyślał ze będziemy w Irlandii pomykać w krótkich rękawkach…
Zaczynamy od The Giants Causewey (Grobla Olbrzyma) tutaj schodzi nam dobre 4 godziny, następnie Whitepark Bay z bialutko-żółtym piaseczkiem, następnie most linowy Carrick-A-Rede Rope Bridge przechodzimy z dzieciaczkami na wysokości 30 metrów nad morzem (po tym wydarzeniu mamy tez trochę pecha, ponieważ tatusiowi wypada telefon i rozbija się o skały i całkowicie przestaje działać;( miejmy nadzieje ze odzyskamy dane, bo była tam tez spora ilość zdjęć) następnie Dark Hedges- przepiękna alejka buków, potem szybka wizyta w Destylarni whiskey Bushmills, która znajduje się nawet na banknocie 5 funtowym a na koniec dnia o zachodzie słońca ok 22.30 ruiny zamku Dunluce Castle. Pięknie… Przez cały dzień naprawdę świeże powietrze i piękna przyroda
Info: Droga Olbrzymów, Grobla Gigantów, Pomnik Chaosu. Wszystkie określenia tyczą się wyjątkowej formacji skalnej Giant’s Causeway. Jest to jeden z największych cudów natury Starego Kontynentu.
Grobla Olbrzymów znajduje się w hrabstwie Antrim, na wybrzeżu Irlandii Północnej. Od Szkocji dzieli ją niecałe 50 kilometrów. Jest to z pewnością najbardziej niesamowity, naturalny falochron na świecie. W najszerszym miejscu ma 180 metrów, a w morze wchodzi na odległość 150 metrów.
Grobla została odkryta w XVII wieku przez biskupa miasta Derry. Jednak większego znaczenia nabrała dopiero pod koniec wieku XVIII, kiedy dzięki lordowi Frederickowi Herrey, stała się obiektem zainteresowania naukowców
Składa się z 37 tysięcy kolumn bazaltowych, obejmujących powierzchnię 2 hektarów. Ciasno ułożone, najczęściej sześcioboczne (rzadziej siedmio- i ośmioboczne) słupy mają średnio 1-2 metry wysokości, ale zdarzają się także 12 metrowe giganty!
Formacje dzielą się na trzy części: Drogę Wielką, Średnią i Małą. Choć kolumny na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie, są wśród nich wyróżniające się twory. Miejscowi nadali im oryginalne nazwy: Krzesło Życzeń, Skała Babci, Plaster Miodu czy Wachlarz Mojej Pani.
Jak doszło do powstania tego niesamowitego krajobrazu? Według irlandzkiej legendy zbudował ją olbrzym Finn McCool, który chciał dostać się do Szkocji. Miała służyć mu jako most i pozwolić stoczyć walkę z wrogiem – szkockim olbrzymem. Ostatecznie rywal zjawił się w Irlandii, ale do walki nie doszło – Finnowi podstępem udało się go wystraszyć. Szkot podczas ucieczki zniszczył most, by McCool nie mógł go dopaść
Natomiast według naukowców Droga Olbrzymów powstała ok. 50-60 mln lat temu, jako efekt stygnięcia lawy po następujących po sobie wybuchach wulkanu. Warstwa zewnętrzna stygła błyskawicznie z powodu działania fal morskich, a jej wewnętrzna część wciąż była gorąca. Skutek był taki, że krzepnąca lawa pękała, tworząc regularne kolumny.








































Dziś mamy dosyć napięty harmonogram, dlatego zrywamy się o 7 szybkie pakowanie, szybkie śniadanie i o 9 odjeżdżamy kierując się w stronę Klifow Moher. Mamy przed sobą dokładnie 400km. Jedziemy Wild Atlantic Way, średnia prędkość wynosi ok 60km/h i z dwoma przystankami na jedzenie, tankowanie itp. Nasz Captur okazuje się pali tylko 5 litrów ropy także super. Docieramy do celu po 6 godzinach i 15 minutach…wow.. Tak czy inaczej było warto… klify robią wrażenie, pogoda tez dopisuje a po drodze mieliśmy nawet 21 stopni. Spacerujemy po okolicy, wypatrując który ryzykant chcący mieć fotkę na samym brzegu klifu pierwszy spadnie z ponad 200 metrów… skąd ludzie maja takie pomysły żeby tak ryzykować? My po ok 2, 5 godzinach jedziemy dalej w kierunku Ring of Kerry, mamy jeszcze 240km…w miedzy czasie odwiedzamy irlandzka restauracje i pub i ok 22.30 jeszcze za widna docieramy do naszego GestHausu. Rajd z samej północy na samo południe wyspy zakończony sukcesem
























Nasz gesthause leży oprócz tego ze nad oceanem to jeszcze dodatkowo nad brzegiem jeziora Lough Currane, widoki z okna są piękne. Na śniadanie serwują Full Irish Brkfast a po śniadaniu chillujemy sobie nad jeziorkiem, dziś 23 stopnie. Potem wybieramy się na przejażdżkę po Ring of Kerry i faktycznie stwierdzamy ze jest to najbardziej malownicza czesc Irlandii, przynajmniej tej która do tej pory widzieliśmy. Widoki i przyroda sa piękne, czasami czujemy się jak w Australii, Trafiamy na piękna plaże gdzie spędzamy dłuższa chwile, mega się relaksując, a wiele osób wraz z dziećmi kąpie się w oceanie, jemy tam tez obiad, później zatrzymujemy się na Irish coffe i Guinnesa, wieczorem wracamy do Waterville gdzie oglądamy zachód słońca, i gadamy z właścicielem piekarni nad brzegiem oceanu o życiu, emigrantach, polakach…





























Dziś 23 stopnie i pełne słonce 🙂 Irlandczycy nie mogą uwieżyc ze jest taka piękna pogoda, każdy o tym gada… Na Ring Of Kerry i Dingle Penisula jest szal związany ze Star Wars, gdzie kręcili 7 cześć i kręcą teraz cześć ósma… Żeby dostać się na wyspę gdzie przebudziła się filmowa moc czyli Skellig Michael (wpisana na listę UNESCO) jest na dana chwile nie możliwe wszystkie toury łódka wybukowane dużo do przodu. Widzimy wyspę tylko z daleka. Jedziemy na koniec półwyspu Dingle, po drodze odwiedzając mega szeroka plaze Inch Beach na która można wjechać samochodem: relaksujemy się tam , jemy obiad na plaży i popijamy Karmelowym Late, widoki na Dingle sa nie z tej ziemi…




















Dziś znowu piękna pogoda aż żal wyjeżdżać… Kierujemy się w stronę Dublina, jedziemy sobie ciesząc się pogoda i widokami mega spokojnie przez Killarney National Park. Zatrzymujemy się na obiad w Mallow i potem wjeżdżamy już na autostradę…ponad 180 km za 2 Euro… Oddajemy auto, przejechaliśmy łącznie 1800 km czyli więcej niż auto miało na liczniku jak je wzięliśmy. Nocujemy przy lotnisku w Clayton Airport Dublin










Wstajemy o 5, ogarniamy się i o 7.20 odlatujemy Ryanair do Berlina, dwugodzinny lot przebiega szybko i spokojnie. Chociaż lądowanie jest w mega ulewie. Wychodzimy z lotniska, bus na parking i jest po prosu oberwanie chmury… wszystko na odwrót, w Irlandii pełne słonce, w Niemczech i Polsce ulewa:)


Koniec wyjazdu