Po dynamicznym wieczorze kawalerskim kolegi tatusia na Ibizie od 01 do 04.07, nieprzespanych nocach i zabawie, dosyć niespodziewanie jedziemy do Chorwacji…
Z nienacka przyjechali do Polski Robson z rodzina z RPA a ze lubimy spędzać razem czas to wymyśliliśmy ze zamiast na Mazury co było pierwszym planem, wyskoczymy do Chorwacji w której oni nigdy jeszcze nie byli. Padło na wyspę Brac, Robsony wyjechały już 03.06 my dojedziemy 06.06.
Rano jeszcze do pracy, pakowanie i o 12.30 startujemy w stronę Spielberg w Austrii. Docieramy o 21.15.
Droga przez Chorwacje mija bardzo dobrze zero korków i duża prędkość, załapujemy się w Splicie na prom o 16:45 i o 18 jesteśmy w naszej kwaterze na wyspie Brac:) idziemy na obiad i spotykamy się z Robsonami którzy są zakwaterowani po drugiej stronie miejscowości. Jest na dzień dobry awantura miedzy właścicielami restauracji a jakimś typem i jego synem którzy odpalili jakiegoś grata i trują spalinami gości restauracji… tatuś musiał wkroczyć do akcji bo nie będzie pozwalal żeby dzieci były trute… ostatecznie właściciele restauracji nie wystawiają nam rachunku mówiąc ze przepraszają za cala sytuacje ale od następnego dnia knajpa była już nieczynna… podobno musiał wkroczyć sad…
Tak czy inaczej miejsce jest piękne z pięknym morzem, miasteczko z promenadą bez tłoku…






Pożyczamy łódkę i pływamy po okolicznych zatoczkach, marinach, i wysepkach. Pogoda piękna, morze jeszcze piękniejsze

















Milna- Vidokowa Gora, Pustelnica, Supetar w 34 stopniach:)







Załapujemy się na prom o 10.30 i płyniemy do Split. Temperatura 36 stopni, wieczorem w Austrii ulewy i tylko 15 stopni…;(




Przejechane prawie 2900km, ok 17 meldujemy się w domu
