Pobudka o 5 rano. o 5:45 ruszamy na lotnisko BER, jesteśmy 7:30. Na check-in pytania po co jedziemy, czy mamy wizy, ubezpieczenie i czy byliśmy w Iranie ostatni. Wszystko sie udaje i mamy bording passy i nadane bagaże . Na skanerach w Berlinie ogromne kolejki, schodzi ok 55 minut. O 10 odlatujemy liniami qatar do Doha
Po 5 godzinach spokojnego lotu jesteśmy w Doha, 2 godziny przerwy i o 18.30 odlatujemy w zupełnie nowe dla nas miejsce
Po 2,5 h spokojnego lotu prawie pustym dreemlinerem Qatar, lądujemy w Jeddah. Wizy wyrabiamy w automacie plus ubezpieczanie po 480 SAR, potem pieczątki w paszporty, zadnych totalnie pytań o nic. Bagaże jeszcze się kręcą, wszystkie są 🙂 Kupujemy kartę SIM i odbieramy samochód. Wszystko dosyć sprawnie. Cala akcja zajęła 2 godziny. Ruszamy zwariowanymi uliczkami Jeddah w stronę hotelu. Ruch jak w środku dnia, samochodów tysiace… Wylądowaliśmy o 21 w hotelu jesteśmy o 23.30, jeszcze chwile w Sturbucks i padamy









Spało sie bardzo dobrze. Pobudka dopiero przed 10… śniadanie mega słabe. Przed 12 ruszamy. Ruch mega zwariowany… ogarniamy rondo z globusem, następnie yacht Club, i tor formuły 1 oraz biały meczet na wodzie. Kręcimy się dłuższą chwile na promenadzie, kawka w Costa Cafe i później jedziemy na Lunch. Po Lunchu odwiedzamy Mall of Arabia gdzie znajdujemy nasze ulubione gifty z Dubaju a których nie ma w Polsce. Ok 17 dojeżdżamy na Stare Miasto. Mega klimatyczna miejscówka, spacerujemy prawie 2 godziny. Jesteśmy mega atrakcją turystyczna.. kobiety mega uśmiechają się do Kasi a dzieciaczki robią furorę u wszystkich. jedyne tak blade twarze w całej okolicy… o 20 jedziemy jeszcze na Koreańskiego Grilla i o 22 jesteśmy w hotelu



























































Wstajemy o 7.30 i o 8.30 ruszamy w stronę AlUla.. traska 700km. Dosyć daleko: 350km 3 pasmowa autostrada, kolejne 350 już normalnymi drogami. Mijamy 3 check pointy… nikt nic nie chce. Poza autostrada, lekki kłopot z tankowaniem, stacje w dzień chyba pozamykane. Udaje nam się na jednej zatankować. Tankowaliśmy dwa razy. Benzyna ok 2,5 PLN Przejechaliśmy kawal Arabi Saudyjskiej podziwiając naprawdę niezłe widoczki. Wielbłądy i kozy przy drodze.. było super. O 15.30 czyli dokładnie po 7 godzinach wliczając 4 przystanki dojeżdżamy do pięknej miejscówki Habitas AlUla. Zostaniemy tu dwie nocki. Widoki jak z innej planety, mamy ekskluzywny namiot wokół piękne formacje skalne. Jeździmy elektrycznymi rowerami i cieszymy się widoczkami i miejscem.. jest niesamowicie




































Wstajemy o 4 rano, o 4.30 jedziemy w stronę punktu startu balonów. Jest akurat Baloon Festival, który odbywa się tutaj 2 tygodnie w ciągu roku i tylko w tym czasie można sobie tutaj polatać. Od 5.30 stawiają balon i o 6 wskakujemy. Latamy na wysokości 2 km npm. Świetne przeżycie, spokój połączony z adrenalina. Po godzinie lądujemy w dosyć ekstremalnych warunkach, wiatr 30km/h. W drodze powrotnej do hotelu podziwiamy jeszcze szklany dom wybudowany na pustyni … wow. Później śniadanie i trochę chillujemy na basenie i w naszym namiocie. Ok 17 jedziemy na Lunch do mega klimatycznej restauracji gdzie totalnie mieszają nam zamówienia i zobaczyć Elephant Rock i miasteczko AlULa. Od 20 wracamy do hotelu. Długi ekscytujący dzionek…

















































































Dziś w końcu śpimy sobie na luize do 9.30… śniadanie kilka rundek rowerkiem i z lekkim smuteczkiem opuszczamy Habitas. Było super. Startujemy o 12.30 w kierunku Mediny. Traska 390 km walimy na raz, bez przystanku, gorąco jak cholera dziś 38, ciśniemy przez środek pustyni. O 16 jesteśmy pod hotelem Hilton przy samym meczecie proroka. Przy check-in pytają czy jesteśmy muzułmanami, po odpowiedzi ze nie pojawia się manager i prosi tatusia do biura za recepcja. Rozmowa w mega miłym klimacie, ale okazuje się ze nie możemy nocować w okolicy meczetu, mimo ze kasa już pobrana, obiecują zwrot, wskazuja inne hotele z których możemy skorzystać. Wybieramy Mariot 7km od meczetu. Check-in, lunch , krótka wizyta w okolicznym mall . Ok 19 konsultacja z Genek team i decydujemy się jednak odwiedzić wielki meczet proroka. Parkujemy samochód ok 100metrów od meczetu i wszystko przebiega po naszej myśli. Tysiące ludzi modli się w środku i przed meczetem… i my wśród nich. Zobaczyć to wszystko to wyjątkowe przeżycie. Dzięki GENEK TEAM! Ok 22 wracamy do hotelu i kebeb na kolacje w okolicznej kebabowni…


















Pobudka o 9.30 śniadanie, kawka, i lekkie zakupki w Carrfourze i o 12.30 ruszamy w stronę Jedah. Dziś 404km cały czas trzy pasmowa autostrada, w jednym momencie trafiamy na duże stado Małp, pawianów. Przed 16 jesteśmy w hotelu. Na dziś miał być hotel typowo arabski. Wszystko super, czysto elegancko ale po 25 minutach okazuje się ze zapach w pokoju i całym hotelu jest tak intensywny ze nie damy rady wytrzymać. Zgłaszamy w recepcji, nie maja żadnego problemu i od razu oddają kaske. My bierzemy ten sam co mieliśmy na dwie pierwsze noce…
Dziś pobudka o 9.30 i o 10.15 kierujemy się na lotnisko w Jedah. Oddajemy samochód, przejechaliśmy 1814 km, o 314 za dużo także dopłata. Mamy na koncie przynajmniej 3 fotki z fotoradarów i dziurę w przedniej szybie której chyba ni zauważyli, brak innych uszkodzeń. Blokada na karcie 2000 SAR jeszcze 2 tygodnie ma być także zobaczymy ile ostatecznie wróci…
O 11:45 mamy boording do Kuwejtu Liniami Kuweit Airways. Kiedy wchodzimy do samolotu gadając po polsku, zagaduje do nas steward który okazuje się być Polakiem urodzonym w Kuwejcie- Przemek mega miły i pomocny gość, od razu wymieniamy się numerami.
Po bordnigu okazuje się ze w części naszego samolotu mega śmierdzi od innych osób, pierwszy raz z własnej woli prosimy o maseczki… ale smród jest tak mocny, ze prosimy o przeniesienie do wyższej klasy i spełniają nasza prośbę. Cały team stewardów również założył maski. Ogólnie były awantury i prawie bojka na pokładzie miedzy pasażerami także dosyć dziwny i ekstremalny lot. Całe szczęście dosyć krótki, bo po półtorej godziny lądujemy na lotnisku w Kuwejcie
Vizy załatwiamy w osobnym okienku dosyć szybko i sprawnie po 3 KWD i od razu pieczątka do paszportu, płatne karta i od razu po bagaże. Transfer do hotelu za 8 KWD i check-in. Hotel o wiele fajniejszy w Internecie niż na żywo ale okey. Lecimy na lunch do super fajnej knajpy w kształcie statku, jedzenie mega. Później kawka spacerek po okolicy i jedziemy CAREEM tutejszym Uberem do Down Town- Mubarakiya, spacerujemy z 2h i ok 23 wracamy do hotelu


































05.05.23
Rano zgłaszamy ze chcemy zwrot kasy i się wyprowadzamy, ale nie do końca chcą nas puścić a przed wszystkim oddać kasę. Są tam jakieś negocjacje , ostatecznie chcemy aby dodatkowo dali nam samochód, i jakies inne mniejsze rzeczy na co przystają. O umówionej godzinie jak się okazuje jest nowa Kia i dodatkowa kierowca, no dobra niech będzie, bo lubimy sami jeździć. Jedziemy się przejechać po 30km moście łączącym Kuwejt City z miasteczkiem Subiya na północy.. Cały mos ma długość prawie 50km i kosztował 3 miliardy dolców. Odwiedzamy tez mega nowoczesne i super wypasione Centrum Handlowe The Avenius Kuwait a na koniec jedziemy na Kuwait Towers
06.05.23 Chilout na basenie, koreański grill The Kimci, i The Avenius ok 21 idziemy spać








































Pobudka już o 2.15ci o 3 kierujemy się w stronę lotniska. Na odprawie paszportowej zabierają vizy i o 5 odlatujemy wąskokadłubowym Airbuse 320 qatar airways do Doha. Po godzinie lotu jesteśmy Doha





O 8.40 ruszamy w stronę Berlina od 14 jesteśmy , odbiór bagaży i busem do domu. O 16,30 koniec wycieczki

