Wakacje na Bałkanach
Samochod zapakowany, dzieciaczki gotowe, ruszamy sobie sopkojnie o 10 rano na Balkany. Dzis do przejechania nieco ponad 600km na Wegry zaraz za granice ze Slowacja.
Dzieciaczki pierwszy etap zniosły mega na luzie bez zadnych zadym, krzków i pisków. Pelen komfort dla wszystkich. Zadnych korków ani przygód z Policja
Winietka na czechy miesieczna:440 CZK
Winietka tygodniowe Słowacja: 10 Euro
Na granicy z Serbia spedzamy pól godziny, Serbowie nawet stepluja od niechcenia paszporty. Zwiedzamy Subotice, dzieciaczki bawia sie na placu zabaw w samym centrum, robimy jakies zakupki, Luizka karmi Vinieg lodami. Nie mozna placic euro trzeba wymieniec na dinary serbskie. Ceny wydaja sie niskie a ludzie mili i przyjemni. Dobrze ze zaplanowalismy nocleg w Szeged na wegrzech bo na granicy spedzamy poltorej godziny- maskara jakas nie waidomo po co.
Aquarius Vendégház za 43 euro, bardzo fajna miejscowka na nocleg
Winieta na 7 dni 5 euro. Przestawiamy zegraki +1 godzine.
Co za dzien:) Przejazd do Sybin i nastepnie ponad 100 km po Karpatach droga Transfogaraską to niezapomniane wrażenia. Koniec konców wjechalismy na wysokosc 2100m npm a temperatura spadła z 33 st na 11.; Widoki niesamowite. Kupilismy owczy ser i arbuza od przydroznych sprzedawców- mniam:)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Droga_Transfogaraska
Sliczne miasteczko. Hotel Arges Pitesti za 50 Euro ze sniadaniem- bardzo godziwe warunki
Rumuni zegnaja nas oplata za przejazd przez most graniczny 6 euro i kontrola winiety rumunskiej, i tylko tym sa zainteresowani, paszporty? dowody? jakie paszporty…:)
Mieszkamy w zacisznym hotelu Peter 30 pokoji nad samym brzegiem morza z niezemskim widokiem. Hotel przystosowany super do dzieci: plac zabaw, basen. 483 euro 7 nocy ze sniadaniem. Atmosfera domowa, dawno nie bylo tak dobrej obslugi, usmiechnietej i zadowolonej. Dzieicaczki wariuja na placu zabaw w basenie i morzu.Plaze zatloczone maksymalnie- duzo polakow, rosjan. Ceny rozne za obiad od 3,20 BGN za osobe. My raczymy sie codziennie kuchnia bulgarska, codziennie cos innego i smaki tez super. Upal niemilosierny codzienie 33 st i pelna lampa. Wieczory na tarasie przy blasku pelni ksiezyca na morzu- rewelacja! Pelen luz and spontan…
Pojechalismy sobie do : Nesebar, Słoneczny Brzeg, Sv Włas…
Po tygodniu odpoczynku, lecimy dalej. Na dzis zaplanowne 630 km do stolicy Macedonii. Startujemy o 10 zegnajac sie z czlonkami zalogi Hotelu Peter. Smigamy nowiutka autostrada do samej Sofii gdzie robimy godzinna przerwe ,a potem kretasami do granicy. Granica na wysokosci 1160 mnpm, bulgarzy nie chca nic, Macedonczyk looknal na paszporty i dowod rejestracyjny samochodu. Zmieniamy znowu czas tym razem -1 godzina czyli na nasz. Kierujemy sie od razu do hotelu, dzis Leonardo Hotel za 60 euro ze sniadaniem. Drogo troche ale pozostali tez trzymaja cene. Logujemy sie i spacerek do centrum- pieknie wszystko wyglada, kolacyjka w stylu macedonskim i taksóweczka spowrotem do hotelu bo dzieiciaczki z leksza juz padaja. Intensywny, ciekawy dzionek!
Kolacja dla naszej czworki, bo Vincent ostatnio wcina jak stary:) 650MKD, taksówka: 150 MKD trzeba przyznac ze poza hotelami ceny bardzo znosne, zobaczymy jutro jak Ohryd>
Ze skopie mamy 80 km do stolicy Kosova. Po dwudziestu kilometrach od Skopie jest juz granica. Celnicy pierwsze o co pytaja to o ubezpieczenie i informuja ze tu Zielona Karta nie dziala. Takze trzeba kupic ubezpieczenie za 30 euro i mozna jechac. Nawet nie patrza w paszporty, najwazniejsze jest ubezpiecznie. Upal jak codziennie 35- 39 st. Do Prisztiny prowadzi jedna waska zatloczona, zakurzona drózka, a w samej Prisztinie panuja naktrudniejsze warunki drogowa w jakich do tej pory mielismy okazje uczestniczy. Caly czas wązko, tłoczno, haos, jak na drodze tak na chodnikach, jedna wielka zeznia. Obczjamy miescówke, jemy tosty z ulicy i kierujemy sie w strone Ohrydu, na granicy nikt nawet nie looknal w paszportu- spowrotem w Macedonii:) nie widzielismy jakichs wzmozony ruchow sil pokojowych, moze dwa hamery US Army i z dwa auta IFOR, chociaz nawet nie jestesmy pewni. Za to ostatnie zdjecie- dosyc wymowne.
Troche relaksu i chilloutu w Macedoni nad Ohrydem. Trafilismy do pieknej wioski w której mieszka 720 osób, jedna wielka rodzina zyjaca sobie w osadzie 1000m npm Wies nazywa sie Elshani i lezy ok 10 km od centrum ohrydu. Prowadzi do niej jedna jednopasmowa droga i jest z niej piekny widaok na jesior ohryd i Albanie. Mamy cały nowiutki- dopiero co odrestaurowany dom do swojej dyspozycji w Risto`s Guest House www.ristosguesthouse.4t.com za 30 euro doba ze sniadaniemi. Codzienjie raczymy sie Macedonska kuchnia, gospodyni nam codziennie gotuje pyszne specialy i nawet specjalnie dla nas zrobila pyszna swiezutka Baklave:) Czas plynie blogo, czyste powietrze, woda ze strumyka, przezjazdza osiolkiem, kopiele w jeziorze, zwiedzanie Ohrydu, pelen luz… Chlopaki z Top Gear testowali sobie ferrari:)
Po sniadaniu ruszamy w strone Albani. Na dzis tylko 350km, jak sie pózniej okazuje najdłuzszych 350 km w naszej karierze… Dzisiaj mieliśmy mega pechowy dzień: na początku jak wyjechaliśmy z Macedonii to pomyliliśmy drogę i pojechaliśmy zamiast trasą szybkiego ruchu to mega krętą i wąska przez sam środek gór (milion zakrętów i po jednej stonie strome urwisko a po drugiej góry… masakra) chwile później jak już wjechaliśmy na tą trasę to padł nam samochód (brak mocy i możemy jechać tylko 60km/h dopiero po wyłączeniu auta i odczekaniu chwile można było jechać normalnie – niestety brak mocy mieliśmy kilkanaście razy w trasie), swirowal juz samochod tak przed Złotymi Piaskami, przelaczyl sie na tryb serwisowy ale po wyłaczeniu i właczeniu bylo juz git, tym razem jednak nie dawal za wygrana. Cały dzien 36-38 st a my bez klimatyzacji 🙁 Pozniej zgubilismy sie w górach, gps nie ogarniał tematu a zwykla mapa tez nie miala tych dróg którymi jechalismy, jak Kaska raz wyszła zapytac o droge od razu zaczely sie gwizdy nawalonych albanczyków. Po jakims czasie Luizka się zrzygała bo zjadła za dużo parówek na śniadanie i całe auto i Ona w bełcie-musieliśmy się zatrzymać gdzies pośrodku pustkowia i ogarniać temat – myślimy sobie że to już max jaki mógł nas dzisiaj spotkać, ale nie. Później padła nam nawigacja więc teraz już kompletnie nie wiemy jak jechać (mamy tylko zwykłą mapę) i będąc już prawie na miejscu jakiś koleś z Serbii wjechał nam w dupę to już był max ale na szczęście nic złego nie zrobił i nic nikomu sie nie stało. Koniec konców po 10 godzinach jazdy 10 km przed naszym apartamentem znalezlismy dzialajacy serwis vw gdzie podłaczyli nasz samochód do komputera… nietety wiesci nie sa dobre, mamy problem z turbiną. Ale tym bedziemy sie przejmowac za pare dni, teraz relaks w Czarnogórze…:)
Na granicy do Albani, chcieli tylko paszporty i dokumenty samochodu plus zielona karta- całosc zajeła 7 minut
Mielismy w Czarnogórze zostac dwa dni zobaczyc Kotor i Budwe i jechac na kemping do Chorwacji nad morze a potem na Jeziora Plitwickie. Jednak w zwiazku z tym ze nie wiemy jak daleko dojedzie nasz samochód, postanowilismy sobie przedłuzyc pobyt w czarnogórze do 6 noclegów, a potem jak sie uda pojedziemy na plitwickie jeziora. Byle by samochod dal rade…
Tutaj mamy miescówke w miejscowosci Tivat apartament 60 metrów, jestesmy pierwszysmi goscmi którzy zarezerwowali go przez booking.com. 30 euro/ nocka- taniej niz nad baltykiem. Plaza 1,5 km od apartamentu przy samym lotnisku, takze w czarnogorze mozna poczuc sie jak na Saint Martin Island, lezac na plazy lub w morzu mozna ogladac startujace od czasu do czasu samoloty- niezla faza:) laduja jednak od drugiej strony, ale starty tez sa ok. Miasteczko spokojne, plaza zwirkowa ale czysto, woda ciepla, tem powietrza 36 st.
Odwiedzimy po weekandzie Kotor i Budwe, przez ktore wczoraj przejzdzalismy wszystko w obrebie 10km.
Co do cen to w czarnogorze maja euro i wszystko wydaje sie byc drozsze niz w polsce. Za parasol i lezaki na plazy wolaja 10 euro za dzien, takze lekka przesada.
Po szesciu nocach spedzonych w Czarnogórze, postanawiamy ruszyc w strone domu. W zwiazku z tym ze samochod nie jest w najlepszym stanie, tj nie ma mocy, turbina wymieka, rezygnujemy ze smutkiem z przejazdu przez Boke Kotorska (tutaj napewno wrócimy) i kierujemy sie na prom w strone chorawcji. Prom 4,5 euro plynie z piec minut. Ruch i tak jest potezny i pierwsze 150 km jedziemy 4 godziny- samochod sie meczy ale przy takich niskich predkosciach daje rade. Mijamy Dubrownik i Neum gdzie na przejsciach grancznych nawet sie nie zatrzymalismy. Po wjezdzie na autostrade na wysokosci Omis samochod znowu przelacza sie w tryb serwisowy i zmusza nas do zatrzymania. Znowy 40st a my bez klimatyzacji- rzeznia!!! Cale szczescie jednak sie resetuje i jedzie dalej. Zastanawiamy sie czy zjezdzamy juz z drogi i bierzemy gdziec nocleg w okolicach Spli czy jedziemy dalej. Decydujem ze im dalej tym lepeij i jedziemy do Szybenik. Chorwaci zwariowali!!! Nie mamy zadnej rezerwacji bo nie wiedzielismy gdzie i czy wogole gdzies dojedziemy wiec kierujemy sie w strone wybrzeza na pole namiotowe Solaris- nie chce nam sie za bardzo rozbijac namiotu, wiec szukamy pokoju w hotelu. Jak sie okazuje, chorwaci nowych drog nie pobudowali, winiet zamiast bramek nie wprowadzili ale za to bardzo dobrze nauczyli sie zdzierac kase. Pokoj w hotelu trzygwiazdkowym 170 euro!!! Pogielo ich zupelnie! Ostatnio mielismy oferte do Ritz w Barlinie jednego z najlepszych hoteli swiata za 190 Euro. Jakas masakra.W zwiazku ze jestesmy juz docyc wykaczeni dzisiejsza jazda kierujemy sie na pole namiotowe, gdzie wuitaja nas dzikie tłumy, ok 3000 osob zorganizowało sobie tam wypoczynek. Trudno my tez tu zostaniemy. Cena z namiot na zwirze, nie da sie wbic szpilek 21 euro plus po 10 za doroslego i 5 Luizka- pogielo ich na maksa, ale trudno zostajemy. W planie na dwie noce ale przedłuzamy do 3. Dzieciaczkom sie mega podoba i morze tez jest super- generalnie po perwszej nocy- przywyklismy do tlumu, a poza tym nie chce nam sie ruszac samochodu. Poznajemy tez fajnych polakow z Wawy i Walcza, Ceny w sklepach tez 1,5 wyzsze niz w Polsce- Masakra Jakas!!!
Zamiast na lawecie, spedzamy nasza 5 rocznice nad morzem w Chorwacji. Pierwsza nasza rocznica tez wypadla w Chorwacji, chociaz napewno zadna kolejna tam juz sie nie trafi po tym co oni terez wyprwaiaja. Wieczorem nasi polscy sasiedzi z biwaku organizuja nam mini party!
Po namyśle czy jechać, załatwianiach lawety itp., itd., postanawiamy spróbować jednak jechać w stronę domu. Przy prędkości max 102km/h i włączonym maksymalnie piątym biegu i obrotach 2500 samochód spokojnie jedzie i nie przełącza się w tryb serwisowy, chociaż z mocą jest mega krucho, stawiam na max 70-80PS.
Opuszczamy kemping i kierujemy się w stronę Słowenii i następnie Austrii. Już po 15 minutach wjeżdżamy w mega korek ciągnący się ok 30 km co spowalnia nas o ok godzinę, półtora. Samochód daje rade w tempie 10km/h. Po rozjechaniu ruszamy i udaje nam się przejechać 100km w ciągu godziny, ale kończy się nam benzyna- na stacji tłok na godzinę stania ale nie mamy wyboru i robimy przerwę na rozprostowanie kości i toaletę Dzieciaczków. Ruszamy dalej po obu stronach autostrady bardzo dużo samochodów z otwartymi maskami czekają na lawety, kierowcy i pasażerowie w kamizelkach sobie siedzą przy autach. Do tej pory nie zwracaliśmy na to uwagi, ale ze względu na awarie naszego auta jakoś teraz bardzo wpadało nam to w oczy. Udało nam się nawet wyprzedzić Audi Q7 z mega kopcącymi tłumikami i prędkością ok 70km/h- ten załatwił turbine na amen. Na koniec dnia Chorwaci przygotowali dla swoich gości kolejna mega niespodziankę: 1,5 h w korku do bramek na autostradzie za 20 euro i po półgodzinnej jeździe w mega tłoku kolejna godzina do następnych bramek tym razem za 6,5 euro. Debilizm na maxa, zamiast wprowadzić winiety i nie blokować tej piepszonej autostrady to ci organizują ludziom na koniec wakacji takie atrakcje. Nasza noga lub opona długo tam się nie pojawia…. Goodbye Croatia! Przejechanie 400km autostrady zajęło nam 7 godzin, to po co w ogóle ta autostrada. (w tym przypadku czy samochód sprawny czy zepsuty nie ma znaczenia, bo i tak nie ma możliwości pojechania 150-200km/h).
Po tym wszystkim granica- to już nasza ostania i zakup winiety do Słowenii 15 euro- tez niezły przypał ale tak tez było 4 lata temu i nic się nie zmieniło i 8,6 euro Austriacka. Maribor mijamy tranzytem i jedziemy ślimaczym tempem w stronę Graz.
Ok 20 jesteśmy już padnięci i postanawiamy zjechać do pierwszego hotelu przy autostradzie jaki się pojawi. Trafiamy akurat na Courtyard by Marriott. Cena zabójcza ale jesteśmy wykończeni i leniwi żeby gdzieś czegoś szukać, także zostajemy, jemy kolacje, wariujemy z dzieciaczkami i idziemy spać z planem ze jutro ostatnia prosta do domu ok 800km (samochód cały czas bez mocy).
Z paroma przystankami na jedzenie, tankowanie itp., udaje nam się dojechać do polski. Jemy pyszny czaski obiadek w Penzion Vrkoc całość za 12 euro
Jednak samochód mimo kontuzji dal rade, Nie sprzedajemy:)
