Majówka w Azji
28.03.2013
Własnie dzis dotarły do nas swiezutkie, cieplutkie chinskie wizy z mozliwoscia dwukrotnego wjazdu:).
Wizy zalatwione za pomoca portalu http://www.wizaserwis.pl/ szybko, sprawnie, profesionalnie. Bardzo dobre rozwiazanie oszczedzajace czas i pieniadze. Polecamy.
Bilety kupione i juz za jakis czas bedziemy lądowac w HongKongu. Podrózowac bedziemy liniami Aeroflot z uslug których bedziemy korzystac pierwszy raz. Wylot z Pragi przez Moskwe do HongKong w miare krótkim czasie.
Odliczanie rozpoczete… Nadchodzi czas na Azje…
04.04.2013.
Wieczorem po dokładnych, spokojnych ogledzinach wiz, okazuje sie jednak ze w wizie Vincenta jest bład w dacie jego urodzenia i zamiast 2012 wpisane jest 1912. Czyli nasz niespelna roczny synek wg wizy ma juz prawie 101 lat.:) Zeby uniknac kłopotów i miec wzgledny spokój przy przekraczaniu Chinskiej granicy, postanawiamy ten fakt zglosci naszemu posrdnikowi www.wizaserwis.pl, ktory prosi o odeslanie paszportu jeszcze przed swietami celem poprawienia wizy. Tak tez sie w ekspresowym tempie staje i własnie dzis mamy juz komplet paszportów i wiz na miejscu. W miedzy czasie rezerwujemy parking z transportem przy lotnisku w Pradze 21 dni-1200 koron www.parking-lotnisko-praga.pl
I nadszedl ten dzien. Odlot o 10.15 z Pragi do Mockwy i pozniej do Hong Kong. Wyruszamy o 4.30 rano do Pragi. Okazuje sie ze dobrze ze zapalnowalismy spora rezerwe, poniewaz w Pradze okazalo sie ze sa rano potęzne korki w których spedzilismy ponad godzine. Dostajemy sie na parking, szybkie przepakowanie waliz i jedziemy ok 7 minut na lotnisko. Tam juz wiekszosc odprawiona, takze bez kolejki idziemy do checkin. Bardzo miły steward szybko nas odprawia mimo ze mmy ponad 10kg nadwagi i oznajmia nam ze w koejnym samolocie daje nam cały piwreszy rzad oczywiscie z łozeczkiem niemowlecym. Zgodnie z planem o 10.15 odlatujemy do Moskwy. Wozek zostawiemay pod samymi drzwiami do samolotu
Ladujemy spokojnie i przestawiamy zegarki +6h. Jets 9 rano. Bierzemy wózek i spokojnie udajemy sie na lotniska. Trafiamy na kontrole temperatury ciała i przede wszystkim sprawdzają dzieci. U Luli i Viniegi jest ok, takze idziemy dalej. Ludzi mnóstwo, mnostwo chodzi w maseczkach. Troche to dziwne i schizujace ale za bardzo sie tym nie spinamy. Zamierzamy od razu udac sie do Chin miejscowosci ZHU HAI, gdzie musimy popłynąc promem. Okazuje sie ze nawet nie musimy przechodzic przez Hong Kong Imigration tylko kupujemy bilety na tgz Ferry czyli prom do Chin. Dokładnie sprawdzaja paszporty i wizy. Dajemy rosyjskie bilety bagazowe, oni je skanuja i sami odbieraja i przenosza na prom nasze bagaze. Takze niezła akcja, mocno ułatwiajaca ta przeprawe. Niestety jedyny minus to to ze prom mamy dopiero za dwie godziny i musimy poczekac na niego na lotnisku. Troche sie nudzimy, jestesmy tez juz troche zmeczeni. w Koncu udaje nam sie dostac na prom i płyniemy w kierunku Chin. Cała nasza podróz trwa juz 27 godzin.
Po godzinie rejsu dopływamy do Chin. Ogromne budynki widac juz z daleka. Wychodzimy z promu i czkamay na nasze bagaze ktore okazuje sie wszytkie doplynely razem z nami. Yuppie..:). Idziemy na granice i bez zbednych pytan dostajemy chinskie pieczatki i jestesmy w Chinach. Tu czakaja na nas Iwonka I Jorge u którch bedziemy mieszkac. Bierzemy taksówke, pakujemy graty i jedziemy do ich domu. Mieszkaja oni w dzielnicy dla tgz Forinners czyli przyjezdnych. ZhuHai to specjalna strefa ekonomiczna Chin w prowincji Guangdong. Tak czy inaczej trezba miec wize i przechodzac chociazby do Macau wiza traci waznosc. Po prawie 29 godzinach od wyjscia z naszego domu jestesmy u celu:) Klimat iscie tropikalny 27st i 85% wilgotnosc.
Po dosyc meczącej podróży i ogarnieciu sie na miejscu. Jedziemy z Iwonka i Jorge na cieple zrodla Hot Springs, troche sie wyluzowac i odpocząc przed dalsza czesia naszej podrózy. Postanawiamy pojechac tam komunikacja miejska. Podróz trwa godzina i dwadziscia minut. Nie da sie pojechac na gape poniewaz w autobusoie jest osoba sprzedajaca bilety, wskazujaca miejsca do siedzenia i ogolnie pilnujaca ladu i porzadku w autobusie. Vincent jest mega atrakcja turystyczna, chinczycy caly czas cykaja mu fotosy, to z ukrycia, co odwazniejsi pytaja sie czy moga zrobic mu zdjecie. Po dotarciu na miejsce okazuje sie ze jest to mega wypasiony hotel z termami. dla zainteresowanych: http://www.00800.com.cn/site_flash/index.html Zostajemu tu dwa dni, relaksujac sie i odpoczywajac. Chinki wariuja za Vincentem i Lula
W związku z tym ze mamy zaplanowany odlot z Hong Kong o 10.30 rano a nie ma tak wczasnie zednego ferry z ZhuHai do Hong Kong Airport, musimy przejsc do Macou i nastepnego dnia rano o 7,00 popłynąc do HK Airport na odprawe do Singapuru,
Granica Chiny-Macou jest z leksza dramatyczna. Tysiace ludzi udajacy sie do Macou, potezne kolejki, mega kontrole, pelno biednych, bez rak i nog, masakra. Cala akcja zajmuje nam 2 godziny i w koncu jesresmy w Macou. Dziciaczki z leksza narzekaly juz ze zmeczenia poniewaz dwie godizny stania w tlumie, lekko je podnerwialy. Po przejsciu granicy, wyciagamy troche kaski w HongKong Dolars i bierzemy taksówke i od razu kierujemy sie do Macou Ferry port kupic na rano bilety. Po dotarciu okazuje sie jednak ze linie Tiger na które mamy rezerwacje nie sa obslugiwane przez ferry i musimy poplynac na Hong Kong Island a z tamtad taksowka na lotnisko. Bierzemy w takim razie bilety na pierwszy prom na Island ktory jest o 6 rano i jedziemy dalej do hotelu. Caly kurs za 100HKD. Bookujemy sie w Best Western, dzien wczasniej rezerwowany przez booking.com za 815 HKD jak na warunki Macau nie jest wygurowane, chcoiaz standart nie powala. Po zostawieniu waliz idziemy od razu na miasto, jemy pyszne pierozki mozna powiedziec na ulicy, bierzemy tez jedzenie do hotelu i poznym wieczorem idziemy spac. Pobudka zaplanowana na 4.30 zeby zdazyc na ferry.
Pobudka o 4.30 i na 5 zamawiamy atksowke pod hotel. Jedziemy ok 20 minut i jestesmy w porcie. UStawiamy sie do naszego check-in jako drudzy a po chwili est kolejka prawi na caly port. Przechodzimy przez checkin i granice i plyniemy 60 minut efrry firmy TurboJett do Hong Kong Island. Lodka zasowa jak oszalala. Czas szybko mija i po godzinie jestesmy w Hong Kong Island. Znowu granica, sprawdzanie temperatury u dzidiaczkow (jest ok) i lecimy na taksowke. W miedzy czasie zaczepia nas smieszny koloeszka- taksowkarz i proponuje szybki kurs na lotnisko. Postanawiamy z nim pojechac. Cena 340HKD. TYp jest mega smieszny caly czas cos opowiada i glosno sie smieje, troche sie z nim wyluzowalismy. Zasowa ta swoja taksoweczka czasami 140km/h. Przy pakowaniu waliz gdy zaobaczyl ze wozek sie nie zmiesci przez chwile spanikowal, ale jak mu pokazalem ze wejdzi swobodnie na przednie siedzenie, entuzjastycznie sie zasmia;:) wyglada troche jak ten chinczyk z Kac Vegas. Po ok 45 minutach podwozi na sna lotnisko , placimy i zegnamy sie z usmiechem. Idziemy na sniadanie a potem do check-in i czekamy na samolot do Singapuru.
Singapur mamy po drodze do Tajlandii. Zostajemy tam ponad 20 godzin dlatego bierzemy sobie hotel z transportem z i na lotnisko z zamiarem udania sie na Marina Bay. Lot liniami Tiger trwal 4 godziny i byl calkiem przyjemny. Wozek zostawilismy znowy bezposrednio przed drzwiami samolotu. Oznaczony byl dwoma biletami, poniewaz zwrocilismy uwage ze jest dwu czesciowy i nie chcielismy zeby znowy zginął nam daszek. Po wylądowaniu idziemy na imigration, pierwszy raz nasz wozek wyjedzie razem z bagazami. Szybkie sprawdzenie paszpottów i juz jestesmy w Singapurze. Nasze pomoaranczowe walizy widzimy juz z daleka, wozek tez juz wyjechal. Znajdujemy nasego busa hotelowego i 5 minutach czekania jedziemy do Hotelu. Hotel przez booking.com z transferem i kolacja 270SGD Changi Village Hotel by Far East Hospitality. Po zalogowani sie w hotelu, dzieciaczki dostaly po misiu, idziemy troche zrelaksowac sie na basen. Przed kloacja okazuje sie ze dzieciaczki sa jau tak zmeczone ze z dzisiejszego zwiedzania skingapuru chyba niac nie wyjdzie. Idziemy tylko jeszcze na kolacje i do pokoju spac… Trzeba bedzie tu jeszcze wrocic.
Wylatujemy o czasie z Singapuru i o czasie ladujemy w Krabi. Tiger sprawuje sie calkiem niezle, zero opoznien spokojne loty. Lotnisko malutkie prawie jak w Zielonej Górze. Operuja chyba tu tylko 3 linie. Przechodzimy przez granice i bierzemy bus za 300 BTH za nasza rodzinke który podwozi nas pod hotel w Aonang. Za siedem nocy 12500BTH ze sniadaniem. Logujemy sie do superasnego bungalow i lecimy nad morze. Okolica pelen chillout. W kolo hotelu mamy wszsystko co potrzebne do szczescia: morze:), market, knajpki, apteka, lekarz, wulkanizacja, pralnia, tuktuki, masaze itp, itd. Rozkoszujemy sie słoncem i okolica. Mamy równiez stycznosc z tajska słuzba zdrowia, poniewaz Vini nieststy dostaje zapalenia oskrzeli przez klimatyzacjie i ladujemy u tajskiego lekarza, który przyjmuje na boso:) daje antybiotyk- niestety i cos na kaszel. Wizytka z lekami 70 dolarów takze calkiem nice. Leki daje nam w gabinecie z szuflady, niezly patent dla firm farmaceutycznych, pelne eldorado…:) Na nas zarobilo GSK. Cale szczescie zapalenie sie dalej nie rozwija i Vini po dwoch dniach dochodzi do siebie, Przebijamy tez opone w wozku juz kolejny raz na wakacjach ale zalatwiamy to w 5 minut przy hotelu za 100BTH. Temperatura, pelne tropiki 35st 85-90% wilgotnosc. Woda w morzu i basenie- zupa, az parzy:)
Pieknie, pieknie, pieknie…. Railay West, Bamboo Island, Maya Bay, Phi Phi
Po tygodniu spedzonym na pelnym chilloucie, spacerach, plazowaniu, masowaniu i objadaniu czas wracac do Chin. Umawiamy sie z taksowkarzem na 5 rano za 500BTH, poniewaz mamy o 7.30 odlot do Kuala Lumpur. Odziwo jest punkt 5, jak zreszta wszyscy z ktorymi sie na cos umawialismy, zawsze byli na czas i nikt nie probowal nas oszukac lub naciagnac. Po 45 minutach jestesmy na lotnisku i czakamy na Samolot AirAsia, ktory oczywiscie punktualnie co do minuty odlatuje z Krabi.
Lądujemy o czasie, wyplacamy kaske i bierzemy taxi do centrum. Bus wiezie nas do hotelu przy samych wiezach za 102MYR za rodzinke, a to 70km:) Mamy zarezerwowany Fraser Place Kuala Lumpur za 355 MYR. Po przyjechaniu okauje sie ze nie jest jeszcze gotowy pokój, w sumie nas to nie zdziwilo bo byla dopiero 11. Zostawiamy walizy i idziemy na rekonesans.Do Petronas Twins mamy 3 minutki spacerkiem, ale po drodze postanawiamy co zjesc i wstepujemy do japonskiej. Zamawianie jedzenia, picia i rachunku przez IPady (zajebisty pomysl), ceny o polowe nizsze niz w Polsce, zupelnie bez porowanani do Berlina. Za 60MYR jestesmy we trojke napchani na maxa i do tego jakie smaki. Vini sobie darowal japonska kuchnie:). Nastepnie ruszamy do Petronas Twins. Pozniej logujemy sie do hotelu i idziemy na zakupki, wieczorem lapie nas mega tropikalna burza i nie mamy okaji zobaczyc wiez noca. Generalnie wyluzawani i zadowoleni z naszego stopoveru idziemy spac. Nastepnego dnia krzątamy sie troch po miescie, znowu japonska i czekamy na takse na lotnisko. Tym razem zamowiona przez hotel taksa chce 180MYR, mowimy typowi zeby sie bujal bo kazdy z postoju podwiezie nas za max 100. Ten nie ustepuje, a hotel zamawia nam zwykla osobowke, mowiac za ta jest tansza i za 100 nas zawiezie. Mozwimy ze nie bedziemy sie dusic w osobowce i ze chcemy busa, wiac zegnamy sie ozieble i idziemy an postoj gdzie od razu mamy dogadanego busa za 100 na lotnisko. Mamy szczescie do kolejnego Michael Schumacher i po 45 minutach jestesmy na lotnisku, po drodze mijamy tor F1 Sepang, szybki check in i lecimy do Hong Kong
Po wylądowaniu, czekamy na wózek bez nadziej ze jeszcze go zobaczymy, ponieważ laska w Kuala Lumpur nie dala nam biletu na wozek a w Hong Kong powiedzieli ze wózek wyjedzie chyba dopiero drugi raz na tym wyjeździe taśma. Jakimś cudem się znalazł (mamy do niego mega sentyment), także z nieukrywana radością ruszyliśmy do taksówki żeby podjechać do hotelu. Tym razem Ramada Hotel za 550HKD, najtańszy nasz hotel ze wszystkich jednonocnych. Całkiem przyjemny hotelik z bezpłatnym transferem na Ferry, blisko PeakTream. Po zalogowani dzieciaczki padają a my razem z nimi.
Drugiego dnia szwendamy się po mieście bez jakiegoś szczególnego planu i napinki Jemy w chińskiej knajpie gdzie żeby wejść każdy z gości musiał wstać żebyśmy mogli przejechać wózkiem. Kupujemy bilety na ferry i idziemy na PeakTream. Wieczorem płyniemy do Chin
Dopływamy do znanego juz nam portu i przekraczamy drugi raz chinska granice, tym samym wykozystujac juz maksymalnie nasze wizy. Tym razem tak samo jak za pierwszym, zero pytan, pieczatki w paszporty i jestesmy znowy w Chinach. Leje na maxa. Jorge juz na nas czeka i jedziemy do domu. Kolejne dni spedzamy na zwiedzaniu, spacerowaniu, jedzeniu w lokalnych knajpkach i zakupach. Kilkanascie razy jechalismy taksowkami z ktorchy wiekszosc ma ponad milion kilometrow na liczniku, nikt tu nie zawraca sobie glowy cofaniem licznika:) Odwiedzilismy rowniez chincki szpital,z Vinim do kontroli. Komunikacja byla na tyle trudna ze telefonicznie lekarz rozmawial z dzieczyna ktora umie po angielsku i tak sobie pogawozylismy. Dwie wizyty lekarskie bez zadnych kolejek razem z lekami kosztowaly 20RMB czyli ok 10PLN. Co na to polscy lekarze??? Powiedzenie rozmawiasz jak z Chinczykiem od tej wizyt nabralo dla nas zupelnie nowego wymiaru- nie ma szans sie z nimi porozumiec nawet na migi:) Ciekawe maja tez przejscia dla pieszych- fotosy w załączeniu. Kraj i ludzie bardzo ciekwe, wszystko wydaje sie byc wielkie, przynajmniej w samym ZHUHAI, ktore uchodzi za jedno z najmniejszych miast Chin i ma zaledwie 3 milony ludnosc. Budynki, drogi i mnostwo ludzi. Odwiedzilismy rowniez sklep w którym mozna kupic sobie herbatke, wczesniej ja degustujac- super miejsce. Kazda hergatka z naszej ksiazki byla dostepna, a rozmawial z nami mlody chiczyk o swojskim imieniu Beny:)- na koniec oczywiscie pamiatkowa fotka z cala nasza druzyna:)
Opuszczamy Zhuhai o 18.30 i płyniemy już ostatni raz ferry do HK. Po dopłynięciu jeszcze na ferry podchodzi do nas koleżka i pyta czy nam nie pomoc? My z trzema wielkimi walizami, jedna mała, plecakiem i dwoma torbami plus wózek i 2 dzieciaczków z chęcią się godzimy. Koleś okazuje się mieszkańcem HK, pyta gdzie jedziemy i mówi ze nam pomoże dostać się do taksówki. Przez moment zastanawiamy się czy nie chce podrzucić nam jakiś drugsow na granicy, ale okazuje się bardzo spoko kolesiem, który nie tylko odprowadza nas pod taksę i tłumaczy taksówkarzowi gdzie chcemy jechać ale tez pakuje walizy do bagażnika Taksiarz zasuwa do hotelu, który jest połączony z lotniskiem. Regal Hotel Airport. 1100HKD. Dla Viniego i Luizki idealnie, mogą pospać do samego prawie odlotu i spokojnie przetrwać lot. Logujemy się do hotelu, ostatnie zakupy pamiątek, krótki spacerek i spać. Rano odlot do Moskwy
Mimo ze mielismy hotel na lotnisku, prawie spoznilismy sie na samolot, chyba za mocno sie wyluzowalismy. Biegniemy do check-in przy którym z pasazerow juz nikogo nie ma i tu niespodzianka, kaza nam pierwszy raz przepakowywac walizy albo 100 dolarow za nadbagaz od walizy. Walizy juz zastreczowane i gotowe do nadania, suma wszystkich jest ok, jedna lzejsza dwie ciezsze, ale na nic tlumaczenia, sa nie ugiete. Zdaza nam sie to pierwszy raz mimo ze w zasadzie prawie zawsze dwie z trezch waliz sa ciezsze. Musimy sie przepakowac, dodatkowo nie chca nam dac drugiegi bileciku na daszek wozkowy, mowia ze mozemy go sobie zabrac do samolotu a wozek tez nam teraz zabiora i nadadza jako bagaz i odbierzemy go dopiero w pradze- na to kategorycznie sie nie zgadzamy i chcociaz to daje sie przeforsowac, Wozek jedzie z nami pod dzwi samaolotu i dostajemy go w moskwie na transfer. Pierwszy zgrzyt w calej eskapadzie po azji, na ostatnim check-in ale tak bywa.
Biegniemy do samolotu, zajmujemy miejsca i lecimy w strone domu. Dzieciaczki wiekszosc lotu przesypiaja, mamy srodkowy rzad, obok rodzinka z 5miesiecznym chlopcem leca z Australii na Litwe, z drugiej strony ojciec z 3 letnia coreczka leca do mamy z HK do Moskwy. Lot mija spokojnie i prawie po 11 godzinach ladujemy w Moskwie. tym razem mamy tylko 2 godziny, ktore poswiecamy na odpoczynek i toalete w pokoju dla dzieci. O czasie odlatujemy do Pragi.
Spokojnie ladujemy, dzwonimy bo busa ktory podwiezie nas po naz samochod, pakujemy wszystko do auta i jedziemy do domku. Luizka pelna szczescia ze widzi nasz samochód zadowolona wskakuje do srodka i steskniona za domem usypia. Dokladnie o polnocy jestesmyw domu
Po tym wypadzie Vincentowi wypada jeden lot na jeden miesiąc życia. Luizce jeden lot na trzy miesiące życia: http://flightdiary.net/LuizaMaria