Aruba- Saint Martin- Anguilla- Sint Maarten
21.11.2016 długo nie mogliśmy się zdecydować gdzie i na jak długo, w końcu mamy plan i kupione bilety lotnicze…

Wyjeżdżamy z domu o 2 w nocy i już o 4 jesteśmy na parkingu przed Tegel http://park-to-fly.de/park-to-fly/. Lecimy o 6 do Amsterdamu liniami KLM. Szybki spokojny lot i jesteśmy w Amsterdamie. Odbieramy bagaże i idziemy na kolejny lot. Tutaj okazuje się ze lot jest opóźniony i zamiast o 10.30,odlatujemy dopiero o 13.35 liniami TUI.nl Nowy Dreamliner zapleniony na 100 % i po 8,5h lądujemy na Arubie. Przestawiamy zegarki – 5h ale już jest i tak 19 i jest już ciemno. Taksówka do hotelu za 18 $- tanio nie jest, chcek-in, pierwszy rekonesans, kolacja i ok. 21 padamy . Renaissance Aruba Resort & Casino, A Marriott Luxury & Lifestyle . Cala podroż ok. 24 h. Budzimy się ok. 7 rano, dzieciaczki w pełnej ekscytacji ale niestety leje i zapowiada się ze będzie lalo cały dzień, nie przeszkadza to jednak w chillowaniu na basenie, plaży i małych spacerach. Auto na jutro zamówione…











Pogoda się poprawia, już tylko kropi… Wypożyczamy samochód Chevrolet Sparks automatik za 69 $. Kierujemy się na początek na północ od lotniska w stronę Latarni California. Dojeżdżamy do strefy hotelowej przy podobno najlepszej plaży Palm Beach. Odradzamy to miejsce, plaża bardzo wąska, wieżowce przy brzegu i tysiące ludzi. Jedziemy dalej i docieramy do jednej z głównych atrakcji turystycznych Aruby, latarni, po 5 minutach jedziemy dalej, i postanawiamy się zatrzymać na pierwszej plaży z północy na południe, Arshi Beach, zabawiamy na niej dłuższa chwile. Następnie odwiedzamy park motyli dla dzieciaczków bardo fajna sprawa, potem Eagel Beach- tez znana plaża, ale dużo bardziej godna polecenia, szeroka, niska zabudowa, ludzi znacznie mniej. Znajdujemy tez sławne: Watapana tree rosnące na plaży.
Po obiedzie ruszamy na południe, w strefę znacznie mniej turystyczna, dużo biedniej, jest tam wysypisko, rafineria i inne mniejsze fabryki, jak by na innej wyspie i tak jak w wielu miejscach na świecie widać powszechna biedę. Aruba czy to Holandia, Aruba czy może USA? Holandia już dawno chyba nie, Aruba jako taka chyba już tez nie, wszystko należy do amerykańskich korporacji a flaga USA, w wielu miejscach dumnie powiewa jak u siebie… Czy to jest One Happy Island…? Dla tych co tu przyjeżdżają może tak…
Na koniec dnia docieramy do ostatniej a w zasadzie pierwszej plaży z południa na północ: Baby Beach, i tutaj po 3 minutach od wyjęcia z samochodu nadchodzi w jednej chwil mega ulewa, próbujemy uciec od auta ale nic to już nie daje wszyscy przemoczeni i po 5 minutach w jednej chwil przestaje padać, taka ulewa jeszcze nigdzie nam się nie przytrafiła. Moczymy się jeszcze trochę w morzu i wieczorem wracamy do hotelu. Przejeżdżamy ostatecznie prawie 100 km.

























Jedna z atrakcji hotelu w którym mieszkamy sa wpływające do recepcji łódki, które pływają na prywatna wyspę, gzie żyją sławne flamingi z Aruby. Dziś właśnie tam się wybieramy… To miejsce dla fanów plaży i przyrody polecamy…

























Po 2 dniach całkowitego chilloutu na Renaissance Island , czas na dalsze działania. Zbieramy się rano i po śniadaniu zamawiamy taxi i lecimy na Saint Maarten. Linie Insel Air Aruba, samolot Fokker 70, co za przeżycie, samolot stary i mega głośny jak z filmów o Ameryce łacińskie, my jedyne blade twarze na pokładzie… dodatkowo zahaczamy o Santo Domingo na Dominikanie, wysadzić kilka osób i zabrać tez paru. Planowy start 10.10, odlot o 11.00. Po godzinie dolatujemy na Dominikanę, tam musimy wyjść z samolotu, skanują nas i nasze podręczne bagaże i wracamy do samolotu, wszyscy się śmiejąc co za głupota…, po kolejnej godzinie lądujemy na Princess Juliana International Airport …. Marzenia się spełniają… 🙂 zawsze chcieliśmy tu wylądować… yuhuu…!!!
W związku z tym ze geoblog.pl nie jest zainteresowany rozwojem i wprowadzaniem poprawnych danych kilka informacji:
Gdzie jesteśmy?
Sint Maarten – terytorium zależne Holandii na Małych Antylach, zajmujące południową część wyspy o tej samej nazwie. Do 10 października 2010 roku jedna z pięciu jednostek administracyjnych wchodzących w skład Antyli Holenderskich; na podstawie reformy konstytucyjnej Królestwa Niderlandów, 10 października 2010 roku Antyle Holenderskie przestały istnieć, a Sint Maarten stało się osobnym terytorium zależnym Holandii o specjalnym statusie.
Historia:
Wyspy północne odkryte zostały w 1493 roku przez Krzysztofa Kolumba, natomiast południowe (Arubę, Bonaire i Curaçao, czyli tzw. holenderskie ABC) odkrył 6 lat później Alonso de Hojeda. Najwcześniej skolonizowaną wyspą była Curaçao, gdzie w 1527 roku powstało pierwsze hiszpańskie osiedle. W 1632 roku Holendrzy pojawili się na Sint Eustatius, a dwa lata później zajęli Arubę, Bonaire i Curaçao (zobacz: Holenderska Kompania Zachodnioindyjska). W 1648 roku wyspa Sint Maarten została podzielona między Holendrów i Francuzów (część należąca do tych drugich nazywana jest Saint-Martin). W latach 1828-1945 znane pod nazwą Holenderskie Indie Zachodnie, od roku 1949 wyspy te utworzyły połączone terytorium zależne Antyli Holenderskich, a w 5 lat później uzyskały status kraju autonomicznego wchodzącego w skład Królestwa Niderlandów. Władzę sprawował lokalny parlament (Stany Antyli Holenderskich) oraz rząd powoływany przez gubernatora z nadania królewskiego. Od 1983 roku prowadzone były rozmowy nad przyznaniem wyspom niepodległości. W roku 1986 od Antyli Holenderskich odłączyła się wyspa Aruba i utworzyła samodzielną jednostkę w ramach Królestwa Niderlandów
Likwidacja terytorium:
W wyniku referendum przeprowadzonego na poszczególnych wyspach wchodzących w skład terytorium 1 lipca 2007 roku Antyle Holenderskie miały rozpaść się na 5 osobnych terytoriów, Jednak w wyniku decyzji z listopada 2006 roku postanowiono odroczyć ten proces, wyznaczając nową datę: 15 grudnia 2008 roku. W ostateczności i ta data nie została dotrzymana, a przyszły status wysp miał być określony 30 września 2009 roku[1]. Kolejny termin został ustalony na 10 października 2010 roku. Po podziale Antyli Holenderskich wyspy Curaçao i Sint Maarten uzyskały status analogiczny do statusu Aruby (kraje stowarzyszone w ramach Królestwa Niderlandów, lecz nie wchodzące w skład Holandii), a wyspy Bonaire, Saba i Sint Eustatius stały się holenderskimi „gminami zamorskimi”, które będą mogły zostać włączone, jeśli sobie tego zażyczą, do Unii Europejskiej jako jej regiony peryferyjne. Pod koniec 2009 roku władze Bonaire postanowiły jednak przeprowadzić kolejne referendum (pierwotnie zaplanowane na 15 stycznia 2010), w którym mieszkańcy mieli się opowiedzieć, czy wyspa ma zostać częścią Holandii (tak jak przewidywały dotychczasowe ustalenia), czy też – śladem Curaçao i Sint Maarten – stać się osobnym krajem stowarzyszonym[2]. Ewentualne przegłosowanie statusu kraju stowarzyszonego przez mieszkańców Bonaire mogłoby zachwiać całym procesem przekształcania Antyli Holenderskich – według rządu holenderskiego wówczas nie było już możliwości przyznania Bonaire innego statusu niż negocjowany do tej pory (gmina zamorska Holandii), a jeżeliby mieszkańcy Bonaire go odrzucili w referendum, to jedynym akceptowanym przez Holandię rozwiązaniem byłoby przyznanie niepodległości wyspie[3]. Referendum, o którym mowa, zaplanowane pierwotnie na 15 stycznia, zostało jednak najpierw przesunięte na marzec 2010 roku[4], zaś w lutym gubernator Antyli Holenderskich odwołał głosowanie[5]. Ostatecznie 10 października Antyle Holenderskie przestały istnieć.








Po wyjściu z lotniska wypożyczamy samochód Hundai i10 (30$/ doba) i kierujemy się na północna cześć wyspy do Grand Case Beach Club. Po drodze zahaczamy o Super U na wstępne zakupki i ok. 18 docieramy do hotelu. Jeszcze nocna kąpiel w morzu, i dzieciaczki przeszczęśliwe ok. 22 padaja..
Z ciekawostek w części holenderskiej płaci się w dolarach amerykańskich, w cześći francuskiej w euro, w części francuskiej auta maja rejestracje francuskie z unii europejskiej, telefony tez działaj tak jak w unii i opłaty sa takie jak w unii…
Geoblog.pl przyporządkowuje Sait-Martin do Gwadelupy w związku z tym klika słów wyjaśnień:
Saint-Martin – terytorium zależne Francji leżące w Małych Antylach zajmujące północną część wyspy o tej samej nazwie oraz kilka mniejszych wysepek. Stolicą Saint-Martin jest miasto Marigot
Terytorium zostało utworzone 22 lutego 2007 roku, a do tego czasu było jedną z jednostek administracyjnych wchodzących w skład Gwadelupy. Jako część Gwadelupy, będącej regionem zamorskim Francji, Saint-Martin wchodziło w skład Unii Europejskiej. Administracyjnie Saint-Martin stanowi jedną gminę, która w czasach przynależności do Gwadelupy wchodziła w skład okręgu Saint-Martin i Saint-Barthélemy.
W referendum, które odbyło się 7 grudnia 2003, 76,17% głosujących opowiedziało się za odłączeniem Saint-Martin od Gwadelupy i utworzeniem osobnego terytorium zależnego. Zgodnie z ustawą przyjętą przez francuski parlament 7 lutego 2007 roku, która weszła w życie 22 lutego 2007, Saint-Martin jest zbiorowością zamorską, taki sam status jednocześnie uzyskała inna wyspa wchodząca do 2007 w skład Gwadelupy – Saint-Barthélemy). Saint-Martin, w momencie odłączenia od Gwadelupy, przestał być częścią Unii Europejskiej Ponownie jest częścią Unii od dnia wejścia w życie traktatu lizbońskiego (1 grudnia 2009).



















Mieszkamy w Grand Case po stronie francuskiej, urodziny Luizki od rana imprezka. Na śniadaniu śpiewy i tance z innymi gośćmi, życzenia przychodzą jak zwykle z rożnych stron świata: Polska, Melediwy, Los Angeles… Wieczorem zamiast tortu sushi zrobione prze mamusie, konfetti, i sto lat sto lat…
Odwiedzamy tez dom świętego mikołaja, prywatny domek w którym normalnie mieszkaja ludzie, odpicowany w świąteczne gadżety, można sobie chodzi i oglądnąć, nikt nie chce żadnej kasy.
Grand Case to spokojna miejscówka, my mamy domek nad samym brzegiem morza, kładziemy sie i wstajemy przy szumie fal, ludzi nie ma prawie wcale, możne powiedzieć ze mam kawałek plazy i morza karaibskiego tylko dla siebie, Luizka przeszczęśliwa ciągle w wodzie z bratem…nawet nocą chlupiemy się w morzu:) Zostajemy tutaj na 4 noce
Zrobiliśmy wieczorami kilka rundek po wyspie, strona Francuzka wydaje się dużo spokojniejsza, z jakimś ladem i składem, po stronie holenderskiej jakoś wszystko szybciej się odbywa, sa duże miasta i więcej ludzi. Będziemy mieli okazje sprawdzić to bliżej bo będziemy mieszkać po stronie holenderskiej na święta i SXM zostawiamy sobie na deser, a teraz trochę zmienimy miejscówkę…















Na spokojnie idziemy na śniadanie i się zbieramy, jeszcze na małe zakupki do Super U i do wypożyczali oddać samochód. Zostawiamy tam tez jedna walizę i gostek podwozi nas naszym autem do przystani ferry w Marigot. Kupujemy bilety 20 dorosły i 10 dolców dzicieaczki plus oczywiście podatek i płyniemy na Anguilla. Planowa godzin odpłynięcia 13.30, odpływamy o 13.50 i po chwili się zaczyna, buja na maxa, jest dziś bardzo wiecznie i daje się to odczuć, łódka zapakowana na maxa, my jedyne blade twarze na pokładzie i zaczynają się krzyki a zaraz potem śpiewy jakiś religijnych piosenek. Kisiel w gaciach lekki mieliśmy, po poł godzinie dopływamy do Anguilla… taksówkarz chce nas ostro skroić, dajemy się skroić trochę mniej ostro… i bookujem się w Cap Juluca- przed nami 5 dni całkowitego nic nie robienia, podobno na najpiękniejszych plażach Karaibów jak nie świata…
http://www.anguilla-beaches.com/



























Wypożyczamy dziś Jeepa za 70 $ i robimy objazdówkę po wyspie. Dodatkowo trzeba zapłacić za prawo jazdy z Anguilla 15$ ale oficjalnie mówią ze to podatek.
Ruch jest lewostronny, ale kierownica w samochodzie jest tez z lewej strony, także jeszcze inne uczucie niż zwykle, ale tatuś w sumie zawsze chciał tak spróbować. Samochodów jest gdzieś pol na pol z kierownica z lewej strony i z kierownica z prawej strony, maja pełne zamieszanie w tej kwestii, ale prędkość maksymalna to 40km/h także wariatów nie ma…
Przez wyspę jest inaczej niż zwykle droga dookoła wyspy ale jedna traska przez środek z drogami pobocznymi.
Szukamy okularów przeciwsłonecznych bo tatusiowi morze wczoraj zabrało i ciężko znalesc nowe. Jedziemy przez stolice The Valley na wschód na West End potem Sohal Bay, Crocus Bay, Randevous Bay, Meads Bay i tam świetny obiad i wracamy wieczorem na West End. Pod koniec dnia znajdujemy sklep gdzie sz tez okulary. Supermarketów dosyć dużo, zaopatrzenie tez bardzo dobre.
Zaglądamy tez do jednej z Villi na sprzedaż- cena 4,1 milona dolarow…wow… na wyspie jest tez jedna na sprzedaż za 20 milonow dolarów czyli przy obecnym kursie prawie 90 milonow PLN… ceny kosmiczne.
Mokniemy tez trochę, przez sekundę dopada nas ulewa nie wiadomo skąd i momentalnie jesteśmy przemoczeni, temperatura od 27 do 34 stopni






























Co tu dużo mówić…
Jak ktoś ma ochotę wyluzować się na jednej z najpiękniejszych plaż świata, bez tłoku i na luzie to to jest to miejsce


























W wielu miejscach naszych wakacji bardziej opłaca się wypożyczyć auto niż brać taksówkę (kurs w jedna stronę om 3-4 km za 25-30 $), na ostatnie godziny na Anguilla wypożyczamy jeszcze Hundaia Sonata z dużym bagażnikiem na nasze walizy, robimy kilka rundek po okolicy, i na drugi dzień zostawimy go w porcie, rzucając kluczyki pod dywanik, taki maja chillout i płyniemy do Maribor. Na Anguilli mieszkaliśmy tez pierwszy raz w hotelu który był całkowicie otwarty, pokoje nie miały kluczy, drzwi na taras tez były cały czas otwarte i to na oścież … co za zaufanie do swoich ludzi ale tez gości… nam nic nie zginęło i podobno jeszcze nikomu nigdy nic nie zginęło, taka jest zasada tego hotelu, ciekawe doświadczenie również psychiczne…
Dziś rejs po morzu był dużo szybszy, nie było dużych fal i minęło dosyć przyjemnie. W porcie czeka już na nas pan z wypożyczalni SAX, ci sami co za pierwszym razem, odbieramy auto (30 dolarów za dobę), malutki żółty Hundai i10 i kierujemy się do hotelu Flamingo Beach Resort- nie do końca trafiony ale może być. Zostajemy na 5 nocy


Dreams comes true…!!!
Jesteśmy na jednej z najbardziej znanych plaż świata i na jednym z najbardziej znanych lotnisk swiata… Ludzi tłum… który z biegiem czasu się przerzedza, ale i tak jest pięknie… przelatujące nad naszymi glowami samoloty, większe ,mniejsze, stajemy w Jet Blast Area żeby poczuć moc silników odrzutowych, przeżycia sa nie zapomniane.. niektórzy sa spychani do morza z torbami w ubraniach. Obiad wigilijny w barze na plazy i zostajemy do wieczora, Piloci Delta machają do nas z samolotu. Później male zakupki i w hotelu kolacja wigilijna
Wesołych Świąt !!!
Ostatnia wizyta KLM Boeing 747 była 28.10.2016 spóźniliśmy się jakieś 2 miesiące… dobrze ze chociaż jest YouTube 🙂

































Wynajmujemy łódkę ze skiperem i mieliśmy płynąc na Tintamarre Island ponurkować z żółwiami ale fale i wiatr były na tyle duże ze ni było szansy tam dopłynąć, dlatego zrobiliśmy sobie rundkę po zachodnie stronie wyspy i popłynęliśmy z Simpson Bay do Grand Case… Wieczorem odwiedzamy Philisburg, krorym jesteśmy totalnie zawiedzenie, wygląd jak jeden wielki slums, śmietnisko można powiedzieć w samym centrum i jedna uliczka z luksusowymi sklepami i Casynem dla ludzi ze statków…





















28.12 to nasz ostatni dzień na Sint Maarten. Rano jedziemy jeszcze na Maho Beach pocieszyć się na koniec plażą, słońcem, samolotami. O 12 jedziemy do wypożyczalni oddać samochód i na lotnisko. O 17 czasu polskiego zaczynamy nasz odwrót. Na początek o 14.40 lecimy liniami TUI.nl na CURACAO 1,5h , potem 1,5h przerwy i następnie kolejny lot 8,5h do Amsterdamu, lądujemy o 8 rano w dużej mgle i idziemy do linii KLM spróbować przełożyć nasz lot na wcześniejszy, ponieważ nasz jest dopiero o 16.25, niestety nie ma miejsc, musimy czekać. Na lotnisku bardzo duży tłok , ludzi mnóstwo. Okazuje się ze od rana są potężne opóźnienia ze wszystkimi samolotami, 30 lotów zupełnie odwołano… wow. Nasz lot po 4h godzinach czekania okazuje się ze tez jest opóźniony, potem jeszcze raz przełożony niby na godzinę 20. Proponują już nam hotel i przełożenie loty na następny dzień, ale chcemy lecieć dziś i ryzykujemy czekamy do 20. Czekamy 6 godzin w saloniku Priority Pass ( https://www.prioritypass.com/en/airport-lounges ) jest dużo wygodniej mimo ze ludzi i tak mnóstwo i ostatecznie udaje się i lecimy. O 22 lądujemy w Berlinie, jeszcze po auto i do domu. Jesteśmy w domu o 1.30 rano 30 grudnia. Powrót prawie 32h…
http://flightdiary.net/LuizaMaria
83 dni…
HAPPY New YEAR…!!!













