O 10.30 ruszamy na lotnisko do Wrocławia

Wyruszamy z domu o 10:30, żeby o 12:00 być na lotnisku we Wrocławiu. O 14:00 odlatujemy liniami Wizz Air do Kiszyniowa. Lot trwa dokładnie półtorej godziny i przestawiamy zegarki o +1 godzinę.
Na granicy idzie dosyć szybko, ale chwilę po nas hala przylotów się zapełnia i kolejka do kontroli paszportowej robi się już znacznie dłuższa.
Mołdawia to nasz ostatni z nieodwiedzonych krajów Europy należących do ONZ. Tą wizytą zamykamy Europę, na tę chwilę mamy odwiedzone wszystkie europejskie kraje członkowskie ONZ.
Mołdawia jest jednym z najbiedniejszych i jednocześnie najmniej odwiedzanych krajów Europy.
Wypożyczamy auto w Sixt. Wszystko bez problemów. Ruszamy w stronę miasta i hotelu. Drogi po drodze ciekawe, momentami dosyć zniszczone.
Przejeżdżamy przez centrum Kiszyniowa i meldujemy się w Art Hotel Chisinau w centrum miasta. Hotel nowiutki, czysty, wszystko bardzo w porządku, chociaż widok z pokoju mamy dość zaskakujący — prosto na więzienie.
Robimy rundkę po centrum Kiszyniowa, jemy obiadokolację w lokalnej restauracji z mołdawskim jedzeniem.
Około 23:00 wracamy do hotelu.






















Rano dobra szakszuka na śniadanie i ruszamy w stronę Tyraspola. Mamy około 70 km, nawigacja pokazuje 1,5 godziny. Po wyjechaniu z zakorkowanego Kiszyniowa ruch robi się dużo mniejszy, ale drogi są w dosyć fatalnym stanie. Dużo dziur, nierówności, auto mocno rzuca. Jedziemy przez pola i małe wioski. Momentami uczucie jakbyśmy się cofnęli 20 lat w czasie.
Po około 1 godzinie dojeżdżamy do tgz. granicy. Po stronie Mołdawii przejazd jest szybki, po stronie Naddniestrza stoją pogranicznicy. Sprawdzają paszporty, proszą o otwarcie bagażnika i tylnych drzwi. Wszystko spokojnie i bardzo uprzejmie. Skanują paszporty, dostajemy karteczki wjazdowe i trzeba kupić winietkę za 5 euro.
Jedziemy dalej do Tyraspola. Miasto robi ciekawe wrażenie. Spacer po centrum: pomnik Lenina, obok czołg, dużo radzieckiego klimatu. Można powiedzieć, że jest tu jak w Polsce jakieś 40 lat temu.
Jemy całkiem dobry obiad w gruzińskiej restauracji. Płaci się głównie gotówką, obowiązują ruble naddniestrzańskie które nie są wymienialne nigdzie indziej. Karty spoza regionu raczej nie działają. Pełno kantorów, można wymieniać pieniądze.
Około 17:00 wyjeżdżamy z Tyraspola i jedziemy kawałek wzdłuż granicy z Ukrainą. Zatrzymujemy się na chwilę – za zasiekami widać już Ukrainę.
Potem wracamy przez tę samą granicę. Znowu wszystko bez problemów. Sprawdzają winietkę, zabierają kartki z paszportów i jesteśmy z powrotem w Mołdawii.
Jeszcze godzina jazdy po dziurawych drogach, szybkie zakupy w sklepie i około 20:00 wracamy do hotelu. Ale to jeszcze nie koniec dnia – idziemy na omakase sushi. Restaurację prowadzi Mołdawianka z Chińczykiem, którzy pracowali wiele lat w Europie i teraz otworzyli swój lokal w Kiszyniowie. Bardzo fajne miejsce.
Około 24:00 kończymy ten dzień. Łącznie przejechaliśmy dziś około 200 kilometrów.



















































































































Po kolejnej szakszuce ruszamy dalej.
Zaczynamy od krótkiej przejażdżki po Kiszyniowie. Jedziemy pod Muzeum Narodowe, potem pod dworzec kolejowy. Robimy krótką rundkę po mieście i ruszamy w stronę Gagauzji, do miejscowości Komrat, która jest oficjalną stolicą regionu.
Do przejechania 98 km w jedną stronę. Na początku droga totalnie fatalna, później zmienia się w dwupasmówkę. Dalej sporo dziur i nierówności, ale jedzie się już całkiem przyjemnie.
Po około półtorej godziny dojeżdżamy do Komratu. Krótka runda po mieście.
Robimy spacer po centrum, a potem jedziemy do lokalnej winnicy na lunch.
Około 17:00 zaczynamy odwrót do Kiszyniowa. Droga powrotna zajmuje półtorej do dwóch godzin i około 19:00 jesteśmy z powrotem w hotelu.
Krótki odpoczynek i jedziemy jeszcze do fusion restauracji w bogatszej dzielnicy miasta. Jeśli chodzi o jedzenie to do wyboru do koloru co kto chce w dobrych cenach. O 24:00 wracamy do hotelu i kończymy ten dzień.
Gagauzja, Terytorium Autonomiczne Gagauzji obszar autonomiczny, położony w południowej części Mołdawii.
Gagauzja nie stanowi jednego spójnego obszaru, obejmuje teren pomiędzy miastami Komrat i Ceadîr-Lunga na północy oraz okolice miasta Vulcănești na południu, a także dwie enklawy o charakterze wiejskim (Karbalia oraz Kıpçak).
Rdzenną ludność Gagauzji (ponad 80%) stanowią Gagauzi – turkijskojęzyczni prawosławni chrześcijanie.
Gagauzja zajmuje terytorium 1832 km², czyli nieco ponad 5% całej powierzchni Republiki Mołdawii. Położona jest w południowej części republiki. Gagauzja po części sąsiaduje z Ukrainą. Granica autonomii z Ukrainą stanowi 1/12 granicy Mołdawii z tym państwem. Podzielona jest na 4 części, niepołączone ze sobą żadnym szlakiem.
Stolicą autonomii jest Komrat.
W Autonomii Gagauskiej, podobnie jak w Naddniestrzu, istnieją nastroje separatystyczne.
Językami urzędowymi są na obszarze Gagauzji: gagauski, rumuński i rosyjski. Pomimo że Gagauzi stanowią zdecydowaną większość ludności, to rosyjski jest językiem dominującym na tym obszarze. W języku gagauskim nie sporządza się żadnych dokumentów urzędowych.
Na czele autonomii stoi gubernator, będący jednocześnie członkiem rządu Mołdawii.
Gagauzja posiada także swój lokalny parlament Halk Topluşu. Jest to najwyższy organ przedstawicielski. Parlament ma prawo tworzenia i legalizacji ustaw oraz innych aktów prawnych. Swoich przedstawicieli w parlamencie – minimum jednego – ma każda miejscowość w Gagauzji, niezależnie od liczby mieszkańców. W Halk Topluşu zasiada 35 deputowanych, wybranych na czteroletnią kadencję. Odpowiednikiem rządu jest Komitet Wykonawczy.










































































Trzeci dzień z rzędu szakszuka na śniadanie, taka była pyszna
Na spokojnie ruszamy na lotnisko. Oddajemy auto, przejechaliśmy łącznie 450km. O 13:10, a nawet chwilę przed czasem, odlatujemy liniami Wizz Air w stronę Wrocławia. Lądujemy 20 minut przed rozkładem.
Trzeba przyznać, że ciekawy przedłużony weekend za nami. Warto trochę cofnąć się w czasie i zobaczyć jak wygląda życie w Mołdawii i jej separatystycznych republikach. Ciekawy miks ludzi i funkcjonowania.
Były to całkiem udane cztery dni. Z lotniska jedziemy jeszcze do Wrocławia na mega pysznego koreańskiego grilla: uczta na maksa. Około 16:30 ruszamy w stronę domu. O 18:00 jesteśmy na miejscu.
Koniec wyjazdu.












Zamknąć Europę fajna sprawa gratulacje!! My zamykaliśmy na raty. Ja w Kazachstanie, Ania w Andorze , Pola w Szwajcarii
@Genek: dzięki 🙂 Hahaha… to nieźle sie rozpierzchaliście. Dobrej zabawy 🙂
Bardzo interesujący wyjazd!
Brawo za ,,zamknięcie,,Europy!.
Opis i zdjęcia jak zawsze- bardzo dobry – dowiedziałam się wiele czego w szkole się nie nauczyłam albo…nie mówili!
Podróż to najlepsza nauczycielka !
Dziękuję i oczywiście czekam na kolejny wyjazd.
Pozdrawiam serdecznie
@Zula: dziękujemy bardzo. Cieszymy sie ze sie podoba. Pozdrawiamy serdecznie 🙂