Po jednym dniu w domu, szybka reorganizacja, pranie, odkładamy rzeczy zimowe, wyciągamy letnie i znowu w drogę.
Pobudka 2:30, o 3:30 ruszamy w stronę lotniska w Berlinie. Na miejscu jesteśmy o 5:30, szybkie nadanie bagaży i o 7:15 startujemy liniami Eurowings w 6,5-godzinny lot do Dubaju.
Samolot całkiem nowy, ale to nie Emirates, wąskokadłubowy, więc dosyć ciasno. Lot mija głównie na śnie.
Lądujemy o 16:30 czasu lokalnego, odbieramy bagaże z Terminala 2 i jedziemy do hotelu przy samej Burj Khalifa. Widok z pokoju na Burj Khalifa i fontanny jest mega.
Robimy spacer wokół Dubai Mall i Burj Khalifa, kręcimy się przy fontannach, kolacja, szybkie zakupy i około 23:30 wracamy do hotelu.
O 1:00 padamy.



















Po śniadaniu jedziemy do salonu Mansory, oglądamy ich przeróbki najbardziej luksusowych aut świata. Dużo złota, dużo karbonu, wszystko na maksa.
Potem jedziemy do Carlex Design, polska firma, która przerabia głównie Mercedesy G-Klasy. Realnie konkurencja dla Brabusa i Mansory. Salon w Dubaju otwarty od dwóch tygodni, więc świeżutki temat. Stoją dwie mocno przerobione G-Klasy, robią wrażenie.
Później odwiedzamy jeszcze dwa duże salony z autami. W jednym miejscu możesz zobaczyć 30 Ferrari naraz, 30 G-klas, 30 Rolls-Royce’ów czy 10 Bugatti. I co najlepsze — wszystko dostępne od ręki. Masz pieniądze, przelew albo gotówkę i tego samego dnia wyjeżdżasz autem. Dubaj w pigułce.
Około 18 wracamy do hotelu i wieczorem spotykamy się ze znajomymi. Czas leci szybko, dużo rozmów, dużo śmiechu.
Kończymy około 1:00 w nocy, o 2:00 jesteśmy u siebie i padamy.











































































Rano idziemy na shakshukę bo uwielbiamy to w krajach arabskich:) Shakshuka z rana musi być. Do tego dobra kawka, nawet dwie kawki. Krótka rundka po okolicy i o 12:30 ruszamy na pustynię.
Przed nami około 90 kilometrów jazdy do The Ritz-Carlton Ras Al Khaimah Al Wadi Desert. Świetny ośrodek na pustyni. Piękne widoki, mega dobry klimat. Mieszkamy w namiocie, który przypomina dosłownie namioty z filmu Indiana Jones. Zupełnie inny klimat niż Dubaj. Bylismy tu już kiedyś ok 5 lat temu. Widoki kosmiczne, dzikie zwierzęta chodzą niedaleko, także cieszymy się miejscem i dobrym jedzeniem. Później jeszcze pływamy w basenie o północy pod gwiaździstym niebem i około pierwszej trzydzieści idziemy spać.













































Na pustyni czas płynie błogo, chociaż bardzo szybko. Mamy pyszne śniadanka w świetnej scenerii, chillujemy, spacerujemy po pustyni, jeździmy rowerami, moczymy się w basenie, cieszymy się tym pięknym i niezwykłym miejscem.
Temperatura około 30 stopni w dzień, około 8 w nocy, więc różnice są dosyć odczuwalne. Jest bardzo miło i przyjemnie.
Świetne jedzenie, super spędzone dwa dni z dala od zgiełku miasta i bez pośpiechu.































































Ostatni poranek na pustyni. Wielbłądy chodzą pod naszym namiotem. Jeszcze śniadanie, szybki spacerek i o 13:00 ruszamy z powrotem w stronę Dubaju.
Tym razem kierunek JBR, w okolice Address Beach Resort. Meldujemy się i od razu idziemy na lunch do libańskiej restauracji, lubimy takie klimaty.
Potem spacer po JBR i Bluewaters. Kupujemy bilety i jedziemy największym kołem świata, czyli Ain Dubai. Około 40 minut spokojnej jazdy z widokiem na rozświetlony Dubaj. Widać plażę JBR, całą Palmę i hotele Atlantis The Royal oraz Atlantis The Palm.
Wieczorem wracamy jeszcze na chwilę do hotelu i wychodzimy na ostatnią kolację do restauracji Main. Super serwis, bardzo dobre jedzenie i spotkanie ze znajomym. Jeszcze herbatka marokańska i shisha na plaży i około 1:30 wracamy do hotelu




















































Pobudka szybko, 6:30. Krótki spacer po mega spokojnym JBR, oczywiście kawka, lekkie śniadanie i o 8:45 ruszamy w stronę lotniska DWC (Dubai World Central). Lecimy stad pierwszy raz a w przyszłości ma to być największe lotnisko świata z przepustowością 280 mln pasażerów, ale dziś to małe, spokojne lotnisko po drugiej stronie miasta niż DXB, w stronę Abu Dhabi.
Lot zaplanowany na 11:15. Na lotnisku mało ludzi, cisza, szybki check-in i boarding o 11:00. W samolocie docierają do nas informacje o rozpoczęciu ataku Izraela i USA na Iran. Brzmi niepokojąco, aż trudno uwierzyć. Samolot zapakowany, silniki włączone, stoimy ponad godzinę. Kapitan wychodzi i mówi, że sytuacja jest ciężka, przestrzeń powietrzna w Emiratach chwilowo zamknięta. Po chwili pierwszy oficer informuje, że jednak mamy zgodę na odlot. Startujemy.
W międzyczasie zamknięta zostaje przestrzeń Bahrajnu i Kataru. Robimy kilka kółek w okolicy Emiratów, Bahrajnu i Kataru, w końcu dostajemy zgodę na przelot nad Arabią Saudyjską i Egiptem. Trasa się wydłuża, spalanie rośnie, więc po 7 godzinach lotu lądujemy w Thessaloniki w Grecji na tankowanie. Postój krótki, około 30 minut. Potem wylot do Berlina.
Po 11 godzinach od wejścia do samolotu lądujemy w Berlinie. Łączne opóźnienie około 4 godzin. Biorąc pod uwagę, że po naszym wylocie lotniska w Zatoce Perskiej zostały zamknięte i wszytkie loty odwołano, mieliśmy dużo szczęścia. Po dwóch godzinach jazdy busem, około 21:30, jesteśmy w domu. Zaczynają napływać niepokojące informacje z Bliskiego Wschodu. Mamy tam wielu znajomych, część w podróży, część na miejscu, więc trudno nie myśleć o sytuacji.
Miejmy nadzieję, że wszystko szybko się uspokoi i ludzie będą mogli po prostu normalnie żyć i wrócić do swoich domów i normalnie podróżować. Koniec wyjazdu
Flight history for Eurowings flight EW1167






Straszne dni…co dalej? Strach myśleć- wojna, ofiary ludzi …piękno Waszej wyprawy jakby straciło w jednej chwili.
Pozdrawiam
Cześć Zula. Niestety… Szalone czasy. Pozdrawiamy