Wiosna w Nowym Jorku i Bermudach
Szybki plan i decyzja i lecimy do Nowego Jorku z Warszawy. Droga do Warszawy bardzo dobra, obiad w Warszawie i o 16:50 odlatujemy na JFK. To nasz pierwszy lot Lotem i okazuje się ze podmienili samolot ale za to serwis i obsługa bardzo dobre. Przesypiamy 5 h z 9,5 i spokojnie lądujemy o 22 w Nowym Jorku. Czas -5h. Leje jak cholera, nie chce nam się metrem także zamawiamy Uber i po 35 minutach jesteśmy w hotelu na Manhatanie Residence Inn by Marriott New York Manhattan/Times Square O 1 w nocy czyli o 6 ranow w Polsce padamy…


Wstajemy już o 8, ogarniamy się śniadanie i ruszamy na Tiem Square i Brodway kupić bilety na Lion King. Leje i wieje… ale nagle przestaje i jest całkiem pogodnie ale przenikliwie chłodno. Spacerek po Time Square, Rockefeller Plaza, 5th Ave, i Central park, steki na obiad z widokiem na Central park, shopping na 5th Avenue i o 22 wracamy do hotelu żeby zaraz wyjść na koreańskiego grila. Koniec dnia o północy… i 16 km w nogach
























Ruszamy spacerkiem w stronę Brooklin Bridge. Idziemy 5ft ave w stronę Flatrion Building… następnie Vincent gra w parku w szachy z miejscowymi na Union Squere Park i w drugiej grze wygrywa. Marzenie gry w szachy na ulicy w Nowym Jorku spełnione dochodzimy do Soho… kawka i metrem jedziemy 2 przystanki na Brooklin Bridge. Przechodzimy na druga stronę. Obiad we włoskiej pizzeri na Brooklinie, spacer uliczkami Brooklinu i wracamy metrem do hotelu ok 19 na 15 minut bo na 20 Lion King na Brodway. O północy w hotelu… Przeszliśmy 12km…






































Jakby atrakcji było mało… po spektaklu na Brodway dnia poprzedniego dziś ruszamy w stronę Madison Square garden na mecz NBA New York Knics vs Los Angeles Cleapers. Mecz zaczyna się o 12. Bilety kupione jeszcze w Polsce jako prezent urodzinowy dla Tatusia:)
2,5 godziny niezłej imprezy, ludzie bawią się cały czas, koszykówka na bardzo wysokim poziomie i wygrana LA 113: 124 …
Po meczu idziemy sobie na High Line, gdzie spotykamy znajomego z Zielonej Góry, obiad w Chelsea Market ostrygi i pizza… potem salon Tesli i największy Sturbucks w Ameryce z którego podobno jest dostarczana kawa do wszystkich Sturbucksow. Odwiedziny znajomego w hotelu The Standard z pięknym widokiem na NYC i New Jersey. Ponad godzinny spacer do naszego hotelu i o 22 jesteśmy na miejscu. Dziś 12 km…




















Dla nas samo bycie w Nowym Yorku to niesamowite przeżycie i zastrzyk mega energii… miasto wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Stolica świata. We Love this City !!! W zasadzie każda chwila w nim spędzona jest wyjątkowa
Dziś na spokojnie zaczynamy od miejskiej Biblioteki w której już byliśmy ostatnio ale dzieciaczku mega nalegały żeby odwiedzić jeszcze raz:) Kręcimy się później wokół Rockefeller Plaza i 5th ave. Spotykamy się ze znajomymi w Tommy Bahama na obiad gdzie schodzi ponad 2 godziny.. krem krabowy jest wyborny. Jedziemy jeszcze metrem na Chelsea Market, trafiamy tez do restauracji która wygląda jak kościół i o 23 wracamy metrem do hotelu na ostatnia na tym wypadzie nockę w NYC.













Wstajemy 5.30 i o 6.15 ruszamy Uberem na JFK. Jesteśmy o 7 i o 8.40 Liniami Delta lecimy na Bermudy. Lot godzina i czterdzieści minut . Na granicy tym razem żadnych pytań. Pada… ale ciepło. Check In do hotelu tym razem zostaniemy na 6 nocy i chiloutujemy do wieczora przy burzowych chmurach. Na drugi dzień piękne słonce i zwalające z nóg widoki… błękit i zieleń jest tutaj niepowtarzalna pewnie dlatego tutaj nas przyciąga. Wieczorem okazuje się ze jesteśmy wszyscy ostro poparzeni słońcem.. a nie wyglądało ze jest takie mocne.





















Kolejne dwa dni jest w sumie na szczęście dla nas mniej słońca, zachmurzenie i przelotne deszcze. Wybieramy się autobusem do Dockland… tam ogarniamy muzeum motoryzacji, szwendamy się po okolicy, przypływają już wycieczkowce, na obiad burgery niestety nie zbyt zjadliwe, odwiedzamy galerie miejscowej artystki i popołudniu wracamy do hotelu, trochę plaża, trochę basen.
Następnego dnia wybieramy się na drugi koniec wyspy, autobusem z przesiadka w Hamilton do ST George. Kierowcy tym razem mili, kasują w większości mniej niż powinni, za dzieci ani razu. Miasteczko, bardzo fajne klimatyczne ale trafia się duża ulewa która przeczekujemy w restauracji racząc się miejscowymi egzotycznymi przysmakami- kulinarnie dawno nie było tak dobrze. Potem jeszcze spacerek i jedziemy zobaczyć jedne z najpiękniejszych jaskiń jakie kiedykolwiek widzieliśmy : Crystal i Fantasy Caves. Ok. 19 wracamy autobusem do hotelu














































Słonce zagościło już na maxa. Dzis widoczki i kolory. Church Bay Beach, Reef Hotel Beach, Princess Privat Beach, Horseshoe Bay Beach















































Po śniadaniu przyjeżdża taksówka i o 13 Delta odlatujemy do NYC. Na granicy żadnych komplikacji, piasku tym razem nie było:) Wieczorem mamy odlot LOTEM do Warszawy… samolot znowu opóźniony ponad 2 h…:( i na dodatek znowu podmieniony… mimo ze były wybrane i zapłacone miejsca ze strony Lotu żadnej informacji ze jest inny samolot z innym układem siedzeń.
