Ruszamy w stronę lotniska Ławica w Poznaniu. Pobudka po mega krótkiej nocy około 1:00, o 2:00 wyjazd w stronę lotniska. Po ostatnich gołoledziach nie wiemy jaka będzie sytuacja na drodze, ale tym razem jest całkiem ok. Plus pół stopnia, miejscami jeden stopień, więc da się jechać. Gdzieniegdzie ślisko, ale S3 i A2 w dobrym stanie.
Po półtorej godziny, czyli około 3:30, jesteśmy już na lotnisku. Przyjechaliśmy sporo wcześniej, więc robimy coś, co się nie zdarza drzemka w aucie na parkingu. Dzieci w totalnym szoku, bo pierwszy raz nie biegniemy od razu na samolot. Śmieszna sytuacja, do której później jeszcze wracamy.
O 4:30 pobudka i ruszamy na boarding. Kontrola bezpieczeństwa idzie sprawnie i o 6:00 startujemy Ryanairem do Alicante. Samolot jeszcze odmrażają, więc łapiemy około 30 minut opóźnienia. Do tego lecimy pod silny wiatr czołowy, więc finalnie lądujemy w Alicante ponad godzinę później, bo sam lot trwa dłużej niż zwykle.
Na miejscu szybkie ogarnięcie, sola na pierwszy hiszpański lunch, małe zakupy i ruszamy dalej. Pogoda jest ekstra z mrozu i śniegu nagle +18°C i słońce. Dwa zupełnie różne światy, a dzieli je tylko 3 godziny lotu.
Jedziemy w góry, oglądamy gaje oliwne, migdałowe, sady cytrynowe, pomarańczowe i nisperio. Te okolice są po prostu piękne Dzień mija bardzo przyjemnie — dobre jedzenie, dobry klimat, dobra pogoda.
Witamy w Hiszpanii.
















Kolejny dzień w Hiszpanii. Pobudka spokojna, śniadanie bez pośpiechu.
Potem jedziemy na mercado w Alicante po świeżą rybę. Na miejscu jemy ostrygi, krewetki i różne lokalne przysmaki. Bardzo lubimy to miejsce, prosto, świeżo i świetnie.
Później znowu ruszamy w góry. Kręcimy się po okolicznych wioskach, tak jak wczoraj. Po drodze gaje oliwne, migdałowe, sady cytrynowe, pomarańczowe i níspero. Zbieramy sobie trochę owoców. Miejscami trafiają się też sady awokado. Wszystko zielone, kolorowe, bardzo przyjemny klimat.
Wieczorem kolacja pre-urodzinowa tatusia.







































Trzeci dzień w Hiszpanii i urodziny tatusia.
Rano spotykamy się ze znajomą, chwilę gadamy i ruszamy dalej. Jedziemy na lunch do fajnej włoskiej restauracji w okolicach Calpe. Bardzo dobre jedzenie, fajne miejsce.
Po lunchu rundka po okolicy, trochę nad morzem, trochę w górach,. Widoki naprawdę piękne, ten miks skał, zieleni i wody.
Wieczorem wracamy już na spokojnie do apartamentu.
Urodzinowy dzień bez spiniki, dokładnie tak, jak powinno być.















Szybka pobudka, ale tym razem nie ekstremalnie 6:00 i o 7:30 ruszamy już w stronę lotniska. Lot znowu łapie pół godziny opóźnienia, ale w powietrzu nie tracimy wieceij i finalnie lądujemy w Poznaniu tylko pół godziny po czasie.
Na miejscu od razu czuć zmianę klimatu, mroźno, śnieżnie, ale i tak łagodniej niż przed wylotem. Różnica temperatur około 18 stopni, więc szybki powrót do zimowej rzeczywistości.
Pakujemy się do auta, droga do domu i tym samym koniec krótkiego, ale bardzo udanego wyskoku do słońca.


Wspaniałe są takie wyjazdy!
Zdrowia Jubilacie…Radości z podróżowania .
Zdjęcia są interesujące i bardzo ładne!
Dziękuję za radość!
Dziękujemy Zula. Cieszymy sie ze sie podoba 🙂 Pozdrawiamy serdecznie